Eurowybory 2014

Eurostart e-polityków

Partie wyrosłe w ramach sprzeciwu wobec ACTA chcą do Brukseli.
Najpierw pozwała polski Sejm, później próbowała zorganizować posiedzenie swojego zarządu w Kancelarii Premiera. Demokracja Bezpośrednia, jedna z najmłodszych partii w Polsce, chce wystawić listy do europarlamentu razem z innymi ugrupowaniami, w których działaniu dużą rolę odgrywa Internet: Polską Partią Piratów i Partią Libertariańską.
Planują prawdziwą rewolucję. Jeszcze przed majowymi eurowyborami każdy obywatel będzie mógł zdecydować, kto ma startować z ich „jedynek". – Na pierwszych miejscach będą mogli znaleźć się wszyscy, nie tylko członkowie naszych partii – zapowiada szef Demokracji Bezpośredniej Adam Kotucha. Jego partia powstała w 2012 roku na bazie sprzeciwu wobec ACTA. Postuluje, by najważniejsze decyzje zapadały w formie powszechnego głosowania, m.in. w Internecie, a życie publiczne było przejrzyste. To dlatego pozwała Sejm za odrzucenie obywatelskiego wniosku o referendum w sprawie wieku emerytalnego. Później zażądała udostępnienia Kancelarii Premiera na swoje potrzeby. Uważa, że ma do tego prawo, skoro Donald Tusk zwołał tam  zarząd PO.
Polska Partia Piratów z kilkuletnią przerwą istnieje od 2008 roku i jest elementem światowego ruchu walczącego o swobody w Internecie, który wyborcze sukcesy odnosił m.in. w Niemczech i Czechach. Partia Libertariańska postuluje maksymalną wolność, w tym obyczajową. – Libertarianie są w fazie rejestracji. Decyzję o wspólnym starcie ogłosimy w piątek przed sądem, w którym złożą papiery rejestrowe – mówi Kotucha. We wrześniu działalność partii opisaliśmy w „Rz". To m.in. nasz artykuł miał być inspiracją do wspólnego startu. Listy chcą zarejestrować we wszystkich okręgach, jednak prawdziwie rewolucyjny jest sposób wyboru „jedynek". – Organizujemy prawybory. Dla nas to normalne. Podobne odbywają się w Partiach Piratów w innych państwach – mówi szef polskich „piratów" Radosław Pietroń. Nietypowe jest to, że będzie mógł znaleźć się na nich każdy. Pod warunkiem, że nie jest członkiem konkurencyjnej partii, np. PO albo PiS. – Prawybory odbędą się za pośrednictwem Internetu, w niektórych okręgach będzie można fizycznie wrzucić głos do urny – mówi Kotucha. – To rozwiązanie zastosowaliśmy przed wyborami uzupełniającymi do Senatu w Rybniku, gdzie Demokracja Bezpośrednia wystawiła kandydata – dodaje. Czy uda im się przyciągnąć wyborców? – Ta propozycja jest skierowana do najczęstszych użytkowników Internetu, ludzi młodych, którzy są jednocześnie najbardziej zdepolityzowani – zauważa politolog dr hab. Rafał Chwedoruk. – Jednak partie libertariańskie mogą w Polsce zaistnieć, choć może na razie nie na miarę wejścia do PE. Warunkiem jest odpowiednia oferta programowa – dodaje. Na razie program jest dość ogólny. – Chcemy powstrzymać przerost administracji UE i ograniczyć biurokratyczną kontrolę nad życiem obywateli – mówi Stanisław Domin z Partii Libertariańskiej. – Dbanie o wspólne dobra: naukę, wiedzę, kulturę i środowisko to cel, który będzie nam przyświecał – dodaje Pietroń. Wypracowanie wspólnego programu jest trudne m.in. dlatego, że Demokracja Bezpośrednia jest partią zadaniową. Oznacza to, że jej ewentualni deputowani będą walczyć głównie o zwiększenie roli referendów, a w sprawach obyczajowych mieliby wolną rękę. Nie wiadomo, w skład jakiej europejskiej frakcji by weszli. Kotucha mimo to mówi, że w sukces wyborczy wierzy. ?– Głosimy ideały inne niż pozostałe partie i jesteśmy zorientowani na ludzi młodych. To duży potencjał – zaznacza.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL