fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Wybitny pianista jazzowy Mieczysław Kosz skończyłby dziś 70 lat

materiały prasowe
Mieczysław Kosz był polskim Billem Evansem, genialnym, romantycznym pianistą. Dziś skończyłby 70 lat.
Właśnie ukazał się album, który wzbogaci skromną dyskografię Mieczysława Kosza. Płyta „Piano Solo" została wydana w serii „Polish Radio Jazz Archive" i zawiera nagrania z lat 1967 - 1971. Zobacz na Empik.rp.pl
Za jego życia ukazała się tylko jedna płyta w serii Polish Jazz - „Reminiscence" (1971). Jego koncertowe nagranie znajdziemy także na płycie z festiwalu Jazz Jamboree '69 „New Faces in Polish Jazz". Po jego śmierci ukazały się jeszcze dwie płyty wydane przez PSJ „Mieczysław Kosz Trio vol.1-2". Natomiast w latach 90. Polonia Records zebrała jego wszystkie dostępne nagrania wydając „The Complete Recordings vol.1-2".
Można mieć wielki żal do ówczesnych działaczy jazzowych, którzy  nie zaopiekowali się ociemniałym artystą w należyty sposób.
31 maja 1973 r. wypadł, lub wyskoczył z okna swojego mieszkania przy ul. Pięknej 10. Zapowiadał się na wielkiego pianistę. Wielokrotnie to potwierdzał swoimi koncertami i nielicznymi nagraniami. Mówiło się o nim „polski Bill Evans", bo z amerykańskim geniuszem łączyła go nostalgia i romantyzm. - Tylko smutek jest piękny - mawiał Kosz.
Urodził się 10 stycznia 1944 roku we wsi Antoniówka koło Tomaszowa Lubelskiego. Od dziecka chorował na oczy. Wspominał, że matka śpiewając mu piosenki zaszczepiła w nim zamiłowanie do muzyki. W wieku 12 lat całkowicie stracił wzrok. Matka zawiozła go do Lasek pod Warszawą, gdzie jego muzyczny talent od razu zauważyli nauczyciele. Wysłano go do krakowskiej szkoły muzycznej dla ociemniałych dzieci. Tam trafił do klasy fortepianu prof. Romany Witeszczakowej, która okazała mu serce i cierpliwość. Wieczorami Mieczysław Kosz grywał jazz w krakowskich kawiarniach. Można go było posłuchać w Literackiej, klubie Pod Jaszczurami i słynnym Helikonie, gdzie kariery zaczynali Tomasz Stańko i Adam Makowicz.
W 1967 roku wystąpił na festiwalu Jazz Jamboree i dokonał pierwszych nagrań dla Polskiego Radia. Nagrał własne tematy „Złudzenie" i „Przed burzą" oraz standardy: „Satin Doll" Ellingtona i „Summertime" Gershwina. Sięgnął także po popularne utwory: „Yesterday" Beatlesów i motyw z filmu „Parasolki z Cherbourga" Legranda. Ciekawie interpretował klasykę np. Preludia Chopina i „Tańce połowieckie" Borodina. Na płycie „Piano solo" znajdziemy także intrygującą interpretację słynnej „Kołysanki Rosemary" Krzysztofa Komedy z filmu Romana Polańskiego.
- Ja naprawdę lubię muzykę, ale najbardziej cenię taką, która przygnębia, wpycha mnie w siebie, sprawia, że czuję, że życie jest dramatyczną przygodą do samego końca - powiedział w jednym z wywiadów.
Marek Dusza
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA