fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Wykluwanie nowych koalicji

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Zawirowania w partii rządzącej domknęły w tym roku okres jedynowładztwa Donalda Tuska w Platformie Obywatelskiej – pisze publicysta „Rzeczpospolitej".
Mijający rok zamyka ostatni sezon bez wyborów. Dlatego też wszystko, co się działo w polskiej polityce w mijającym roku, jest konsekwencją układu sił, który powstał po wyborach w 2011 r. Dotyczy to w równym stopniu rządu co opozycji.

Tsunami w autorskim rządzie

Po drugich z rzędu wygranych wyborach Donald Tusk postanowił zbudować rząd nie po to, by najlepiej rządzić, lecz po to, by uporządkować sytuację w partii. Robił więc wszystko, by ograniczyć wpływy polityków, których się obawiał (m.in. Jarosława Gowina i Grzegorza Schetyny).
Gowina wziął do rządu po to, by najpoważniejszego publicznego krytyka poczynań Platformy mieć blisko siebie i związać mu ręce. Tusk miał nadzieję, że utopiony w ważnych zadaniach resortowych Gowin zniknie z mediów. I rzeczywiście, polityk zabrał się do pracy, przygotował reformę sądów, kilka transz deregulacji zawodów czy wprowadzenie tzw. kontradyktoryjności procesów karnych. Tusk jednak przeliczył się w rachubach. Widząc mocne tendencje lewicowe w partii (projekt ustawy o związkach partnerskich, forsowanie kontrowersyjnej konwencji, która pod pretekstem przeciwdziałania przemocy wobec kobiet instytucjonalizowała rozwiązania genderowe), były minister sprawiedliwości coraz częściej pełnił rolę sumienia konserwatywnej części Platformy Obywatelskiej.
Apogeum sporu stało się styczniowe głosowanie w sprawie ustaw wprowadzających związki partnerskie, podczas którego Jarosław Gowin mówił o niekonstytucyjności przepisów, a Tusk prosił, by projekt poprzeć. Premier głosowanie przegrał, co rozpoczęło proces usuwania Gowina z rządu, w którego efekcie znalazł się poza Platformą.
Partii Kaczyńskiego po raz pierwszy od kilku lat udało się przegonić Platformę Obywatelską w sondażach
Ale to niejedyna nominacja ministerialna z 2011 r., która przyniosła Tuskowi kłopoty w 2013 r. Nominacje dla Joanny Muchy czy Krystyny Szumilas kosztowały jego rząd w mijającym roku największe chyba wpadki wizerunkowe. Opowieść pod tytułem Stadion Narodowy zakończona skandalem związanym z ujawnieniem dotowania przez resort sportu koncertu Madonny, była ciosem bolesnym. Podobnie jak epopeja związana z wprowadzeniem obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Działania szefowej MEN rozjuszyły rodziców do tego stopnia, że bez kłopotu zebrali niemal milion podpisów pod referendum w tej sprawie. I choć koalicji udało się wniosek odrzucić, cała historia kosztowała Platformę masę negatywnych komentarzy.
Autorski gabinet został zresztą przez Donalda Tuska zmasakrowany podczas listopadowej rekonstrukcji. W sumie w 2013 roku roszady objęły aż dziesięć resortów. Zmienili się ministrowie z takich dziedzin, jak: transport, sprawiedliwość, sport, środowisko, Skarb Państwa, edukacja, nauka, sprawy wewnętrzne, finanse, administracja i cyfryzacja, czyli ponad połowa gabinetu Tuska. Doprawdy trudno to uznać za sukces premiera.

Wojna domowa w PO

W tym roku Donald  Tusk zbierał również owoce innych wcześniejszych decyzji dotyczących jego partii politycznej. Podjęta przez Tuska tuż po wyborach 2011 r. decyzja, by Grzegorza Schetynę zesłać z fotela marszałka Sejmu do gabinetu przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych, zaowocowała w 2013 roku wojną domową, która obok wpadek rządu najmocniej zaszkodziła Platformie.
Schetyna nie chciał pogodzić się z tym, że Tusk marginalizuje go w partii, lecz zamiast podjąć otwartą walkę z premierem, popełnił szereg taktycznych błędów (na przykład wycofanie się z wewnętrznych wyborów), które pozwoliły Tuskowi ostatecznie go pogrążyć. Jednak ten proces, co ujawnił np. zjazd regionalny we Wrocławiu i taśmy ujawniające jego kulisy, również kosztował Platformę sporo poparcia społecznego.
Równocześnie start w wyborach na przewodniczącego Platformy Jarosława Gowina, który wykorzystywał każdą chwilę do budowania własnej kampanii politycznej, zupełnie zmienił sens wewnętrznych wyborów w PO. Krytyka Gowina była równie bezkompromisowa jak wcześniejsze działania premiera, gdy wyrzucał go z rządu. W efekcie kampania wyglądała jak długi seans krytyki rządu i jego szefa, a 20 proc. głosów oddanych na Gowina przy 50-proc. frekwencji raczej ośmieszyło ideę bezpośrednich wyborów w PO, niż wzmocniło przywództwo Tuska.
Faktem jednak jest i to, że wydarzenia w partii rządzącej domknęły w tym roku okres jedynowładztwa Donalda Tuska w PO. Nowy 2014 rok rozpoczyna już zupełnie inna partia niż ta, którą znaliśmy z pierwszych dziesięciu lat jej istnienia. W tym sensie rok 2013 był końcem pewnej epoki.

Hegemon lewicy

Ten rok to także finał przepoczwarzeń innych partii. Leszek Miller skutecznie ochronił SLD przed zniknięciem ze sceny politycznej, odbudował struktury partii, nadał jej wyrazistości i spoistości. Jego ugrupowanie otrzymuje stabilne, kilkunastoprocentowe poparcie, co daje Millerowi punkt wyjścia do walki o dobre miejsce w wyborach, jakie będą się odbywać w ciągu najbliższych dwóch lat. Dzięki temu Miller oddalił od SLD (realne jeszcze kilka lat temu) zagrożenie dla bytu partii, zdziesiątkowanej rządami Sojuszu w latach 2001–2005. Dziś to on rozdaje karty na lewicy i wydaje się, że ze starcia z – do niedawna wydawało się najpoważniejszym rywalem – Januszem Palikotem wyszedł zwycięsko.
Dla tego ostatniego rok 2013 to czas dotkliwych porażek. Próby wzmocnienia partii czarem Aleksandra Kwaśniewskiego spaliły na panewce, przynosząc Palikotowi więcej kłopotów niż pożytku. Nie zmieniło tego także powstanie jesienią nowej partii o nazwie Twój Ruch. Programowe zmiany TR być może za pewien czas przyniosą jakieś rezultaty polityczne, ale w mijającym roku eksperyment polegający na stworzeniu ugrupowania przez tego polityka się wyczerpał. Jeśli coś może mu jeszcze dać siłę, to chyba tylko kolejne medialne błędy Kościoła, na których Palikot żeruje. Na razie jednak jego antyklerykalizm nie przyniósł mu poważniejszych profitów ani nie pozwolił wyjść poza grupę balansującą na skraju progu wyborczego.

Nowe PiS

Rok 2013 stanowi też zamknięcie pewnej epoki dla PiS. Jarosławowi Kaczyńskiemu po raz pierwszy od kilku lat udało się przegonić Platformę Obywatelską w sondażach. I choć w ostatnich tygodniach partia Tuska zaczęła powoli odrabiać straty, to wielomiesięczne prowadzenie PiS pokazało, że teza o niemożliwości wygrania przez partię Kaczyńskiego wyborów nie jest wcale taka oczywista. Tym bardziej że PiS udało się wygrać wybory uzupełniające w Rybniku i na Podkarpaciu oraz odbić Platformie Elbląg. Choć przegrana w warszawskim referendum pokazała też, że PiS wciąż potrafi w kluczowych momentach popełniać strategiczne błędy.
Nie ulega jednak wątpliwości, że dziś Prawo i Sprawiedliwość to już inna partia niż ta w 2011 r. Choć, przyznajmy, duża w tym zasługa Platformy, która w tym roku rozpieszczała PiS potężnymi wpadkami i aferami.
Również to, co działo się z mniejszymi partiami, było efektem układu sił, jaki powstał w 2011 r. Prawo i Sprawiedliwość nie zmieniło się na tyle, by przestać gubić polityków.

Dwie koalicje

Tę słabość próbuje wykorzystać Jarosław Gowin i postanowił zebrać posłów, którzy porzucili Platformę, oraz tych próbujących stworzyć alternatywę dla PiS z kręgu PJN. Gowin zdaje się stać na stanowisku, że oto została przekroczona masa krytyczna i spora liczba znanych oraz rozpoznawalnych postaci znalazło się poza PiS i PO. Można więc spróbować zbudować drużynę polityków znanych i lubianych przez wyborców. Testem dla tych jego planów będą wybory do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się już za pięć miesięcy. Od nich zależą także losy lidera innego ugrupowania z prawej strony – Solidarnej Polski.
Rok 2014 r. rozpoczyna dwuletni okres wyborczy. Po ostatnich przegrupowaniach na scenie politycznej widać wyraźnie, że przesuwają się osie konfliktów. Coraz bardziej widoczne staje się także to, że nadchodzące wybory będą okazją do testowania dwóch koalicji, które mają aspiracje rządzić Polską po 2015 r. – koalicja Tuska z Millerem kontra koalicja Kaczyńskiego z Gowinem. Takiemu właśnie przeobrażeniu sceny politycznej służył rok 2013.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA