fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Osiołki też widziały narodzenie Jezusa

Żywe szopki cieszą wiernych, zwłaszcza dzieci, ale nie zawsze przychylnie patrzą na nie opiekunowie zwierząt.
Obok Świętej Rodziny w symbolicznej stajence występują osiołki, owce czy kozy. Żywe zwierzęta są dużą atrakcją takich szopek. Jednak część ogrodów zoologicznych nie chce już wypożyczać zwierząt z obawy o ich bezpieczeństwo.

Cesarzowa Helena w Grocie Narodzenia

– Twórcą szopek był św. Franciszek z Asyżu, a ich tradycja w Polsce sięga XIV–XV wieku – opowiada ks. Bogdan Bartołd, proboszcz warszawskiej archikatedry św. Jana.
Dodaje, że szopki nawiązują do Biblii, do stajenki – miejsca narodzenia Chrystusa – i wiadomo, że poza najważniejszymi postaciami św. Rodziny były tam wtedy zwierzęta.
– Pismo Święte nie wymienia jakie, ale najczęściej przyjmuje się, że były to woły i osiołki – wylicza ks. Bartołd.
Jego zdaniem kozy też mogły tam być. – Kury czy koguty już raczej niekoniecznie, bo mogłyby dzieciątko obudzić – uważa proboszcz stołecznej archikatedry.
Etnolog dr Grzegorz Odoj z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach precyzuje, że twórcą pierwszej szopki już w IV wieku naszej ery była cesarzowa Helena, która urządziła ją w Grocie Narodzenia Pańskiego. Były w niej też żywe zwierzęta.
– Dopiero wiele lat później do szopki wrócił św. Franciszek, który urządził też jasełka z aktorami i żywymi zwierzętami. Sam też zresztą czytał fragmenty Pisma Świętego. Uchodzi on za ich twórcę – dodaje etnograf.
Przypomina, że później w szopkach zaczęli się specjalizować franciszkanie i bernardyni, którzy tworzyli duże figury, i do dziś ich szopki z ruchomymi postaciami można oglądać w wielu miejscach w Polsce.
– Na Śląsku jeszcze przed wojną żywa była tradycja tzw. betlyjki, czyli szopki robionej i stawianej w domu, dopiero potem wyparła ją choinka, ale i pod nią znalazła się mała szopka. Młode pary dostawały ją w prezencie ślubnym – opowiada etnograf.
Doktor Odoj zauważa, że dziś szopki stoją nie tylko w kościołach, ale też w centrach aglomeracji. W wielu miastach Górnego Śląska, jak Rybnik czy Mikołów, ustawiają je samorządy i nie brakuje w nich żywych zwierząt.
W stołecznej archikatedrze św. Jana nie będzie żywej szopki, bo brakuje tam miejsca, ale przed drugą stołeczną katedrą – św. Floriana na Pradze-Północ – już od niedzieli taka szopka stoi.
Na jej inaugurację przyszło kilkuset wiernych, głównie rodzice z dziećmi i dziadkowie z wnukami. Szopkę poświęcił arcybiskup Henryk Hoser. Tradycyjnie największe zainteresowanie zwłaszcza u najmłodszych budziły dwa osiołki, które zostały wypożyczone z pobliskiego zoo.
– Poza osłami użyczyliśmy także lamy – opowiada Andrzej Kruszewicz, dyrektor ogrodu zoologicznego. Dodaje, że zwierzęta trafiły nie tylko pod katedrę, ale też do kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. – Przy katedrze jest zbudowana solidna szopka. Nasi ludzie dokładnie ją sprawdzali. Brali także udział w przewożeniu zwierząt – tłumaczy Kruszewicz. Dodaje, że zwierzęta w szopkach są pod stałą opieką pracowników ogrodu.
– W ub. roku, gdy szopka przy praskiej katedrze była gorsza, skróciliśmy pobyt zwierząt – wyjaśnia Kruszewicz i dodaje, że wypożyczonym osłom i lamie w tym roku nic nie grozi.
Także krakowskie zoo wypożycza zwierzęta do szopki franciszkanów. – Są tam w Boże Narodzenie i pierwszy dzień świąt, ale nie przez cały czas. O określonej porze są spędzane do specjalnej szopy – opowiada Teresa Grega, wicedyrektor zoo.
Wypożyczane z ogrodów zoologicznych zwierzęta są pod stałą opieką
Krakowski ogród wypożycza zwierzęta franciszkanom od kilkunastu lat i dotąd nic złego się nie stało. – One są przyzwyczajone do kontaktu z ludźmi, zwłaszcza z dziećmi, bo od dawna są w minizoo – tłumaczy dyr. Grega

Owce jak w Betlejem, każdy chce je poznać

Jednak nie wszystkie ogrody zoologiczne chcą wypożyczać swoich podopiecznych. Tak jest choćby w Poznaniu.
– Nasze zwierzęta nigdzie nie wyjeżdżają. Kiedyś trafiały do szopek, ale to było dawno temu. Teraz tego nie praktykujemy z powodu bezpieczeństwa, a także stresu, jaki musiałyby znosić zwierzęta – usłyszeliśmy w poznańskim ogrodzie zoologicznym.
W tym roku z takich wypożyczeń zrezygnowało śląskie zoo w Chorzowie. – Zwierzęta, które wyjeżdżały poza placówkę, miały kontakt z dużą liczbą osób, które nie dość, że je głaskały, to jeszcze przekarmiały, a to się wiązało z chorobami. Zanim zwierzęta do nas wróciły, musiały przechodzić kwarantannę – tłumaczy Joanna Kopiec, dyrektor śląskiego zoo.
Podkreśla, że kwarantanna i leczenie są drogie oraz czasochłonne. – Nauczeni takim doświadczeniem z lat poprzednich zdecydowaliśmy w tym roku nie wypożyczać zwierząt. Przecież jabłka czy marchewka, którymi karmili je zwiedzający, to nie jest naturalny pokarm dla zwierząt. One takie rzeczy powinny jeść sporadycznie. A przekarmiane miały wzdęte brzuchy i biegunki – tłumaczy dyrektor.
Wszystkich chętnych, którzy chcą obejrzeć żywe zwierzęta, dyrektor zaprasza do zoo. – U nas też będzie szopka na środku ogrodu. Będzie można obejrzeć Jezuska leżącego na sianku i całą Świętą Rodzinę. Poza tym bilety wejścia będą w promocyjnych cenach – kusi dyrektor.
W poniedziałek ustawiono z kolei szopkę przed katedrą polową na warszawskim Starym Mieście przy ul. Długiej. W Wigilię pojawią się w niej żywe zwierzęta: barany i owce, a po pasterce postać nowo narodzonego Jezusa.
– Tradycja żywej szopki u nas jest od bardzo dawna. Pojawiła się wraz z odnowieniem ordynariatu polowego Wojska Polskiego – wspomina ks. płk Zbigniew Kępa, rzecznik ordynariatu.
Przyznaje, że kiedyś w szopce były kury czy gęsi, a teraz tylko owce, wypożyczone ze wsi od rolnika – One wiążą się z Betlejem – tłumaczy ks. Kępa. Podkreśla, że zwierzęta ożywiają szopkę, przypominają też o szacunku dla przyrody. – Fakt, że Jezus Chrystus rodzi się w stajni betlejemskiej, zwraca uwagę na kontekst biologiczny, na otoczenie tej sytuacji – mówi duchowny i dodaje, że zwierzęta w wojskowej szopce są zadbane, stale karmione i pilnowane, by nic złego im się nie stało. Na miejscu jest bowiem monitoring.
– Ale zdarza się, że rodzice podsadzają dziecko do zagrody, by pogłaskało owieczkę. Dla dzieci, zwłaszcza miejskich, które nie mają kontaktu ze zwierzętami, może to być duża atrakcja – uważa duchowny.
Pozytywne skutki kontaktu dzieci z żywymi zwierzętami podkreślają też pedagodzy.
– Człowiek lubi podotykać wszystko, co się rusza, co oddycha, co pływa, chce to poznać. Co innego jest coś takiego obejrzeć w telewizji, a co innego na żywo – mówi prof. Mariusz Jędrzejko, pedagog społeczny i socjolog. Podkreśla, że ludzie – a więc i dzieci – mają pięć zmysłów, którymi poznają świat.
– Nie tylko widok jest ważny, ale też choćby zapach. Przy oglądaniu czy dotykaniu zwierząt materializują się opowieści babci czy dziadka z ich dzieciństwa. Dlatego tak ważne jest poznawanie świata face to face, a nie screen to screen – uważa prof. Jędrzejko.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA