fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Życie intymne nie-posępnego Lutra

materiały prasowe
„Drugi dziennik”, jak pisze Jerzy Pilch, to „spowiedź ekstremalna”, w której rozlicza się z własnymi słabościami - pisze Jan Bończa-Szabłowski.
„Nasz dom w centrum Wisły to nie było siedlisko posępnych lutrów, lutrów tak posępnych – nie" – pisze Pilch i dodaje. – „Wszyscy domownicy mieli dar karykaturalnego wymiaru życia, skłonność do szyderstw i wykpiwania bliźnich". Zobacz na Empik.rp.pl
Już pobieżna lektura dziennika wykazuje, że autor ze swej rodziny się nie wyrodził.
Trafność czynionych co dnia obserwacji idzie w parze z wnikliwym spojrzeniem na otaczający świat. Zwraca uwagę choćby ta o hipokrytach, dla których „Wyzdrowieć z choroby nieuleczalnej to nietakt jeszcze większy niż nieudana próba samobójcza".
„Drugi dziennik" Pilcha to także, a może przede wszystkim, spojrzenie w głąb siebie. Kiedy przyjrzeć się cechom autora „Innych rozkoszy", widać, że jest całkowitym zaprzeczeniem swej babki – strażniczki domowej powagi, przy której – jak zauważa – Schopenhauer był po prostu śmieszny.
Jerzy Pilch ma poczucie humoru, niekiedy wisielcze, i dystans do siebie – co rzadkie zwłaszcza u artystów. Mimo penetrowania najbardziej mrocznych zakamarków duszy i opisu chwil, w których bywa „skłonny do studziennej depresji i zwątpień", stara się zachować optymistyczne spojrzenie na świat. Choć nigdy nie wpada w zachwyt, twierdzi, że „Lepiej dobrze malować na czarno niż marnie na różowo".
„Drugi dziennik", obejmujący zapiski od 21 czerwca 2012 r. do 20 czerwca 2013 r., to, jak pisze autor, „kronika własnego zaniku", „spowiedź ekstremalna". Okazją do podsumowań są 60. urodziny, czyli wiek „mocno średni". Zaczyna dręczyć coraz mniejsza aktywność seksualna, samotność. W zwierzeniach niedawnego „supersamca" wyczuwa się przynajmniej odrobinę kokieterii. Pilch zawsze lubił prowokować.
Nawet jeśli pisze „postanowiłem bezwzględnie wykluczyć z »Dziennika« słowo: choroba i jego formy synonimiczne", to wyznaje, że to postanowienie do końca się nie powiodło.
Otwarcie przyznaje się do alkoholizmu, źle znosi upływ czasu, coraz częściej czytuje nekrologi, zwłaszcza zwraca w nich uwagę na rówieśników. Na szczęście oddaje się także innym lekturom. Wciąż sięga do swoich ulubionych klasyków: Dostojewskiego, Gombrowicza, Manna, Tołstoja, Gogola, Prousta, Babla i Szekspira. (Pierwszy raz nie wspomina o Schulzu, którego – jak wielokrotnie podkreślał – bardzo cenił).
Laureat Nagrody Fundacji im. Kościelskich, ośmiokrotnie nominowany do Nike. Wciąż w świetnej formie. Jeden z recenzentów porównał Pilcha do Sandora Maraia. Porównanie szlachetne, ale jednak co Pilch, to Pilch.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA