fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Parada uczonych szalbierzy

Prof. Joachim Boldt
Rzeczpospolita
Oszustami bywają nie tylko sportowcy czy bankowcy. Zdarza się to też badaczom z tytułami profesorskimi.
Można kraść asfalt na budowie autostrady, chrzcić paliwo na stacji benzynowej, defraudować cudze mienie, fałszować obrazy. Polem działania szalbierzy są chyba wszystkie dziedziny życia, nauka także.
Francuskie pismo „Science et Avenir" („Nauka i Przyszłość") ogłosiło w grudniowym numerze ranking najsprawniejszych oszustów naukowych i recydywistów w tym procederze.
Pierwsze miejsce zajął niemiecki anestezjolog z Klinikum Ludwigshaven:

Prof. Joachim Boldt

Pismo „Anesthesia & Analgesia" zdecydowało się wycofać, unieważnić jedną z jego prac, ponieważ przeprowadzona rutynowa kontrola wykazała, że nie ma żadnej dokumentacji dotyczącej pacjentów rzekomo uczestniczących w badaniach klinicznych. Podobnie nie znaleziono żadnych rezultatów analiz biologicznych dotyczących rzekomych pacjentów objętych badaniami prof. Boldta.
Po tym przypadku redakcja skontrolowała inne dokonania badacza. W rezultacie okazało się, że do wycofania nadaje się jeszcze... 88 innych artykułów. W ten sposób Joachim Boldt został czempionem à rebours w biomedycynie.
Jego sfingowana baza danych zawiera informacje o tysiącach prawdziwych pacjentów leczonych w oparciu o „uzyskane" przez niego, a raczej zmyślone, rezultaty. U wielu z tych pacjentów mogły wystąpić niekorzystne efekty uboczne po terapii. Ale o tym prof. Boldt nie wie, ponieważ po ujawnieniu afery opuścił Niemcy.
Są jeszcze inne reperkusje jego doświadczeń. Ich pseudowyniki trzeba wycofywać z różnych analiz zbiorczych uwzględniających możliwie jak najwięcej dostępnych danych dotyczących danego zagadnienia, publikowanych w różnych fachowych czasopismach. Wyssane z palca dane wypaczają dane statystyczne, sprawiają, że takie metaanalizy są po prostu błędne.
Wiceliderem jest japoński lekarz z kliniki uniwersyteckiej w Jokohamie:

Dr Naoyuki Nakao

W styczniu 2003 roku prestiżowy „The Lancet" opublikował jego artykuł o kombinacji dwóch leków przeciw nadciśnieniu – skutecznej w przypadku niewydolności nerek bez objawów cukrzycy. Publikacja w „The Lancet" jest niczym znak jakości, dlatego inne pisma naukowe bez oporów przyjmowały artykuły Naoyuki Nakao na ten temat. Według danych SDI (Selective Dissemination of Information, firmie specjalizującej się w audycie badań naukowych), tylko w 2008 roku, tylko w Stanach Zjednoczonych, 140 tys. pacjentów było leczonych kombinacją tych leków.
Jednak wzbudziło to podejrzenia lekarzy szwajcarskich, rezultaty były zbyt dobre, o swoich wątpliwościach zawiadomili redakcję „The Lancet". Ta wysłała specjalną komisję do kliniki uniwersyteckiej w Jokohamie.
Niestety, jakość badań okazała się fatalna, pomijając fakt, że dr Naoyuki Nakao nie uzyskał na nie oficjalnego zezwolenia. Nie było grupy kontrolnej otrzymującej placebo. Co więcej, nie znaleziono statystyka, który analizował dane. Dlatego artykuł w „The Lancet" oraz artykuły w innych periodykach zostały opatrzone dopiskiem „wycofane".
A jednak  – o czym poinformowało w ubiegłym roku pismo „Pharmacotherapy" – tysiące pacjentów wciąż jeszcze jest leczonych według  „metody" japońskiego oszusta.
Brązowym medalistą jest Amerykanin, anestezjolog z Tufts University w Bostonie:

Prof. Scott S. Reuben

Był uznanym ekspertem w zakresie leczenia bólu pooperacyjnego. Jego liczne publikacje dotyczą tzw. pozycji antalgicznych, zmniejszających objawy bólowe, na przykład leżenie na boku w przypadku ostrych bólów kręgosłupa. Dopiero po wielu latach wyszło na jaw, że ten lekarz całkowicie sfabrykował dane dotyczące sześciu badań klinicznych, w których testowano działanie leków przeciwbólowych.
W rezultacie uznano, że 24 artykuły opublikowane przez Scotta S. Reubena opierają się na sfałszowanych danych i wycofano je. Ich autor musiał zapłacić, w formie rekompensaty, 5 tys. dolarów redakcjom oszukanych pism naukowych, zwrócić 361 tys. dolarów firmom farmaceutycznym finansującym jego prace, a także zrzec się 50 tys. dolarów z tytułu honorariów autorskich.
I wreszcie, w 2010 roku, został skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz utracił prawo wykonywania zawodu lekarza.
Tuż za podium uplasował się kolejny Japończyk – wirusolog z Uniwersytetu w Ryukyus (prefektura Okinawa).

Dr Noaki Mori

Wycofano 36 jego publikacji w różnych periodykach z powodu podrabiania i manipulowania danymi. Był uznanym autorytetem od wirusa HTLV-1 wywołującego rzadką formę białaczki u dorosłych. Pracował nad rozpoznaniem wielu  cząsteczek zdolnych do powstrzymywania rozprzestrzeniania się wirusa HTLV-1. Pięć jego artykułów wycofał Ferric Frang, redaktor naczelny „Infection and Immunity", pisma wydawanego przez Amerykańskie Towarzystwo Mikrobiologiczne. Resztę, czyli 23 artykuły, wycofali redaktorzy innych pism.
Noaki Mori nie został zwolniony z pracy, ale stracił stanowisko, jakie zajmował na Uniwersytecie w Ryukyus i otrzymał od władz uczelni dziesięcioletni zakaz publikowania. W ubiegłym roku badacz z zaszarganą przeszłością znowu nadesłał do pisma naukowego „Biochimica et Biophysica Acta" artykuł na temat białaczki u dorosłych. Publikacja ukazała się, ale tym razem redakcja skrupulatnie sprawdziła przedstawione dane.
Natomiast Ferric Frang, redaktor naczelny „Infection and Immunity", jest konsekwentny: – Nie ma przebaczenia. Wydawca pisma odmawia popierania notorycznego oszusta, który zawiódł zaufanie i zmylił jego czujność. Nasz upór jest uzasadniony, ponieważ prace prowadzone pod kierunkiem Noaki Mori oraz Joachima Boldta stanowią 25,9 proc. wszystkich artykułów biomedycznych wycofanych w 2011 roku – wyjaśnia Ferric Frang.
Wielką piątkę zamyka kolejny anestezjolog, również dyscyplinarnie zwolniony z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Toho w Tokio:

Dr Yoshitaka Fujii

Powód nie był błahy. W 2000 roku periodyk „Anaesthesia" zamieścił analizę danych z badań prowadzonych i kierowanych przez Fujii. Wkrótce potem 23 wydawców pism specjalistycznych zwróciło się do kilku instytucji naukowych w Japonii, by zainteresowały się tą sprawą.
Ostatecznie wyjaśnieniem wątpliwości zajęła się specjalnie powołana komisja dochodzeniowa Japońskiego Stowarzyszenia Anestezjologii. Oceniono, że dr Yoshitaka Fujii sfałszował w ciągu 19 lat aż 172 artykuły. Nie udało się znaleźć ani spisów pacjentów, ani dowodów, że kiedykolwiek podawano im jakiekolwiek leki. „Wygląda to tak, jakby ktoś usiadł i napisał powieść o tematyce badawczej" – stwierdza komunikat komisji.
Jednak niekoronowanym królem naukowych szalbierzy, przynajmniej w odczuciu opinii publicznej, jest jeszcze ktoś inny. Upływa dekada od czasu, gdy południowokoreański badacz Hwang Woo-suk ogłosił na łamach prestiżowego pisma „Science", że sklonował ludzkie zarodki. Wkrótce potem oznajmił światu, że drogą klonowania uzyskał komórki macierzyste.
Entuzjazm świata wygasł, gdy w 2006 roku okazało się, że wszystkie wyniki jego prac są sfabrykowane, a jego macierzysty Uniwersytet w Seulu pozbawił go profesury.
Wielki rozgłos towarzyszył także badaniom Martina Fleischmanna i Stanleya Ponsa nad tzw. zimną fuzją – reakcją, w której otrzymuje się więcej energii z mniejszej ilości energii. Eksperyment nie został  potwierdzony.
Tak wygląda waga ciężka oszustów naukowych według francuskiego miesięcznika „Science et Avenir". Oszustów w wadze lekkiej jest bez porównania więcej. Zdaniem „Rzeczpospolitej" w tej drugiej kategorii pierwsze miejsce zajmuje pewna Brazylijka aresztowana na początku tego roku w São Paulo za obejście biometrycznego systemu kontroli tożsamości (systemy takie uchodzą za niemożliwe do złamania).
W chwili zatrzymania przez policję  miała przy sobie sześć silikonowych palców, trzy z nich były kopiami palców lekarzy ze szpitala, w którym pracowała jako pielęgniarka. W ten sposób mogła za nich – bez ich udziału – stwierdzać, że są obecni w pracy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA