fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Próba sił na Majdanie

Jędrzej Bielecki
Szturmowe oddziały milicji Berkut otaczają protestujących, aby wymusić zgodę opozycji na okrągły stół.
Informacja, że Wiktor Janukowycz jest gotowy podjąć negocjacje ze swoimi oponentami, pojawiła się przed południem na oficjalnym portalu prezydenta. To pierwsze ustępstwo głowy państwa wobec Majdanu od wybuchu protestów trzy tygodnie temu. Pomysł okrągłego stołu wysunął były prezydent Leonid Krawczuk.
Czy opozycja zgodzi się na negocjacje, nie jest jednak jasne. Witalij Kliczko, lider opozycyjnej partii Udar, zapowiedział, że pozostanie na Majdanie „do końca". Ostrzegł także, że jeśli Berkut zdecyduje się na rozbicie siłą manifestacji, to „krew splami ręce tego, kto podjął taką decyzję: Janukowycza". Równocześnie były mistrz świata w boksie wagi ciężkiej przyznał, że „jest gotowy do podjęcia rozmów" z prezydentem.
Gdyby tak się stało, oznaczałoby to poważne ustępstwo ze strony liderów opozycji. Jeszcze w niedzielę przywódca Batkiwszczyny Arsenij Jaceniuk zapowiadał, że nie będzie żadnych kontaktów z prezydentem, dopóki nie zdymisjonuje on swojego premiera Mykoły Azarowa. A Kliczko domagał się wręcz dymisji samego Janukowycza i przyspieszonych wyborów prezydenckich.

Strach przed szturmem

Adam Eberhardt, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, uważa, że w interesie opozycji jest podjęcie rozmów z Janukowyczem.
– Jeśli dojdzie do konfrontacji z prezydentem, a mimo to ludzie zawiodą i masowo nie wyjdą na ulicę, to autorytaryzm na Ukrainie bardzo się umocni, a integracja z Rosją będzie jeszcze trudniejsza do zablokowania – mówi „Rz".
O pokazanie, że rozwiązanie siłowe w każdej chwili jest możliwe, Janukowycz zadbał od rana. Oddziały Berkutu otoczyły budynek rady miejskiej, gdzie zabarykadowało się 200–300 protestujących uzbrojonych w pałki, tarcze i gaśnice strażackie. We wtorek mija termin ewakuacji budynków publicznych zarządzony w ubiegłym tygodniu przez Sąd Rejonowy w Kijowie.
Berkut zablokował także w poprzek główną ulicę miasta Kreszczatik dosłownie kilkaset metrów od barykad zbudowanych przez protestujących wokół Majdanu Niepodległości. Zamknięto trzy najbliższe stacje miasta, co w razie otwartej konfrontacji utrudniłoby ucieczkę manifestantów.  Berkut otoczył także ludzi pikietujących budynki rządowe kilkaset metrów dalej.
– To jest element presji na Majdan. Nie bójmy się. Jeśli Janukowycz zaatakuje, na drugi dzień na Majdan wyjdą dwa miliony ludzi – apelował rano Kliczko.
Wybuchu walk w Kijowie poważnie przestraszył się Zachód. Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso zadzwonił do Janukowycza z prośbą o nieużywanie siły.
– Ci młodzi ludzie protestujący pokojowo na mrozie nadają nową narrację Europie – napisał na Twitterze Barroso.
We wtorek do Kijowa ma przyjechać przedstawicielka ds. zagranicznych Unii Catherine Ashton.
O tym, czy Janukowycz powstrzyma szturm Berkutu, zadecyduje jednak nie tylko presja Zachodu.
– Użycie siły nie jest w jego interesie z wielu powodów. Oznacza zerwanie kontaktów z Unią i skazanie prezydenta na integrację z Rosją, czego nie chce. W takim przypadku Janukowycz ryzykuje też otwartym powstaniem na zachodniej Ukrainie, a nawet utratą kontroli nad tą częścią kraju. Nie może nawet wykluczyć, że i w Kijowie ludzie zareagują masowymi protestami na uderzenie Berkutu – uważa Eberhardt.

Bez unii z Rosją

Ryzyko wybuchu otwartego buntu w razie użycia siły przez Janukowycza jest rzeczywiście poważne.
– Każdego dnia szkoła kończy pracę o drugiej po południu i idziemy na manifestację. Ale jeśli Berkut zaatakuje, ruszymy autobusami do Kijowa – mówi „Rz" Pawło Tymczuk, nauczyciel WF w Kołomyi na zachodzie Ukrainy.
Także we wschodniej części kraju opozycja się nasila, choć pozostaje wciąż zdecydowanie słabsza niż we Lwowie czy Iwano-Frankiwsku.
– U nas także w centrum miasta pojawiły się namioty, są protesty. Jeśli Janukowycz użyje broni, będzie wojna – ostrzega w rozmowie z „Rz" Wład Łomow, aktywista nacjonalistycznej partii Swoboda z Sum, z zawodu kowal.
Późnym popołudniem ukraińskie MSW podało w komunikacie, że zadaniem oddziałów Berkutu nie jest pacyfikacja manifestacji, ale „ochrona protestujących przed  prowokatorami".  Sytuacja w każdej chwili mogła jednak wymknąć się spod kontroli. Przed południem pojawiła się pogłoska, że na stacjach metra podłożono bomby. Po południu gruchnęła z kolei wiadomość, że Berkut rozpoczął szturm na manifestantów pikietujących główne budynki rządowe.
– Stoję przy ulicy Bankowej, przed pałacem prezydenckim. Berkut odpycha manifestantów. Obawiam się, że Janukowycz będzie chciał spacyfikować protesty przed przyjazdem Ashton, aby pokazać, że panuje nad sytuacją – mówił naszej gazecie Mykoła Kniażycki, deputowany Batkwiszczyny.
Ostatecznie do otwartych starć nie doszło. Jednak Wiktor Janukowycz jest znany z chwiejnego charakteru i podejmowania decyzji pod wpływem nagłego impulsu. Na siłowe rozwiązanie konfliktu naciska na niego Władimir Putin. Prezydent pamięta także, jak dziewięć lat temu „pełzający protest" po kilku tygodniach przekształcił się w otwartą pomarańczową rewolucję i zmusił go do oddania władzy. Nie chce, aby taki scenariusz się powtórzył.
Aby uspokoić nastroje na Majdanie, Kreml zasygnalizował, że Ukraina przynajmniej w najbliższym czasie nie przystąpi do rosyjsko-kazachsko-białoruskiej unii celnej.
– To jest proces, który zajmie wiele lat i wymaga determinacji ze strony Ukrainy. Na razie takiej determinacji nie widzimy – powiedział minister gospodarki Rosji Aleksiej Uliukajew.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA