fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Wiernych interesują konkretne potrzeby

Tomasz Krzyżak
Fotorzepa, Adam Burakowski
Od wielu miesięcy toczy się dyskusja na temat finansowania Kościołów oraz związków wyznaniowych i likwidacji tzw. Funduszu Kościelnego.
Kościół katolicki, będący dziś jego największym beneficjentem, zgadza się na proponowany przez państwo półprocentowy odpis podatkowy, który ma trafić do wskazanej przez podatnika instytucji wyznaniowej. Z mniejszymi, a przy tym także biedniejszymi Kościołami negocjacje idą jednak opornie. Ich przedstawiciele od dawna zwracają uwagę na to, że odpis w żaden sposób nie zrekompensuje im likwidacji Funduszu Kościelnego. Katolicy są jednak optymistami.
Tymczasem dane, które prezentujemy dziś w „Rz", pokazują, że Polacy nie wspierają już tak hojnie jak przed kilkoma laty dzieł charytatywnych prowadzonych przez organizacje kościelne. Spada także liczba darowizn przeznaczanych na cele religijne. Ale sumy, które Polacy przekazują wszystkim organizacjom pozarządowym w ramach jednego procenta, z roku na rok są coraz większe.
Czy oznacza to, że odwróciliśmy się od Kościoła i nasze pieniądze oddajemy innym? Okazuje się, że nie. Mniejsze wpływy mają także znane fundacje, m.in. Anny Dymnej czy Jurka Owsiaka. Do kogo trafiają te coraz większe kwoty, które odpisujemy od podatków? Przekonałem się o tym w minioną niedzielę.
Gdy proboszcz w mojej parafii ogłosił, że w kościelnej kruchcie wystawił kosz, do którego można wkładać żywność przeznaczoną na paczki świąteczne dla potrzebujących, prawie natychmiast chciałem biec do sklepu, by coś kupić. Takie zakupy robiliśmy całą rodziną w poprzednich latach. Tym razem zaprotestowała moja małżonka. Stwierdziła, że jeśli mamy komuś rzeczywiście pomóc, to ma być to konkretna osoba lub rodzina.
W podobny sposób myśli coraz więcej osób, które chętnie wyjmą z kieszeni kilka złotych, ale muszą dokładnie wiedzieć, do kogo one trafią i na co zostaną wydane. Nie ma w tym nic złego. Widzę w tym nawet większą troskę o drugiego człowieka.
O finanse Kościoła też jestem spokojny. Nawet jeśli w pierwszych latach Polacy w ramach odpisu oddadzą mniej, to potem trend się odwróci. Przecież jak kilka lat temu dano nam możliwość oddania części podatku – w pierwszym roku też wielu chętnych do tego nie było. A jeśli duchowni będą w stanie wskazać wiernym konkretną potrzebę, na którą zamierzają wydać pozyskane środki, to ofiarodawcy się znajdą. Będzie to oczywiście wymagało od nich pewnej pomysłowości, a także finansowej przejrzystości. Ale przecież trzeba iść z duchem czasu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA