fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Krym ostatnim bastionem Rosjan na Ukrainie

Ukraina
AFP
Zwolennicy prorosyjskich ugrupowań spalili w Sewastopolu flagę Unii Europejskiej i wzywali do zbliżenia Ukrainy z Rosją.
Im bliżej zaplanowanego na koniec listopada wileńskiego szczytu Partnerstwa Wschodniego, tym bardziej aktywne na Ukrainie są środowiska prorosyjskie. Nie mogą się pogodzić z tym, że w Wilnie Ukraina ma podpisać umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, czyli dokonać geopolitycznego wyboru kosztem Moskwy.
Szczególnie widać to na Krymie. Z okazji obchodzonego 4 listopada w Rosji Dnia Jedności Narodowej w Sewastopolu na Krymie około tysiąca osób wyszło na ulice.
– Politycy chcą skłócić odwiecznych braci – Białorusinów, Ukraińców i Rosjan. W te ciężkie dni wszyscy powinniśmy się łączyć, by nie dopuścić do tego – apelował lider Rosyjskiego Bloku Giennadij Basow.
Niezależnie od tego, że lokalne władze nie zezwoliły na przeprowadzenie akcji, demonstranci, blokując główną aleję w centrum miasta, przeszli w kierunku pomnika Katarzyny II, gdzie zapowiedzieli kolejne akcje protestu.
Pod hasłami „Nie chcemy z Europejczykami-pedałami, tylko z braćmi-Słowianami" zamaskowani manifestanci spalili i rozdeptali unijną flagę. Demonstranci skandowali „Chwała Rosji!" i apelowali do ukraińskich władz o dołączenie się do Unii Celnej (w której są Białoruś, Rosja, Kazachstan, a niedługo będzie też zapewne Armenia).
Krym należy do Ukrainy, ale w tamtejszym Sewastopolu jest baza rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Kreml nie wszczął otwartej dyskusji o przynależności terytorialnej tego regionu, tak jak uczynił w przypadku Abchazji i Osetii Południowej, separatystycznych republik na terenie Gruzji.
– Mieszkańcy Krymu, którzy deklarują narodowość rosyjską, pozostają obywatelami Ukrainy. Dlatego wszystkie nieporozumienia i spory to wewnętrzna sprawa Ukraińców – mówi „Rz" rosyjski politolog Andriej Suzdalcew.
– Moskwa nie będzie podgrzewać atmosfery i prowokować zamieszek w Sewastopolu – dodaje.
Podczas licznych wizyt na Krymie prezydent Rosji Władimir Putin nigdy nie spotykał się z rosyjską diasporą, mimo wielokrotnych próśb i apeli przedstawicieli prorosyjskich organizacji. Po wydarzeniach w Sewastopolu Kreml również zignorował swoich „rodaków". Dając ukraińskim władzom do zrozumienia, że dyskusja o przynależności tego terenu może być wywołana od wewnątrz, czyli przez prorosyjskie siły na Krymie. Kijów jest tak blisko podpisania porozumienia z Unią Europejską, że ktoś może uznać, iż najwyższy czas na tę „dyskusję".
Biorąc pod uwagę to, że 60 procent mieszkańców Krymu deklaruje narodowość rosyjską, mobilizacja prorosyjskich środowisk mogłaby niebezpiecznie przypominać scenariusz gruziński, czyli prowokacje, które doprowadziły do wojny o Osetię Południową w sierpniu 2008 roku, przegranej przez Tbilisi z Moskwą.
Od lat na Krymie krążą też plotki o wydawaniu miejscowym rosyjskich paszportów. Przedstawiciele  wspólnoty rosyjskiej w Sewastopolu twierdzą, że w całym mieście otrzymało je nawet do 50 tys. obywateli. Dementują to urzędnicy rosyjskiego konsulatu.
Środowiska rosyjskie na Krymie są rozproszone i nie mają wyraźnych liderów. Poza tym w ciągu ostatnich lat na Krym powróciły tysiące rdzennych mieszkańców – Tatarów, którzy stanęli po stronie europejskiej integracji Ukrainy.
– Większość krymskich Tatarów popiera zbliżenie z UE, ponieważ widzą niezależną Ukrainę i Krym w jednej europejskiej rodzinie – mówi „Rz" Szukri Seit-Mametow, działacz społeczności krymskich Tatarów. – Jest to szansa na odzyskanie naszych dawnych praw – dodaje.
Krymscy Tatarzy liczą na pomoc instytucji europejskich w sprawie zwrotu majątków, które teraz należą często do Rosjan.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA