fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Polska jest socjalna

Choć związkowcy twierdzą, że władza lekceważy ludzi, czemu dali wyraz podczas demonstracji w stolicy 14 września, w rzeczywistości rządzący dostosowują swoją politykę do prosocjalnych nastrojów w społeczeństwie
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Dochody i praca prawie 60 proc. Polaków zależą od państwa. Nic dziwnego, że premier stał się socjaldemokratą, a PiS skręca w lewo.
W najbliższym maratonie wyborczym nie będzie podziału na Polskę socjalną i liberalną, jak wtedy, gdy w 2005 r. PiS wygrywało z Platformą. Nikt nie odwoła się do idei wolności, bo to zbyt ryzykowne.
Politycy mają słuch społeczny, znają wyniki badania opinii publicznej i dane. A mówią one jasno: dochody zdecydowanej większości wyborców zależą od państwa, a duża ich część oczekuje od niego opieki.

30 mln wyborców

Jak wynika z wyliczeń „Rz", z 30 mln dorosłych Polaków 17,5 mln to ludzie, którzy bezpośrednio lub pośrednio zależą od socjalnych wyborów polityków. W przypadku zaledwie 10 mln bezpieczeństwo finansowe, stan posiadania czy dochody w zdecydowanie mniejszym stopniu zależą od przetargu politycznego.
Prof. Zbigniew Nęcki: – Ludzie bardzo lubią być na utrzymaniu państwa, czyli de facto innych
Polaków jest w kraju 37 mln. GUS wciąż wprawdzie podaje, że ich liczba przekracza 38 mln, ale w grudniu 2011 r. poinformował oficjalnie, że z tej liczby ponad 1,1 mln jest za granicą ponad rok. Jeśli odliczyć jeszcze 7,1 mln dzieci w wieku 0–17 lat, to osób mających ukończone 18 lat, które mają prawo głosować, jest ok. 30 mln.
A z nich prawie 60 proc. zależy od państwa – co wyliczyliśmy na podstawie danych i raportów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS), Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), resortu pracy, Fundacji FOR oraz badań aktywności ekonomicznej ludności (BAEL).

Kraj emerytów i rencistów

Najwięcej jest w tej grupie emerytów, rencistów, osób otrzymujących renty socjalne, zasiłki i świadczenia przedemerytalne. Łącznie 9,4 mln Polaków co miesiąc otrzymuje z ZUS, KRUS, systemów tzw. służb mundurowych jakąś formę dożywotniego lub długookresowego świadczenia. Jest to zwykle dla nich główne źródło utrzymania.
Oznacza to, że niemal co trzeci głosujący jest bezpośrednim beneficjentem tego, jakie decyzje podejmą politycy, bo to od nich zależy sposób naliczania świadczeń czy ich podwyżki.
Kolejna duża grupa to bezrobotni. Jest ich prawie 2,1 mln. Wprawdzie tylko 14,7 proc. z nich otrzymuje zasiłki, ale wszyscy mają prawo do bezpłatnego leczenia. Od tego, czy posiadają status bezrobotnego, a o tym decydują politycy, zależą też inne formy adresowanych do nich pomocy socjalnej. Można przyjąć, nawet jeśli pracują w szarej strefie, że są od państwa bardzo uzależnieni.
Następne 700 tys. osób to beneficjenci pomocy społecznej. Do celów naszej analizy nie wzięliśmy pod uwagę całej liczby 1,9 mln osób, które w 2012 r. otrzymały pomoc. Zaliczyliśmy tylko te, które dostały zasiłki stałe (200 tys.) i okresowe (500 tys.). Przyjmujemy, że jest to jedno z głównych źródeł ich utrzymania.
Następne 3,5 mln, według raportu Fundacji FOR, to osoby pracujące w sferze publicznej. Z tego m.in. około miliona to osoby pracujące w oświacie (głównie nauczyciele), kolejny milion to pracownicy administracji, 0,5 mln pracuje w publicznym sektorze ochrony zdrowia, a setki tysięcy w sektorach zależnych od państwa – np. górnictwo zatrudnia 120 tys. osób, transport 270 tys., energetyka 110 tys.
Do osób, których los zależy ściśle od wyborów politycznych, zaliczyliśmy też wszystkie osoby ubezpieczone w KRUS. Jest ich 1,49 mln. Przede wszystkim dlatego, że ich obciążenia zależą bardzo ściśle od preferencyjnych składek, jakie wpłacają do Kasy (są ustalane na podstawie politycznych wyborów, a nie stopnia zamożności i wypłacalności systemu emerytalnego), oraz w bardzo dużej mierze od pomocy z Unii Europejskiej. Chodzi nie tylko o dopłaty bezpośrednie, ale także o ogromną liczbę programów pomocowych, które do rolników trafiają w hojny sposób.
Jak wynika z danych GUS, w szarej strefie w Polsce pracuje ok. 800 tys. osób. Przyjęliśmy do naszych wyliczeń, że ok. 300 tys. z nich jest w na tyle złej sytuacji, że ich los zależy w dużej mierze od państwa. Łącznie liczba uzależnionych od polityków osób daje wspomniane wcześniej ponad 17 mln osób.

Niewielu niezależnych

Dużą grupę wyborców można określić jako osoby neutralne. Są to 18- i 19-latki, które kontynuują naukę w szkołach ponadgimnazjalnych, oraz 1,7 mln studentów. Razem jest ich prawie 2,5 mln.
Pozostaje zatem 10 mln osób pracujących i utrzymujących się na rynku, na których sytuację życiową politycy mają o wiele bardziej ograniczony wpływ niż na pozostałych. Czy są to jednak osoby o poglądach wolnościowych? Raczej nie.
O tym świadczą badania opinii publicznej. Z niedawnego sondażu CBOS przeprowadzonego w wakacje wynika, że powszechna jest opinia Polaków, iż do zadań państwa należy zapewnienie każdemu dochodów przynajmniej na minimalnym poziomie (95 proc.), bezpłatnej opieki lekarskiej (95 proc.) i bezpłatnych studiów (88 proc.). Obywatel może też wymagać od państwa... mieszkania. Uważa tak 84 proc. badanych.
Polacy chcieliby ponadto, by państwo skutecznie walczyło z bezrobociem oraz czuwało nad tym, by kończone przez studentów kierunki odpowiadały na zapotrzebowanie rynku pracy.
Co więcej, zdaniem ośmiu na dziesięciu Polaków jednym z obowiązków państwa względem obywatela jest zapewnienie mu stałej pracy zgodnej z kwalifikacjami. Analitycy CBOS oceniają, że Polacy zapytani, czy chcą państwa minimalnego czy opiekuńczego, w zdecydowanej większości wybraliby to drugie.
Paweł Dobrowolski, ekspert Instytutu Sobieskiego, do niedawna prezes Fundacji FOR, tłumaczy, że taki model de facto służy politykom.
– Państwo polskie jest nastawione na produkowanie możliwie dużej liczby utrzymanków budżetu. Zebrani w korporacje i połączeni statusem świadczeniobiorców stanowią wdzięcznych klientów polityków. Cwani politycy są w stanie zbudować większość pośród Polaków, zbierając utrzymanków budżetu i uprzywilejowane korporacje – przekonuje Dobrowolski.

800 CV na sekretarkę

Psycholog społeczny prof. Zbigniew Nęcki tłumaczy taki model społeczny naszą przeszłością. Wskazuje, że dalej mamy mentalność po części komunistyczną. – Ludzie bardzo lubią być na utrzymaniu państwa, czyli de facto innych – zauważa prof. Nęcki. Jest zdania, że doświadczenia z PRL wciąż nam ciążą, zwłaszcza jeśli chodzi o przedsiębiorczość i roszczeniowość.
Podaje barwny przykład. – Opowiadał mi szef firmy deweloperskiej, że chciał zatrudnić handlowców i sekretarkę. Na pierwszą ofertę otrzymał po kilka zgłoszeń, na drugą 800 – relacjonuje.
Tłumaczy, że na pierwszym stanowisku płaca była prowizyjna i trudniejsza, druga, choć mniej płatna, była pewniejsza i bezpieczniejsza. – Często wolimy wziąć pracę lekką i przyjemną, a ciężką zostawiamy innym – mówi prof. Nęcki.
Eksperci podkreślają, że politycy o tym wiedzą i dlatego ich retoryka nie jest indywidualistyczna, ale kolektywistyczna. Często jest nawet tak, że nie są w tych wyborach cyniczni, ale wierzą, że tak być powinno.
Piotr Koryś, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego, zwraca uwagę na ich rodowód. – Nasza elita od 1989 r. to głównie intelektualiści wykształceni w naukach społecznych i humanistycznych, ich doświadczenia z gospodarką na ogół zaczynają się dopiero wtedy, gdy trafiają do urzędów – mówi.
Paweł Dobrowolski jest wobec obecnego stanu rzeczy ogromnie krytyczny. – Jeżeli pracujesz w sektorze prywatnym lub masz własną firmę, to jesteś w mniejszości. Nie dziw się, że tworząca dobrobyt Polski mniejszość jest tyranizowana przez żyjącą na jej koszt większość. Nie dziw się, że płacisz jedne z najwyższych podatków na świecie. Nie dziw się, że urzędy nie szanują twojego czasu. Tyranizująca cię większość często nie ma nic lepszego do robienia niż stanie w kolejkach i zazwyczaj nie ceni sobie swej godności tak jak ty – mówi.

Kto za to zapłaci

Zdaniem Dobrowolskiego powinniśmy tworzyć jak najszerszemu gronu współobywateli realne, a nie tylko teoretyczne, równe szanse na polepszenie swego życia własną pracą.
– Stoimy wobec prostego wyboru: albo damy pracowitym i utalentowanym obywatelom prawdziwą szansę na dążenie do ulepszenia swej kondycji, albo rzekomi przyjaciele ludu, czyli politycy, podzielą obywateli na sytych i potrzebujących, a potem zabiorą się do rozdawania na koszt pracowitych przywilejów dla politycznie przydatnych ubogich i poszkodowanych – mówi.
Prof. Nęcki wskazuje na jeszcze jedno zagadnienie, które powinno być przedmiotem refleksji każdej osoby domagającej się specjalnego traktowania czy utrzymania przywilejów.
– Kto za to wszystko zapłaci? – pyta.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA