fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Polskie miody smakują nawet Chińczykom

Nigdzie na świecie nie wytwarza się tradycyjnymi metodami klasycznych miodów pitnych na tak wielką skalę jak w Polsce.
Fotorzepa, Dariusz Gorajski Dariusz Gorajski
Polskie miody pitne smakują nawet Chińczykom, bo dobrze komponują się z ich kuchnią.
Przed z górą dziesięciu laty do firmy Pasieka Jaros Maciej w Łazisku pod Tomaszowem Mazowieckim zawitał tajemniczy cudzoziemiec. Przedstawił się jako emisariusz organizacji Slow Food i zażądał najlepszego z miodów, jakie miodosytnia wytwarza.
– Daliśmy mu kamionkę dwójniaku Koronnego. Wziął, zapłacił, pojechał. Ani przez chwilę w tę jego opowieść nie wierzyłem. W tych czasach kręciło się po firmach pełno najrozmaitszych picerów. A potem przyszło z Włoch zaproszenie na Salone del Gusto, słynny festiwal slow food w Turynie. I zawiadomienie, że eksperci uznali nasz miód za najlepszy na świecie. Chwalił go sam książę Karol – wspomina Maciej Jaros.
To osiągnięcie wiele osób uznać może za oczywiste, z natury rzeczy należące się Polsce jako ojczyźnie miodów, gdzie ich sycenie i picie należy do dziedzictwa narodowego. O miodzie wspominali wszak z sentymentem i szacunkiem nasi najwięksi, w tym Jan Kochanowski, Adam Mickiewicz i Henryk Sienkiewicz. Sprawa nie jest jednak aż tak prosta. Na dorocznym festiwalu miodów w Boulder w Górach Skalistych wystawia swe produkty ok. 400 wystawców, a liczba oferowanych tam gatunków sięga tysiąca. Miód pitny wytwarza się w różnych odmianach i różnymi sposobami w Australii, Afryce, obu Amerykach, właściwie na całym świecie. – To rynek niszowy i trudny – podkreśla Iwona Duda, specjalista ds. handlu i marketingu Spółdzielni Pszczelarskiej Apis w Lublinie.
Apis jest największym polskim producentem i eksporterem miodów pitnych. Wytwarza je od 1932 r. i już przed wojną zdobywał nagrody m.in. w Chicago, Belgradzie i San Antonio. Trójniak Staropolski Tradycyjny jako pierwszy z polskich miodów przeszedł procedurę certyfikacji uprawniającą do oznaczania go unijnym znakiem Gwarantowana Tradycyjna Specjalność.

Nikt po ziemi się nie toczy

Nigdzie na świecie nie wytwarza się tradycyjnymi metodami klasycznych miodów pitnych na tak wielką skalę. Perspektywy są obiecujące. Eksport wzrasta systematycznie rok do roku o kilkanaście procent, a w niektórych latach nawet o 20 proc.
Miodom sprzyjają zmiany w stylu życia i odżywiania się, tj. moda na produkty regionalne i tradycyjne, ekologiczne i zdrowe. O zdrowotnych przymiotach miodu przekonany był już pan Zagłoba, gdy w karczmie w Czehryniu zapraszany przez Skrzetuskiego na przedni trójniak tłumaczył: „Kiep odmawia, gdy nie kiep prosi. Właśnie mi cyrulik miód pić zalecił, żeby mi melancholię od głowy odciągnęło".
– Na rynku chińskim i w innych krajach Azji miody zaczynają robić furorę, bo dobrze komponują się z wyrafinowanymi, lekko słodkimi smakami tamtejszych kuchni – wyjaśnia Iwona Duda.
Zauważalny także w Polsce odwrót od mocnych alkoholi to kolejny czynnik, który dobrze wróży miodosytniom. Proces ten Apis stara się wspierać, zamieszczając – z myślą zwłaszcza o młodszej klienteli – w swych materiałach reklamowych i na stronach internetowych propozycje nowych drinków z wykorzystaniem miodów. Czy jednak kogoś skusi np. Sarmata Kusiciel, czyli dwójniak Kurpiowski z wódką i sokiem grejpfrutowym, gdy na rynku triumfy święcą reklamowane za ciężkie pieniądze nowe odmiany piw czy kosmopolityczny cydr? Najwierniejsi zwolennicy miodów to wciąż ludzie w średnim wieku o tradycyjnych gustach i starsi, którzy pamiętają czasy, gdy czwórniak lub trójniak był jedyną alternatywą dla wódki lub kiepskiego piwa; na ogół raczej zamożni. W dyskontach można wprawdzie znaleźć miód w cenie ok. 10 zł za butelkę, a w hipermarketach za 12–14 zł, ale np. najtańsze produkty Apisu kosztują w sklepach ok. 20 zł. Jeszcze droższe są miody Pasieki Jaros – od 30 do przeszło 100 zł.

Kwestia aromatu

Łączna produkcja miodów pitnych w Polsce wzrosła w ciągu ostatnich lat prawie dwukrotnie i wynosi ok. 1,2 mln litrów, z czego Apis wytwarza aż 800 tys litrów. Dwie inne renomowane, ale znacznie mniejsze już miodosytnie to Pasieka Jaros Maciej i Mazurskie Miody. Stosunkowo nowym, lecz szybko zdobywającym rynek graczem w branży jest spółka TIM, zajmująca się wcześniej importem win. Ocenia się, że miody, choć ich krajowa sprzedaż rośnie nawet o 8 proc. rocznie, stanowią wciąż nie więcej niż 0,5 proc. wszystkich napojów alkoholowych kupowanych w Polsce. To znacznie mniej w porównaniu choćby z XVI i XVII w., choć jak twierdzą fachowcy, ich jakość jest znacznie lepsza niż w czasach Jagiellonów, nie mówiąc o średniowieczu, gdy były one zwykle kwaśne i mętne.
– Miód, jaki chwalił pan Zagłoba, pewnie by nam dziś nie smakował – twierdzi Maciej Jaros.  Lepszy niż niegdyś smak miodów to przede wszystkim zasługa stosowanych w produkcji szlachetnych i aktywnych odmian drożdży winiarskich, a także niedostępnej dawniej możliwości całkowitego ich usunięcia po zakończonej fermentacji za pomocą szybkich wirówek. Leżakowanie w stalowych, a nie drewnianych beczkach gwarantuje z kolei, że w miodzie nie pojawią się „absmaki" – w przeciwieństwie do wina garbniki nie uszlachetniają bowiem miodów, lecz zwykle je psują. Wielki postęp to także, zwłaszcza podczas fermentacji, stała kontrola laboratoryjna która zastąpiła ludzkie oko i nos. Nie do końca wprawdzie.
– Bierzemy trzy próby na dobę i jeśli w brzeczce pojawi się ślad fuzli czy octów, natychmiast działamy. Pomagają mi synowie, Marcin pisał pracę magisterską z miodosytnictwa, ale i tak w ciągu tych kilku tygodni fermentacji, do pierwszych mrozów, najmniej dziesięć nocy przyjdzie zarwać – wyjaśnia Maciej Jaros i dodaje – dla mnie liczy się tylko jakość. Wzrost sprzedaży, popyt – te sprawy mnie nie interesują. Robię tyle miodów, ile dobrego miodu uda mi się w danym roku kupić od pszczelarzy. Przeważnie jest to ok. 40 tys. litrów. Tyle też sprzedaję, w dobrych sklepach winiarskich i pszczelarskich. W dyskonty i hipermarkety nie wchodzę. W eksport się nie wdaję, bo za duży kłopot. I tak sobie nie najgorzej żyjemy z rodziną i 15 pracownikami.
Zdaniem właściciela Pasieki niekwestionowaną pozycję polskich miodów zawdzięczamy optymalnemu klimatowi, co daje im wyrafinowany, niespotykany gdzie indziej smak i zapach. Jak podkreśla, po spróbowaniu dobrego miodu „nie mamy prawa mieć w gębie wrażenia słodyczy, możemy czuć tylko aromaty". Do tego dochodzą wielowiekowe tradycje, receptury i doświadczenia. – Miodosytnictwo to branża trudniejsza niż winiarstwo. Nasz zakład zwiedza masa różnych wycieczek. Ludzie pytają o szczegóły. Nie twierdzę, że przyjeżdżają na przeszpiegi. Ale każdemu, szczególnie każdemu pszczelarzowi, wydaje się, że potrafiłby sycić miód. Nie będę przecież się spierał. Więc mówię: chcecie, to próbujcie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA