fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kościół, braterstwo, polityka

Ks. Kazimierz Sowa przyjaźni się z wypłwymi politykami PO.
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Ksiądz w rodzinie polityka może być wsparciem, ale też obciążeniem, gdy nie jest jasny charakter łączącej ich relacji.
– Dopiero gdy na gali wręczenia nagród zobaczyłem posła PSL Franciszka Stefaniuka, coś mi zaiskrzyło. Powiedział do mnie: trudno, by mnie tu nie było, skoro mojego brata zrobiliście proboszczem roku – opowiada dyrektor stacji Religia.tv ks. Kazimierz Sowa.
Był członkiem kapituły w konkursie Katolickiej Agencji Informacyjnej, która tytuł proboszcza roku przyznała ks. Mieczysławowi Stefaniukowi, bratu polityka. – Gdyby podczas prac ktoś zauważył ich pokrewieństwo, pewnie wybralibyśmy inną kandydaturę – zaznacza ks. Sowa.
– Jestem samodzielny, a posiadanie brata księdza nie wpływa na moje przekonania – zapewniał Stefaniuk
Duchowny jest wyczulony na sprawę pokrewieństwa księży z politykami, bo sam jest w podobnej sytuacji. Jego brat Marek Sowa jest jednym z najbardziej wpływowych działaczy PO w Małopolsce.
Podobnych tandemów braci, którzy równolegle robią karierę w Kościele i w polityce, jest w Polsce więcej. Starają się zaprzeczać tezom, że ich kariery się ze sobą wiążą, bo takie zarzuty są formułowane coraz częściej.

Zasługi ks. Stefaniuka

Ks. Mieczysław Stefaniuk jest proboszczem parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Zielonce od 27 lat. W konkursie na proboszcza roku pokonał kilkuset kandydatów zgłoszonych przez parafian z całego kraju. – Na jego wyborze zaważyła liczba inicjatyw, które powstały dzięki temu, że potrafił nakierować ludzi na wspólny cel – tłumaczy ks. Sowa.
Wyjaśnia, że ks. Stefaniuk na terenie parafii założył m.in. Dom Samotnej Matki, a jeszcze w PRL zaangażował się w kultywowanie pamięci o Bitwie Warszawskiej z 1920 roku.
– O jego zwycięstwie w konkursie mogło przeważyć to, że ma poczucie roli służebnej i wiele szacunku dla ludzi – uważa z kolei Franciszek Jerzy Stefaniuk, były wicemarszałek Sejmu, a dziś poseł PSL.
Nie jest jedynym polskim politykiem, którego krewny zyskał ostatnio wysoką pozycję w Kościele. Dominikanin Wojciech Giertych, stryj byłego wicepremiera i ministra edukacji narodowej, został w 2005 roku został mianowany przez Benedykta XVI teologiem Domu Papieskiego. Jego obowiązkiem jest czuwać nad tekstami wygłaszanymi przez papieża, by były spójne pod względem teologicznym, a o wysokiej pozycji dominikanina może świadczyć fakt, że nie odwołał go nowy papież Franciszek. Od kilkunastu miesięcy jest też członkiem Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.
To niejedyny duchowny w rodzinie byłego wicepremiera. Kuzyn matki Giertycha jest werbistą pracującym w Brazylii, a dwie siostry jego ojca są zakonnicami. Jedna z nich, Maria Celestyna Giertych, została w ubiegłym roku matką przełożoną felicjanek.
Karierę robią też księża w rodzinie Zbigniewa Derdziuka, ministra w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Donalda Tuska, a obecnie prezesa ZUS. Jeden z jego braci, ks. Eugeniusz, pracuje w diecezji zamojsko-lubaczowskiej, a drugi, kapucyn o. Andrzej, został w ubiegłym roku prorektorem KUL.
Duchownego o wysokiej pozycji ma też wśród braci Andrzej Czuma, były minister sprawiedliwości. Jezuita o. Hubert Czuma w PRL zaliczał się do kręgu kapelanów „Solidarności", a po dziś dzień tę funkcję pełni honorowo. – Jego praca była niezwykle skuteczna dla działań wolnościowych – przypomina Andrzej Czuma w rozmowie z „Rz".

Z dala od polityki

Czy posiadanie w rodzinie zasłużonego duchownego pomaga w karierze politycznej?
Roman Giertych zaprzecza. – Sprawa funkcji pełnionych przez stryja tylko raz pojawiła się w moim życiu publicznym, gdy w 2006 roku Benedykt XVI przybył z pielgrzymką do Polski i składał wizytę w Pałacu Prezydenckim. Powiedział do mnie półżartem: twój wuj dla mnie pracuje – wspomina były wicepremier.
– Jestem dumny z moich braci, ale każdy pracuje na własny rachunek – zapewnia z kolei Zbigniew Derdziuk.
Przyznaje, że z o. Andrzejem jest czasami mylony, jednak wyłączne z tego powodu, że są jednojajowymi bliźniętami. – Na stronie internetowej Kancelarii Prezydenta można zobaczyć zdjęcie z wręczenia profesury mojemu bratu. Też byłem obecny podczas uroczystości i niektórzy twierdzą, że różnimy się tylko habitem, bo nawet brodę zapuściłem z tej okazji – śmieje się prezes ZUS.
– Mój brat od upadku komunizmu nie angażuje się w działalność partyjną i nie miał żadnego wpływu na moją działalność w polityce. Chyba że chodzi o wsparcie moralne – mówi z kolei Andrzej Czuma.
Wobec niektórych polityków pojawiały się jednak zarzuty, że wsparcie braci księży ma realny charakter.
Gdy marszałkiem województwa małopolskiego został w 2010 roku Marek Sowa, lokalna prasa spekulowała, że mogła mieć na to wpływ pozycja jego brata ks. Kazimierza, zaprzyjaźnionego m.in. z Tomaszem Arabskim, byłym szefem Kancelarii Premiera.
Podobne spekulacje wiązały się z karierą Stanisława Kracika, byłego wojewody małopolskiego, również związanego z PO. Jego brat prof. Jan Kracik jest kierownikiem Katedry Historii Nowożytnej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.
Najmocniejsze zarzuty formułowano wobec trzeciego działającego w Małopolsce tandemu braci polityka i księdza. Chodzi o posła Ireneusza Rasia, szefa małopolskiej PO, i jego brata ks. Dariusza Rasia, byłego sekretarza kard. Stanisława Dziwisza, a obecnie proboszcza bazyliki Mariackiej.
Bracia nigdy nie ukrywali swoich bliskich relacji. W 2006 r. poseł Raś zorganizował z pomocą brata w Krakowie dni skupienia, podczas których politycy PO spotkali się z kard. Dziwiszem. Z kolei w 2010 roku napisał list do proboszczów w województwie, podkreślając w nim zasługi partii dla lokalnego Kościoła.
Sprawę ostro skomentował krakowski duchowny i były opozycjonista ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Na łamach prasy mówił o „sojuszu tronu z ołtarzem". – Rodzony brat posła był wówczas sekretarzem kardynała Dziwisza i pewnie od niego posiadał listę proboszczów z Małopolski. Księża treść listu odbierali jednoznacznie: nie zagłosujesz na PO, będziesz miał problemy – wyjaśnia dziś w rozmowie z „Rz" Isakowicz-Zaleski.

Medialne zarzuty

Ireneusz Raś przeprowadził kontrofensywę w mediach. – Język, który ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski stosuje w swojej krytyce, jak dla mnie jest nie do przyjęcia – tłumaczył i dodawał, że celem listu jest „jedynie odkłamywanie złego mitu Platformy".
Jednak nie jest jedynym politykiem, który na łamach mediów musiał tłumaczyć się z relacji ze swoim bratem księdzem.
Marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik z PSL jest bratem ks. Zdzisława Struzika, który pełni funkcję proboszcza jednej z parafii na warszawskiej Woli. Jednocześnie szefuje Instytutowi Papieża Jana Pawła II. Problem w tym, że instytut utworzono wskutek porozumienia między prymasem a... marszałkiem województwa.
– Na stanowiska w instytucjach podległych samorządowi wojewódzkiemu powoływani są ludzie o wysokich kompetencjach. Ale jeśli jakaś formacja bierze odpowiedzialność za jakąś instytucję, musi do niej skierować ludzi, do których ma zaufanie – tłumaczył się przed rokiem Adam Struzik tygodnikowi „Wprost".
Czy w Polsce rzeczywiście występuje problem „sojuszu tronu z ołtarzem" z udziałem braci polityków i księży? – Plotki o rzekomych gorących telefonach między braćmi to mit – uważa ks. Sowa. – Straciłem już kilku przyjaciół księży w Krakowie, którzy liczyli na to, że pomogę im w kontaktach z bratem. Zawsze odpowiadałem, że najłatwiej umówić się z nim przez sekretariat – tłumaczy duchowny.

„Nie łam przykazań"

Również Roman Giertych mówi, że te plotki są przesadzone. – Dotyczy to relacji braci Rasiów. Kard. Stanisław Dziwisz na pewno nie dałby się włączyć w żadne polityczne gierki. Ksiądz Dariusz Raś jako zaufany kapłan księdza kardynała na pewno rozumie jego podejście – tłumaczy były wicepremier.
Andrzej Czuma podkreśla jednak, że relacje między braćmi politykiem i księdzem nie muszą być wcale niczym nagannym. – Jeśli polityk ma obok siebie duchownego i jest jego prawdziwym przyjacielem, na pewno przestrzeże przed przekraczaniem pewnych norm. Takich jak przykazanie „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu", które obecnie chyba najczęściej łamią polscy politycy – podkreśla Czuma.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA