fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Politycy w poszukiwaniu korzeni

Józef Piłsudski przed Belwederem. Prezydent Bronisław Komorowski dba o pamięć o nim, podczas gdy lewica i PSL odwołują się do tradycji antypiłsudczykowskiej opozycji.
NAC
Zdaniem ekspertów znaczenie polityki historycznej wzrośnie. Choć trudno uwierzyć, by mogło być jeszcze większe niż dziś.
W tej kadencji Sejmu można zaobserwować prawdziwy wysyp pomysłów na upamiętnienie uchwałą ważnych postaci i wydarzeń historycznych. Choć obecna kadencja nie trwa jeszcze dwóch lat, posłowie wnieśli już 162 projekty uchwał, z czego większość ma charakter historyczny. W całej ubiegłej kadencji było ich tylko o 80 więcej.
„Zorganizowany i masowy wymiar zbrodni wołyńskiej nadał jej charakter czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa" – głosi treść uchwały w 70. rocznicę kulminacji rzezi z 1943 r., którą 12 lipca przyjął Sejm. Do ostatniej chwili trwał spór, czy zbrodnię nazwać wprost ludobójstwem.
Inne podobne, choć nie tak spektakularne kłótnie też dotyczyły projektów uchwał. Posłowie spierali się m.in. o  upamiętnienie śmierci Grzegorza Przemyka i rocznicy powstania Narodowych Sił Zbrojnych. Jednak główne partie zabiegają o swoją wizję historii w bardziej ustawiczny sposób. I wykorzystują w tym celu inne narzędzia poza uchwałami.
– Nazwanie zbrodni ludobójstwem to nie potępienie całego narodu ukraińskiego – mówił już w czerwcu poseł PSL Franciszek Stefaniuk. To, że Sejm nie zgodził się na słowo „ludobójstwo" i ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian to jego osobista porażka. Bo projekty uchwał w tej sprawie zgłaszał już kilkakrotnie.
W 2011 roku udało mu się nawet zyskać zgodę prezydium Sejmu, choć w uzasadnieniu znalazły się mocne sformułowania o „zwyrodniałych szowinistach ukraińskich". Uchwały nie udało się przyjąć głównie dlatego, że kończyła się kadencja Sejmu. – PSL jest chyba najkonsekwentniejszą z polskich partii, jeśli chodzi o podnoszenie tematu rzezi wołyńskiej. Jest na tym polu aktywne od lat – zauważa politolog dr hab. Rafał Chwedoruk.
– Wielu spośród naszych wyborców utożsamia się z tzw. obozem patriotycznym i bardzo ceni sobie kwestie prawdy historycznej – mówi poseł PiS prof. Krzysztof Szczerski, tłumacząc, dlaczego PiS składa najwięcej takich projektów.
Dotyczą upamiętnienia nawet mniej znanych postaci, jak działający w okresie międzywojennym ks. Stanisław Streich, którego w 1938 r. podczas mszy świętej zastrzelił komunistyczny zamachowiec. W lipcu Sejm przyjął m.in. przygotowany przez posłów PiS projekt uchwał w 70. rocznicę buntu więźniów Treblinki.
Krzysztof Szczerski (PiS): – Wielu naszych wyborców bardzo ceni sobie kwestie prawdy historycznej
To projekty PiS doprowadziły do najgłośniejszych, oprócz sporu o rzeź wołyńską, kłótni historycznych w Sejmie. W listopadzie ubiegłego roku Sejm przyjął uchwałę w 70. rocznicą powstania Narodowych Sił Zbrojnych, choć poseł SLD Tadeusz Iwiński nazwał tę formację „faszyzującą i ksenofobiczną". Protestował też przeciw niektórym zapisom przygotowanej przez PiS uchwały w 30. rocznicę śmierci Grzegorza Przemyka. Gdy Iwińskiego skrytykowały media, szefostwo partii odsunęło go od prac nad projektem, a uchwałę przyjął Sejm. Iwiński wciąż jest jednak w partii osobą, która w największej mierze odpowiada za takie inicjatywy. – W Sejmie jest za dużo projektów uchwał historycznych, co powoduje inflację – mówi, tłumacząc, dlaczego jego partia w polityce historycznej decyduje się na bardziej oryginalne działania.
W styczniu działacze SLD próbowali ustanowić rok 2013 Rokiem Edwarda Gierka, a jego imieniem nazwać rondo w stolicy. Na początku maja związane z SLD Centrum im. Ignacego Daszyńskiego wydało „Niezbędnik historyczny lewicy", którego autorzy bronią PRL i cytują Karola Marksa. Przed lipcowymi 90. urodzinami Wojciecha Jaruzelskiego SLD dołożyło się też do publikacji książki gloryfikującej generała.
Jednocześnie Sojusz stara się nawiązywać do spuścizny przedwojennej lewicy. Próba zbudowania w Warszawie pomnika Ignacego Daszyńskiego to nie jedyny przykład. W 2008 r. prof. Iwiński próbował doprowadzić do rehabilitacji dziesięciu czołowych działaczy opozycji, w tym polityków centrolewu, skazanych w procesie brzeskim w 1932 r.  Zdaniem SLD proces był pokazowy i należy do najczarniejszych kart rządów obozu piłsudczykowskiego, bo osadzonych w twierdzy brzeskiej polityków bito i zastraszano. SLD wystąpiło w tej sprawie do prokuratury generalnej, jednak otrzymali odpowiedź, że rehabilitacja jest niemożliwa z powodu zdekompletowania akt.
W procesie brzeskim skazano też legendarnego przywódcę ruchu ludowego Wincentego Witosa, więc w próbę rewizji wyroku podjęło też PSL. O kasację wyroku ludowcy wystąpili do Sądu Najwyższego, jednak również na drodze do rehabilitacji stanął brak kompletnych akt. W sprawie procesu brzeskiego udało im się jednak odnieść mały sukces. Dzięki działaniom szefa Klubu PSL Stanisława Żelichowskiego w 2011 roku prezydent Bronisław Komorowski zwrócił rodzinie Witosa Order Orła Białego, odebrany politykowi po procesie.
Politycy PSL nie kryją krytycznej postawy wobec Józefa Piłsudskiego. – Bardzo często tę postać się gloryfikuje, zapominając, że swoje za uszami też ma – mówi poseł PSL Eugeniusz Kłopotek. W 2009 r. szef Klubu PSL Stanisław Żelichowski próbował uzyskać z Biura Analiz Sejmowych opinię podważającą legalność zamachu majowego przeprowadzonego przez Piłsudskiego w 1926 r.
Ludowcy zajmują się też powojennymi represjami wobec uczestników ruchu ludowego. W 2008 roku zawiadomili IPN o podejrzeniu popełnienia przestępstwa sfałszowania wyborów w 1947 roku. PSL Stanisława Mikołajczyka przegrało wtedy z blokiem ugrupowań pod wodzą komunistów. Przed wyborami działacze PSL byli represjonowani. Rafał Chwedoruk zauważa, że na tle innych klubów w Sejmie mało wyraźną politykę historyczną prowadzi Platforma Obywatelska. – Ma różnych wyborców, w tym część byłego elektoratu SLD, i musi być wobec nich bardzo ostrożna – tłumaczy. Dodaje, że to dlatego PO nawiązuje w zasadzie jedynie do najważniejszych dat z historii najnowszej. Ostatnio zgłosiła pomysł, by rocznicę wyborców 4 czerwca ustanowić dniem wolności i praw obywatelskich.
Zdaniem Chwedoruka takich ograniczeń nie ma prezydent Bronisław Komorowski dysponujący bardziej prawicowym elektoratem. Plan zwiększenia w Belwederze ekspozycji pamiątek po Józefie Piłsudskim to niejedyna jego ostatnia inicjatywa z historią w tle. W rocznicę odzyskania niepodległości zorganizował w Warszawie marsz, podczas którego złożył kwiaty pod pomnikami wszystkich osób istotnych dla wolnej Polski, a podczas współorganizowanej z jego pałacem ostatniej defilady z okazji Święta Wojska Polskiego znaczną rolę odegrały grupy rekonstrukcyjne. Czy prezydent będzie się starał mocniej zaznaczyć swój udział w kształtowaniu polityki historycznej? Zdaniem specjalisty od wizerunku dr. Norberta Maliszewskiego jego ostatnie działania, w tym defilada w Święto Wojska Polskiego, świadczy o tym, że porzuca charakterystyczny dla siebie amerykański, radosny styl świętowania rocznic. – Prezydent wchodzi w obszar zarezerwowany dotąd dla PiS – uważa.
Eksperci są też zgodni, że znaczenie polityki historycznej będzie rosło. – Wzrost zainteresowania tą tematyką jest widoczny też u polityków z innych europejskich krajów. Niektóre zachodnie partie mają nawet własne muzea. W Kopenhadze funkcjonuje muzeum ruchu robotniczego, a w jednej z bibliotek widziałem socjalistyczny przewodnik po Wiedniu  – zauważa Chwedoruk.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA