fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Nie zapalę z Tuskiem cygara

ROL
Jarosław Gowin, konkurent premiera w walce o przywództwo w Platformie stawia w rozmowie z „Rz" poważne zarzuty dotyczące przedwyborczych fałszerstw.
– Dochodziło do „nocy cudów". W Małopolsce w przeddzień zamknięcia list wyborczych wpisano do Platformy kilkaset osób – mówi nam Jarosław Gowin.
W wyborach na szefa PO zgodnie z oczekiwaniami zwyciężył Donald Tusk. Ale ogłoszone w piątek wyniki – niespełna 80 proc. dla Tuska, ponad 20 proc. dla Gowina – pokazują, że to nie był triumf, jakiego oczekiwał premier, rządzący partią od ponad dekady. Uwzględniając to, że głosował co drugi działacz, Tusk zdobył poparcie niespełna 38 proc. członków PO.
Czy w obecnej sytuacji wewnątrz PO wynik 20 proc. poparcia uzyskałby każdy, kto rzuciłby rękawicę premierowi?
Jarosław Gowin: Nie sądzę. Część z tych 20 proc. to elektorat protestu przeciw temu, co dzieje się w partii. Ale druga część to ci, którzy popierają moje poglądy gospodarcze lub moralne. Mam jednak świadomość, że są w Platformie politycy bardziej popularni niż ja. Sądzę, że gdyby trzecim kandydatem był Grzegorz Schetyna, to premier nie zdobyłby ponad połowy oddanych głosów, a więc potrzebna byłaby druga tura.
Sugeruje pan w ten sposób, że odwagi brakło Schetynie, który miał szansę stoczyć z premierem równorzędny bój, ale wycofał się z wyborów.
Schetynie nie brakło odwagi. Dokonał kalkulacji, moim zdaniem trafnej. Uznał, że startując, mógłby więcej stracić, niż ugrać.
Jeździł pan w teren na spotkania z członkami Platformy. Wie pan zatem, kim jest pański typowy wyborca.
To szeregowy członek PO w mieście powiatowym. Często ma doświadczenie biznesowe. Nie wstąpił do Platformy dla kariery, tylko z przekonania do programu. Jest przywiązany do Kościoła, niechętnie patrzy na flirt PO z ideologią politycznej poprawności, choćby w sprawie paramałżeństw homoseksualnych.
A co myśli o PiS?
Myśli o PiS jako o głównym przeciwniku politycznym, ale żałuje, że podziały zaszły tak daleko, często pielęgnuje osobiste kontakty z działaczami PiS.
Chce pan powiedzieć, że głosujący na Gowina są kropla w kroplę tacy jak pan. Ale przecież małomiasteczkowi konserwatyści nie stanowią aż takiej siły wewnątrz partii, by zapewnić panu tak dobry wynik.
To prawda. Na pewno nie wszystkie moje głosy pochodzą ze środowiska konserwatywnego.
Te wybory doprowadziły do podziałów – część konserwatystów poparła Tuska. Za to ja odebrałem mu część poparcia liberałów gospodarczych, w tym działaczy platformowej młodzieżówki Młodzi Demokraci. Ale mimo to jestem przekonany, że większość moich wyborców to ludzie podzielający moje przekonania światopoglądowe i gospodarcze – rynkowi liberałowie i obyczajowi konserwatyści. Znamienne były wizyty na Mazowszu. Nie tylko byłem tam chętnie zapraszany, ale lokalni działacze mówili mi wręcz, że w mazowieckich powiatach głosy rozkładają się po połowie.
Gowin nawiąże współpracę ze Schetyną? "To może zaszkodzić Tuskowi"
Na Mazowszu od lat toczy się współzawodnictwo ludzi Tuska i Schetyny. Może wśród aktywnych członków PO wcale nie ma 20 proc. zwolenników Gowina? Może większość z tych ludzi to stronnicy Schetyny, którzy po prostu głosowaliby na każdego konkurenta Tuska?
Wolnorynkowych konserwatystów jest w PO dużo więcej, niż się powszechnie przypuszcza. Tyle że są spychani na margines, nie wpuszcza się ich na listy, nie pyta o zdanie. Stąd wrażenie, że np. na Mazowszu liczą się tylko środowiska Tuska i Schetyny. A co do tych ostatnich: większość z nich odmawiała poparcia i Tuskowi, i mnie – nie głosując albo oddając głosy nieważne.
Co będzie po tych wyborach ze Schetyną?
Skoro prawie dwie trzecie członków Platformy odmówiło poparcia Tuskowi, to znaczy, że nie da się już partią rządzić jednoosobowo. Coraz szersze jest rozczarowanie, że premier nie wykorzystuje w pełni potencjału partii i odwraca się od jej programu. Fatalnie oceniana jest polityka ministra Jacka Rostowskiego. Wszystko to sprawia, że Tusk musi zacząć rozmawiać ze Schetyną.
W tych wyborach wyłoniły się trzy wyraźne grupy. Lojaliści, czyli zwolennicy premiera. Rewizjoniści, czyli ci, którzy zagłosowali na pana. I największa grupa – obojętni, czyli połowa członków PO, która odmówiła udziału w najważniejszych dla partii wyborach wewnętrznych.
Część nie głosowała w proteście przeciw polityce Tuska. Ale wielu pewnie po prostu nie identyfikuje się z partią. W wielu regionach nie udało się – mimo wielkich wysiłków biura krajowego partii – zapobiec sztucznemu „pompowaniu" kół. Znowu są „noce cudów". W Małopolsce w przeddzień zamknięcia list uprawniających do udziału w głosowaniu wpisano do Platformy kilkaset osób. Czy ci ludzie utożsamiają się z partią? Obawiam się, że duża część z nich to typowe „martwe dusze", potrzebne baronom partyjnym w rozprawie z konkurentami.
Które słowa premiera z kampanii zabolały pana najbardziej? Że szkodzi pan PO? Że wspiera pan PiS? Że nie wierzy w pańskie dobre intencje? Że przygotowuje się pan do utworzenia nowej, „skrajnej" partii?
Nic mnie nie zabolało. Jestem politykiem o twardej skórze. Ważne było co innego – że premier odmówił debaty ze mną, stwierdzając wprost, iż kampania to nie czas na spory programowe. Zszokowały mnie te słowa. Bo to była otwarta deklaracja bezideowości.
Pan atakował Tuska wyjątkowo brutalnie jak na standardy wewnętrznej rywalizacji.
Przesadza pan. Z żadnych słów się nie wycofuję. Jedyne, czego trochę żałuję, to tego, że gra internetowa „Przywróć Tuskowi pamięć" była ciut za ostra.
Miał pan jakikolwiek kontakt z premierem podczas kampanii?
Nie.
Bardzo długo premier w ogóle pana nie dostrzegał, właściwie nie prowadził kampanii. Dopiero pod koniec napisał list do członków partii, w którym ostro pana zaatakował. Zaczął też uczestniczyć w zamkniętych spotkaniach z lokalnymi działaczami.
Po przeforsowaniu wakacyjnego terminu głosowania Donald Tusk uznał, że nie będę w stanie prowadzić kampanii. A potem skoncentrował się na personalnym ataku na mnie i zamkniętych spotkaniach w gronie partyjnego aparatu. To także przyczyna słabej frekwencji i mojego dobrego rezultatu.
Premier wyciąga do pana rękę. Mówi, że zaapeluje do swoich zwolenników w partii, aby nie składali wniosków o usunięcie pana z Platformy.
Przyszłość pokaże, czy to szczery gest. Wciąż uważam, że usunięcie mnie z partii jest realne. Po relatywnie dobrym wyniku będzie to oczywiście bardziej kosztowne politycznie, ale kierownictwo partii może dojść do wniosku, że na dłuższą metę warto usuwać ludzi niepokornych, nawet za cenę chwilowego spadku notowań.
A jakby się pan dziś zachował, gdyby premier ponownie wyciągnął z biurka projekt ustawy o związkach partnerskich? To zawsze prowokowało konserwatystów do gróźb opuszczenia PO.
Premier przegrałby dziś takie głosowanie. Ale powiem jasno: nie zamierzam się skupiać na sprawach światopoglądowych, tylko na projektach dotyczących reformy państwa i gospodarki.
Wielu polityków, choćby liderzy koalicyjnego PSL, uważało, że razem z Tuskiem odgrywacie w kampanii spektakl, żeby odwrócić uwagę od spadających sondaży PO i kłopotów rządu.
Po kampanii już chyba nikt nie kwestionuje, że jestem z premierem w zasadniczym sporze politycznym. Nie interesuje mnie też zawieszenie broni i podział strefy wpływów.
Nie ma o tym mowy, bo premiera też nie interesuje podział jego strefy wpływów w partii.
Ja mam swoje postulaty, ale dotyczą one istotnej korekty programu działań rządu. Wybory pokazały, że obecna polityka nie jest akceptowana nawet przez dużą część naszych członków. Platforma może wygrać wybory w roku 2015 tylko pod warunkiem powrotu do programu wolnorynkowego. Do takiej współpracy programowej z premierem jestem w każdej chwili gotowy.
Zażąda pan rekonstrukcji rządu? W kampanii jednym tchem atakował pan premiera Tuska i wicepremiera Rostowskiego, starał się pan z nich zrobić jeden polityczny byt odpowiedzialny za kłopoty gospodarcze.
Bardzo cenię dorobek ministra Rostowskiego z lat 2008–2009. Dzisiejszą politykę, czyli zawieszenie progów ostrożnościowych lub plan nacjonalizacji prywatnych pieniędzy z drugiego filara emerytalnego uważam za katastrofalną. A co do rekonstrukcji – jestem przekonany, że ten rząd ma większy potencjał, niż wskazuje na to jego dotychczasowa polityka. To Tusk narzuca swoim ministrom minimalizm.
W tym rządzie są słabi ministrowie i bez minimalizmu Tuska. Dobrze pan to wie.
Nie będę publicznie oceniał poszczególnych ministrów. Pełną odpowiedzialność za ten rząd ponosi premier. I za jego sukcesy, których Donaldowi Tuskowi nie odmawiam, i za porażki.
Pana słowa brzmią ostro, tyle że dla partii to bez większego znaczenia. Przecież nawet nie jest pan w szerokich władzach PO. Nie będzie się pan starał o jakiś awans partyjny, choćby o stanowisko w zarządzie?
Nie interesują mnie stanowiska. Będę walczył o rząd dusz.
Brzmi to górnolotnie, ale mało w tym treści.
Będę pracował merytorycznie, poszerzę swój program o kolejne obszary, w których nie podoba mi się polityka rządu Tuska. Będę jeździł po Polsce i spotykał się z ludźmi Platformy oraz z naszymi rozczarowanymi zwolennikami. Wolę działać oddolnie, licząc na długofalowy rezultat, a nie negocjować z Tuskiem w gabinecie zadymionym od cygar.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA