fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

45. rocznica najazdu wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację

Oficerowie polscy w Czechosłowacji podczas interwencji wojsk Układu Warszawskiego. Fot. J.Sz
Domena publiczna
Z dokumentacji wynika, że w 1968 r. władza komunistyczna całkowicie panowała nad świadomością zbiorową - mówi Zbigniew Gluza, prezes ośrodka Karta
Rz: Mija właśnie 45. rocznica najazdu wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Jak udział w tej inwazji polskich żołnierzy odbierany był przez nasze społeczeństwo?
Zbigniew Gluza: Z dokumentacji wynika, że w 1968 r. władza komunistyczna całkowicie panowała nad świadomością zbiorową. Propaganda wmawiała ludziom, że obecna sytuacja w Czechosłowacji rodzi zagrożenie dla Polski. Straszono, że jeśli ten ruch reformatorski nie zostanie stłumiony, to system komunistyczny nie poradzi sobie z coraz mocniejszym naporem rewizjonistycznej polityki ze strony Niemiec. Mówiąc wprost: jak Praga wyrwie się z systemu i osłabi go, nas zaatakują Niemcy i utracimy Ziemie Zachodnie. I na wsiach dokładnie tak to postrzegano.
Skąd to wiemy?
Głównie z relacji żołnierzy, którzy w trakcie przejazdu do czechosłowackiej granicy byli żegnani nieraz przez całe wsie jako bohaterowie, którzy jadą, by ocalić Polskę. Ludzie pozdrawiali żołnierzy, stali wzdłuż dróg z krzyżami, zapalonymi świecami, kładli na czołgi kwiaty; kobiety klęczały, modląc się za wojsko. Krzyczano, by poradzili sobie z „pepikami", by ratowali Polskę. Podobnie spontanicznie witano ich później, gdy wracali. Społeczeństwo było kompletnie ogłupione. Jednak dziś mamy inną wizję tamtej Polski: niezłomnej, zwartej w oporze.
Dlaczego ludzie ulegli propagandzie?
Zapominamy o tym, że to był sam środek PRL. Do 1968 roku system stale narastał, to było apogeum powojennego komunizmu. Niesamowite, że w sylwestra 1967/1968 i 1968/1969 Gomułka mówił dokładnie to samo, takim samym tonem, jakby w roku 1968 nic się nie stało – komuniści mieli poczucie absolutnego panowania. Ich wejście do Czechosłowacji było tego wyrazistą demonstracją. Jednak od tego momentu zaczął się schyłek tej władzy. Z każdym kolejnym etapem PRL słabł i w końcu załamał się całkowicie.
Nie wierzę, że nikt w Polsce nie próbował bronić Praskiej Wiosny.
Znana jest reakcja 23-letniego warszawianina, Krzysztofa Freislera, który wziąwszy rano gazetę i przeczytawszy o inwazji, tak jak stał, niemal prosto spod kiosku, wyruszył przez zieloną granicę na pomoc braciom Czechom. Liczył, że w Pradze zastanie powstanie i będzie mógł przyłączyć się do walki z wojskami Układu Warszawskiego. Dobrze udokumentowaliśmy tę jego podróż i jego wystąpienia w Czechosłowacji „w imieniu Polski", ale to był nieprawdopodobny wprost wyjątek od reguły, bo wówczas niewielu Polaków potrafiło w mig zrozumieć, o co chodzi z tym tłumieniem czeskiego buntu i w czym to nam zagraża. Masy bezwolnie powtarzały komunistyczną propagandę, nie dając wtedy nadziei, że za ponad dekadę się to zmieni.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA