fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Minister finansów: polityka ponad ekonomią

Minister finansów Jacek Rostowski
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Jacek Rostowski działa według kalendarza politycznego, zamiast oceniać długofalowe skutki polityki gospodarczej – twierdzi część ekonomistów.
Na półmetku kadencji, czyli już jesienią, Donald Tusk ma dokonać przeglądu gabinetu. Przy tej okazji powracają spekulacje, czy aby nie pozbędzie się urzędującego już szósty rok ministra finansów. Sprawdziliśmy, czym przez ten czas Jacek Rostowski przysłużył się gospodarce, a za co jest krytykowany.

+1. Dobra marka Polski za granicą

Wizerunkowe zabiegi Jacka Rostowskiego, przez przeciwników politycznych nazywane propagandą zielonej wyspy, zaczarowały zagranicznych inwestorów, którzy w kryzysie na potęgę kupowali polskie obligacje skarbowe. Jeszcze kilka miesięcy temu mogliśmy się pochwalić najniższymi w historii rentownościami długu.
Co prawda nie była to do końca zasługa ministra finansów, ale sprzyjających warunków globalnych, ale faktem jest, że polityka Rostowskiego jest o wiele lepiej oceniana za granicą niż na krajowym podwórku. Dobre zdanie mają też o nas agencje ratingowe.  Naszej wiarygodności nie zaszkodziło nawet głębsze niż oczekiwane spowolnienie gospodarcze i wzrost deficytu finansów publicznych.

+2. Sprawne zarządzanie długiem

Nawet krytyczni wobec Rostowskiego ekonomiści przyznają, że dobrze radzi sobie z pożyczaniem. A raczej, że powierzył to zadanie odpowiednim ludziom. Każdy kolejny przetarg obligacji nazywany jest sukcesem, a strategia zadłużania się na zapas zdała egzamin w trudnym dla rynków 2012 roku. Tak przynajmniej uważają rynkowi analitycy.

+3. Szybkość reakcji

Rostowski potrafi też szybko reagować na podbramkowe sytuacje. Kiedy pod koniec 2011 r. złoty padł ofiarą ataku spekulacyjnego, a dług niebezpiecznie balansował na krawędzi 55 proc. PKB, minister finansów zmobilizował wszystkie zastępy do obrony naszej waluty. A następnie zmienił przepisy tak, aby podobna sytuacja więcej się nie powtórzyła.

+4. Brytyjski sznyt

Kiedy Jacek Rostowski obejmował urząd, pokładano w nim spore nadzieje. Wychowanek brytyjskich uczelni, znający języki obce, doskonale odnajdujący się na salonach i w realiach rynków finansowych. Rostowskiemu obycia rzeczywiście może pozazdrościć niejeden polski polityk. Gospodarczo procentuje to dobrą pozycją Polski chociażby w negocjacjach unijnego budżetu. Jacka Rostowskiego doceniają też zagraniczni inwestorzy. Dwukrotnie, w 2009 r. i w 2012 r., został wybrany przez serwis „Emerging Markets" Ministrem Finansów Roku Europejskich Rynków Wschodzących.

–1. Zamach na OFE

To najcięższy kaliber wyciągany przez krytyków Jacka Rostowskiego. Zaczęło się od cięcia składki przekazywanej do funduszy kapitałowych, teraz temu filarowi systemu emerytalnego, wprowadzonemu przez reformę Jerzego Buzka, grozi likwidacja. Oficjalnie odbywa się to pod hasłem naprawiania błędu, jakim była reforma. W praktyce chodzi o doraźne ulżenie finansom publicznym i istotne poprawienie statystyk długu. Ministrowi finansów ciężko będzie jednak o poparcie tego ruchu. Przeciwko niemu jest rynek kapitałowy i zdecydowana większość ekonomistów. Trudno będzie też przekonać przeciętnego Kowalskiego, że pieniądze odkładane tylko w ZUS są gwarancją dobrobytu po przejściu na emeryturę. Na razie piłka wciąż jest w grze, a rząd rozważa kilka wariantów zmian w OFE. Co się stanie z funduszami, podobnie jak i z ministrem finansów, dowiemy się prawdopodobnie jesienią.

–2. Rozdmuchana administracja

Jacek Rostowski lubi otaczać się zaufanymi ludźmi. W swoim resorcie ma już dziewięciu wiceministrów. Takim zastępem nie może pochwalić się żadne inne ministerstwo w kraju. W dodatku troje nowych zastępców ministra przybyło w ciągu zaledwie ostatnich kilku miesięcy, czyli wtedy, kiedy rozstrzygały się losy tegorocznego budżetu. Kiedy okazało się, że sytuacja jest poważna i nowelizacji nie da się uniknąć, Rostowski zmusił resorty do cięć wydatków. Sam jednak na administracji nie zamierza oszczędzać.

–3. Księgowe sztuczki zamiast reform

Polityczni przeciwnicy, ale też krytyczni wobec ministra Rostowskiego ekonomiści, zwykli nazywać go kreatywnym księgowym. Flagowym przykładem są statystki długu publicznego. Formalnie, czyli uwzględniając wszystkie wydatki sektora finansów publicznych (tak liczy to Bruksela), zadłużenie Polski przekroczyło już w 2011 r. 55 proc. PKB, czyli tzw. drugi próg ostrożnościowy. Według wyliczeń Rostowskiego, czyli tzw. metodologii krajowej, wciąż jeszcze jesteśmy poniżej tego progu. Podobnie rzecz się miała w przypadku tegorocznego budżetu. Według ekonomistów minister zawyżył dochody (i obniżył deficyt) państwowej kasy po to, aby lepsze liczby pokazać unijnym urzędnikom. Tym razem plan się jednak nie powiódł i budżet trzeba zmieniać. Aby to zrobić, Rostowski musiał jednak ponownie narazić się ekonomistom, zawieszając reguły ostrożnościowe dla długu. Tu pojawia się jeszcze jeden problem. Prognozowane przez ministra finansów dalsze zmiany zadłużenia kraju mocno bowiem odbiegają od prognoz Komisji Europejskiej. W tym roku, według wyliczeń MF, nasz dług ma wynieść 52,5 proc. PKB, a w przyszłym spaść do 50,6 proc. PKB. Tymczasem KE prognozuje, że ten rok zamkniemy długiem o wartości aż 57,5 proc. PKB, a w przyszłym roku będziemy eksplodować do blisko 59 proc. PKB. Przekroczenie przez dług progu 60 proc. PKB mogłoby oznaczać, że nawet sprzyjający nam zagraniczni gracze przestaną wierzyć w to, że sytuacja fiskalna wciąż jest pod kontrolą.

–4. Polityk, nie ekonomista

Jacek Rostowski wiele zawdzięcza swojemu szefowi. To Donald Tusk uczynił z mało znanego publicznie ekonomisty wpływowego polityka, a kilka miesięcy temu awansował go nawet na wicepremiera. Rostowski jest oddanym współpracownikiem premiera, przyszedł z zewnątrz, musiał wiernie odczytywać myśli swojego szefa i robił to dobrze – mówi jeden z ekonomistów. Koledzy po fachu często zarzucają Rostowskiemu, że za bardzo zapatrzył się w Tuska i zamiast być ekonomistą w MF, stał się politykiem. A to oznacza, że działa według kalendarza politycznego, zamiast oceniać długofalowe skutki prowadzonej polityki gospodarczej. – Nie zdyscyplinował Tuska wtedy, kiedy było trzeba. Wpisał się w swoją rolę zapewnienia szefowi i partii sukcesów na krótką metę – mówi nasz rozmówca. Ekonomiści podkreślają jednak, że z drugiej strony Tuskowi będzie ciężko pozbyć się podpory w sprawach gospodarczych.

Pro

Bogusław Grabowski, członek Rady Gospodarczej przy Premierze
Jacek Rostowski jest najlepszym i najbardziej kompetentnym ministrem finansów od 1989 r. Pamiętajmy, że jego kadencja przypadła na bardzo ciężkie, kryzysowe dla naszego kraju czasy, a mimo to jego zasługi są imponujące. Za jego urzędowania gospodarka rozwijała się najszybciej i najszybciej doganiała kraje rozwinięte w zakresie PKB na mieszkańca, co jest wyznacznikiem dokonanego postępu. Rostowski jako minister finansów najlepiej potrafił zbudować pozycję naszego kraju za granicą. Wskutek tego w ostatnich latach istotnie wzrosła ranga Polski w oczach inwestorów zagranicznych i agencji ratingowych. Nasz kraj jest wymieniany jako mający najniższą relację długu publicznego do PKB przy jednocześnie dokonanej istotnej konsolidacji finansów publicznych. Również istotnie, w porównaniu z czasami rządów innych ministrów finansów, spadły koszty obsługi zadłużenia. Co więcej, odbywało się to w sytuacji bezprecedensowego spokoju społecznego. Dlatego uważam, że Rostowski jest bezspornie najlepszym ministrem finansów od początku transformacji, a premier nie ma żadnego powodu, aby go odwoływać.

Kontra

Mirosław Gronicki, były minister finansów
Jacek Rostowski źle zaczął swoje rządzenie, a później nie naprawił błędów. Pierwszą pomyłką obecnego ministra finansów było kontynuowanie obniżek podatków, tak jak chciała tego rządząca wcześniej ekipa Prawa i Sprawiedliwości. Ekspansja fiskalna miała sens tylko w 2009 r., później zamiast działać wybiórczo, np. zwiększając wydatki na infrastrukturę, minister finansów zastosował podejście całościowe, czyli zmniejszał dochody budżetu, jednocześnie zwiększając jego  wydatki. Skutki kontynuowania takiej polityki widzimy dzisiaj w budżecie. Pewne próby naprawy błędów z początków rządzenia miały miejsce, ale nie była to spójna, przemyślana, długofalowa polityka gospodarcza. Na „plus" Jackowi Rostowskiemu zaliczyłbym m.in. dobre zarządzanie długiem i sięgnięcie po aktywa dotychczas niezagospodarowane, czyli wolne środki jednostek sektora finansów publicznych.  Podejmował również pewne próby ograniczania wydatków poprzez zastosowanie tzw. reguł fiskalnych.  Jednak w ogólnym rozrachunku, negatywy jego rządów przeważają nad pozytywami.

Kto zastąpi Rostowskiego?

Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu
Ruszyła giełda nazwisk kandydatów na następców ministra finansów, który sprawuje swój urząd od sześciu lat. To najdłużej spośród wszystkich osób, które były na tym stanowisku od początku transformacji. To, czy premier Donald Tusk pozwoli mu dokończyć kadencję, okaże się prawdopodobnie już w listopadzie, ale już pojawiają się kandydatury na jego następcę. Wymieniany jest Janusz Lewandowski, który od lutego 2010 r. sprawuje urząd unijnego komisarza ds. programowania finansowego i budżetu. Mówi się też o byłym premierze Janie Krzysztofie Bieleckim, który obecnie jest szefem Rady Gospodarczej przy Premierze. Pod uwagę brany jest też Dariusz Rosati, były minister spraw zagranicznych, obecnie przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Premierowi niełatwo będzie znaleźć następcę Jacka Rostowskiego. – Przyszły rok to wciąż duża niepewność, jeśli chodzi o finanse publiczne. Platforma Obywatelska potrzebuje teraz raczej ministra technicznego, który sprawnie poradzi sobie w okresie przejściowym – mówi „Rz"ekonomista związany z rządem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA