fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komercyjne

Samowola budowlana w stolicy Bangladeszu

Bloomberg
W sercu przeludnionej, brudnej, pełnej slumsów stolicy Bangladeszu sterczy samotny szklany wieżowiec - samowola budowlana. To symbol władzy, jaką ma w państwie przemysł odzieżowy.
W wieżowcu, do którego prowadzi tylko jeden mały mostek, główną kwaterę ma Związek Właścicieli Fabryk. Budynek jest nielegalny. Musi być rozebrany w ciągu 90 dni - orzekł sąd w Bangladeszu.
Zdaniem sędziów działkę pod budowę biurowca pozyskano bezprawnie, a obiekt został wzniesiony bez odpowiednich pozwoleń. Już sama jego lokalizacja zagraża przepływowi wód gruntowych całego miasta. Wyrok zapadł dwa lata temu. A budynek nadal stoi.
Biurowiec wybudowany przez potężne Zrzeszenie Producentów i Eksporterów Odzieży w Dhaka w Bangledeszu znalazł się w próżni prawnej. Jak twierdzą krytycy, dzieje się tak ze względu na siłę zrzeszenia "odzieżowców". Jego członkowie sprawują kontrolę nad głównym motorem gospodarki narodowej w Bangladeszu, to znaczy nad eksportem odzieży do Stanów Zjednoczonych i Europy. Wielu z nich to członkowie parlamentu, właściciele stacji telewizyjnych i gazet.
Od dwóch dekad Bangladesz jest potęgą przemysłu odzieżowego. W globalnym eksporcie odzieży wyprzedzają go tylko Chiny. A samo zrzeszenie przemysłowców i eksporterów jest postrzegane jako część rządu - ministerstwo, które reguluje i administruje eksport.
Jego liderzy zasiadają na najwyższych szczeblach rządowej władzy - w ministerstwach pracy i spraw wewnętrznych. Stowarzyszenia przemysłowców w Stanach mogą tylko pomarzyć o takiej pozycji.
W kwietniu tego roku runęła Rana Plaza - jedna z nielegalnie wzniesionych fabryk odzieżowych. W katastrofie zginęło ponad 1,1 tys. osób. W konsekwencji cały łańcuch dostaw odzieży z fabryk w Bangladeszu do amerykańskich i europejskich odbiorców został poddany głębokiej rewizji.
W opinii krytyków te półoficjalne grupy interesów przemysłu odzieżowego pozostają w głębokim konflikcie z interesem państwa Bangladesz i sprawiają, że państwo to jest niebezpiecznym miejscem dla pracowników tego przemysłu.
- Nie powinno się mianować lisa kierownikiem kurnika - powiedział Rizwana Hasan, prawnik zajmujący się ochroną środowiska. - Zrzeszenie przemysłowców nie ma żadnej regulacyjnej władzy w świetle naszego prawa. To jest po prostu klub właścicieli przemysłu odzieżowego.
Władze Bangladeszu pracują ciężko, by przywrócić wiarygodność temu przemysłowi, zwłaszcza, że miesiąc temu administracja Obamy zawiesiła klauzule najwyższego uprzywilejowania w handlu z tym krajem. Także Unia Europejska rozważa sankcje. Bangladesz odpowiedział stworzeniem nowych przepisów, które zobowiązują do przeglądu stanu bezpieczeństwa 5 tys. fabryk odzieżowych oraz sprawdzenia, czy działają zgodnie z prawem.
Tymczasem interesy "odzieżowców" są świetnie reprezentowane we wszystkich instancjach. Zrzeszenie wynajęło zespół inżynierów, który przeprowadza kontrole fabryk po katastrofie Rana Plaza, choć Sąd Najwyższy Orzekł, że to kierownictwo grupy przemysłowców popełniło całą litanię przestępstw.
Zrzeszenie użyło też wszystkich swoich wpływów, by przeprowadzić lobbing w parlamencie na rzecz poprawek do wprowadzanego przez rząd prawa pracy. Chodzi o to, by wykreślić niekorzystne dla przemysłowców zapisy.
- Bangladesz stracił złotą okazję - powiedział Roy Ramesh Chandra, przywódca związkowy. - Właściciele fabryk uniemożliwili szereg poprawek w prawie pracy. Wpływ pracodawców jest przemożny.
- To jest skrajnie potężna organizacja - potwierdza jeden z najwyższych przedstawicieli rządu. - A nasze partie polityczne działają zgodnie z interesami tych, którzy mają pieniądze.
Właściciele fabryk z kolei przedstawiają przemysł i jego działalność jako służbę publiczną. - A stan tego sektora jest czynnikiem bezpieczeństwa narodowego - twierdzą "odzieżowcy". Gdyby nie my, zapanowałby chaos -  mówi Annosul Huq, były przewodniczący zrzeszenia przemysłowców.
Huq zapewnia, ze szklany wieżowiec jest legalny. - Przemysłowcy dostali ziemię od rządu. Otwierało go oficjalnie dwóch kolejnych premierów. Jakiego jeszcze chcieć uwiarygodnienia? - pyta Huq. - Sprawa jest w Sądzie Najwyższym. I tak powinno być. Bo to jest Bangladesz. Mamy do sądu pełne zaufanie. Tak długo, jak długo orzeka po naszej myśli.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA