fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Psycholingwistyka czy serduszko i kasa

Anna Kozicka-Kołaczkowska
archiwum prywatne
„Kto jest w stanie skontrolować, czy taka osoeba ma w sobie pokłady agresji?" – zapytano Rzecznika Praw Dziecka podczas wywiadu na temat skandalu w gabinecie terapeutki – dusicielki (TVP I - „Minęła dwudziesta" 9.08.2013).
Autyzm jest czymś takim, co lubi medycyna. Jakieś pieniądze na terapię autyzmu zawsze są, a ten człowiek żyje, bywa urodziwy, głowę ma, resztę też, niekiedy dużo gada i nawet miewa czasem sporą wiedzę w jakiejś dziedzinie. Medycyna najlepiej rozumie fizyczność. A on hemoglobinę ma dobrą, OB dobre, serce wyśmienite, zatem jak zmierzyć medyczny sukces? Lepiej nie łamać sobie głowy i dalej robić swoje, czyli prawie nic.
Autyzm jest też jak palenie papierosów. Gdy coś złego dzieje się z twoimi płucami, albo z sercem, to każdy lekarz się ucieszy, jeżeli dowie się, że palisz. Za to usłyszysz brzmienie ciszy, gdy powiesz, że w żadnym razie. Tu już trzeba byłoby sięgnąć do głębszych zasobów sztuki medycznej. Autyzm wydaje się medycynie, a właściwie Ministerstwu Zdrowia, pojemnym, ciemnym, ale dość wygodnym workiem. Efekt medyczny z definicji nie rzuca się tu w oczy. Najważniejsze, że coś się kręci.
Autyzm uwielbiają rodzice. Rzadko spotkasz takiego, który wolałby przyznać, że jego dziecko jest upośledzone, niż że jest autystyczne. Nie wiadomo nawet, w związku z tym, ilu autyków jest naprawdę. Prawdopodobnie jest ich o wiele mniej, niż się uważa. Szkoda, bo jeśli złamiemy nogę, to nie kładziemy w gips łokcia i tylko dobra diagnoza jest podstawą sukcesu. Ale Dustin Hoffman jest wybitnym aktorem. Pięknie zagrał Rain Mana w filmowej bajeczce. Opowiedziano tam, że autyk to taki trochę dziwny geniusz. Jednak autyk, który wykazuje jednocześnie cechy zespołu Aspergera w dalszym ciągu nim jest - człowiekiem nie przystosowanym do życia wśród ludzi, który pozbawiony pomocy zginie jak pisklę łabędzia pośród gospodarskiego ptactwa, bo na przykład, nie potrafi skłamać. Ludzie wiedzą, że autyzm jest modny. Chętnie chodzą na oszukańcze sztuki i filmy. Autyk prowadzi w nich bogate monologi ze sobą i światem, ukazuje głębię refleksji, podczas gdyby do tego był zdolny, nie byłby autykiem. Właśnie brakiem takich możliwości jego mózg różni się od innych.
Autyzm uwielbiają także ludzie o czułych serduszkach, bo oznacza on czasem nienajgorszą kasę, bogactwo fundacji, festiwali i bali dla kochanych podopiecznych. Sporo lansu. Prawdziwe efekty wielu tych inicjatyw najczęściej nie są lepsze niż na okazjonalnych zdjęciach z przedszkolnych imprez w firmach o nazwach „Wesołe grzybki', „Zaczarowana Kraina Puchatka", czy „Uśmiechnięte krasnoludki", na których nie śmieje się żadne dziecko, a w twarzyczkach okolonych błazeńskimi czapkami widać rozdzierającą rozpacz, nudę, osamotnienie i strach, które z wesołymi grzybkami nie mają nic wspólnego.
Jedyną skuteczną metodą rehabilitacji autyzmu jest nauka myślenia poprzez język. To mowa sprawia, że potrafimy operować pojęciami abstrakcyjnymi, jak np. Warszawa, albo przyjemność. Że zaczynamy rozumieć czas, przestrzeń, następstwo zdarzeń, świat uczuć swoich i cudzych, etyki, norm społecznych, prawa natury. Dzięki abstrakcyjnemu myśleniu zdrowe, trzyletnie dziecko umie bawić się w coś „na niby", podczas gdy upośledzony dorosły próbuje zjeść truskawkę z plastiku. Nie do przecenienia jest nauka języka, gdyż człowiek dostając ten podstawowy, spójny system, logicznie wszystko porządkuje. Osadza na nim swój świat, jak na biblijnej skale. Można to też nazwać wgraniem systemu operacyjnego do komputera. Bo – jak wiadomo - myślimy i czujemy tak, jak mówimy i na odwrót.
Autyk to człowiek o mózgu wymagającym odbudowania modułów uniwersalnego myślenia, które psycholingwistyka nazywa „teorią umysłu". Brak teorii umysłu powoduje właśnie owe szczególne deficyty – empatii, rozumienia reguł rządzących światem i ludźmi, niemożność wyrwania się ze swoich ograniczeń, odmowę kontaktu oraz znikomą świadomość własnej autonomii. Żeby pomóc autykowi zorientować się w świecie, trzeba dysponować wiedzą na temat struktur języka i mechanizmów jego odbioru, rozumienia i produkowania komunikatów językowych w mózgu, a także motoryki artykulacyjnej. Trzeba dysponować behawiorystycznymi metodami odtwarzania tych procesów i ich utrwalania. Trzeba uczyć języka i myślenia ruchem, dramą, zabawą, nie tłumaczeniem. W prawdziwej terapii autyzmu nie wystarcza wiedza z poszczególnych dziedzin – psychologii, pedagogiki, medycyny, czy psychiatrii, lecz konieczne jest połączenie wszystkich tych dziedzin na pniu wykształcenia lingwistycznego terapeuty, czyli interdyscyplinarne wykształcenie logopedyczne.
W filmie z „sesji terapeutycznej" widzę bezradną kobietę z ogromnym, połyskującym zegarkiem na ręku, która nie ma pojęcia, czym jest autyzm. Myślę, że jej agresja jest desperacją - efektem niewiedzy i braku kwalifikacji. Terapeutka, na przykład, tak jak nie powinna mieć na sobie wyzywającej odzieży, ani malować paznokci, lecz trzymać je krótko w trosce o terapeutyczny dotyk, nie nosi biżuterii i zdejmuje w pracy wielki, błyszczący zegarek, bo całe zajęcia pójdą marne. Wygasza negatywne, zbędne bodźce i emocje podopiecznego, gdyż pracuje z mózgiem, który ma uczynić wysiłek koncentracji i wejścia na nowe tory myślenia. Terapia autyzmu, to budowanie mostów porozumienia. Kobieta z filmu sadza dziecko obok siebie bokiem i zmusza je do wlepiania oczu w abstrakcyjne dla niego maziaje, co ani terapią, ani metodą nie jest. Jakimś cudem płacono jej za podobną pracę przez szesnaście lat. Co gorsza, istnieją poważne podstawy, by przypuszczać, że także za innymi zamkniętymi drzwiami tego ośrodka, najlepszym co może spotkać podopiecznych jest mniej lub bardziej dobre serduszko. Gdyby jednak wyłącznie serduszko mogło zastąpić kwalifikacje, to rodzice nie musieliby szukać pomocy u innych. Fikcja terapii jest skandalem również wtedy, gdy dziecko nie budzi w terapeutce morderczych instynktów. Czy mroczna tajemnica takich gabinetów obchodzi Ministerstwo Zdrowia?
Rzecznik Praw Dziecka – Marek Michalak uważa, że w tej sytuacji najważniejsze jest uchwalenie ustawy o zawodzie psychologa. Niestety, psychologia jest tylko jedną z dziedzin, której znajomością musi dysponować osoba zajmująca się terapią autyzmu, gdyż pierwszym kluczem do niego jest lingwistyka na podłożu mentalistycznym. O wiele ważniejsze od badania pokładów agresji w terapeutach powinno być badanie pokładów kwalifikacji osób zajmujących się terapią autyzmu. Potrzebna jest też burza mózgów na temat problemów polskiej logopedii. Wzmocnienie statusu logopedii jako dyscypliny społecznie ważnej, gdyż właśnie w Polsce są ośrodki, które już dopracowały się skutecznych metod rehabilitacji autyzmu. Niezbędne jest docenienie logopedii - jako wykształcenia podyplomowego, interdyscyplinarnego, dziedziny osobnej, której pola działania nie powinny zawłaszczać zawodowe lobby psychologów, psychiatrów, czy pedagogów, mających w terapii autyzmu najczęściej podobne efekty, jakie widzieliśmy na filmie. Zło i agresja to rodzeństwo głupoty.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA