fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Prawo ojca, a nie dziecka

Katarzyna Bosak usiłuje bezskutecznie uzyskać alimenty od ojca swej córki Melvyna G.
archiwum prywatne
Zamiast alimentów matka z Lublina dostała od sądu gorzką lekcję życia. Bo ojciec jest obcokrajowcem.
Proces zasądzania alimentów wobec obcokrajowca w polskich sądach to droga przez mękę. Choć przybywa mieszanych małżeństw i wniosków o alimenty wobec ojców nie-Polaków, system mający regulować te kwestie, choć oparty na umowach między państwami i nadzorowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości – jest niewydolny. – To palący problem całej Europy, nie tylko Polski, bo takich rodzin jest coraz więcej, a system sobie z nim nie radzi – alarmuje posłanka Magdalena Kochan, wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny (PO).

Nierozwiązany problem

Rzecznik Praw Dziecka już w ubiegłym roku alarmował resort sprawiedliwości, że istnieje problem w egzekucji alimentów poza granicami krajów, a system, jaki wypracowano między państwami – kuleje.
Zdaniem Marka Michalaka regulują te sprawy archaiczne przepisy – tzw. konwencja nowojorska z 1956 r. i rozporządzenie Rady UE z 2009 r. Biuro RPD informuje „Rz", że rocznie wpływa co najmniej kilkanaście spraw, których przedmiotem jest egzekucja za granicą świadczeń zasądzonych orzeczeniami polskich sądów.
Tylko w ciągu pierwszego roku (od 2011 r. sprawy te reguluje rozporządzenie UE) do polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości wpłynęło 250 wniosków w sprawach alimentacyjnych – głównie ze Szwecji, Anglii, Niemiec, Austrii. Jak twierdzi resort, więcej wniosków w sprawach o alimenty wysyłanych jest z Polski niż otrzymanych – bo to efekt migracji zarobkowej.
Jest też druga strona medalu – zdaniem Michalaka polskie sądy skarżą się, że inne państwa, które podpisały rozporządzenie Rady UE z 2009 r., albo opieszale, albo niestarannie wykonują swoje obowiązki (są nieterminowo zawiadamiane lub informowane o postępowaniach egzekucyjnych, zamieszkali w Polsce wierzyciele alimentacyjni nie otrzymują na czas świadczeń). Najgorzej jest z tym w Republice Włoskiej.
Za każdą z takich spraw kryje się dramat poszczególnych ludzi. Pokazuje to historia Katarzyny Bosak z Lublina, samotnej matki z dwójką dzieci, która w imieniu córki od trzech lat w sądzie w Lublinie nie potrafi uzyskać prawomocnie zasądzonych alimentów od ojca dziecka – obywatela Wielkiej Brytanii.
W tym czasie zdążył stracić pracę, zachorować i stać się samotnym rodzicem żyjącym z zasiłku. Nawet jeśli w końcu córce Bosak sąd zasądzi alimenty, ma ona małe szanse, by ojciec jej dziecka je płacił.

Łzy zamiast sprawiedliwości

Pani Bosak, kiedy opowiada swą historię, zaczyna płakać. – Osobą pokrzywdzoną jest moja córka, ale od trzech lat robi się wszystko, by usatysfakcjonować ojca dziecka, który nie interesuje się nim i robi wszystko, by nie płacić alimentów. To jego sąd traktuje wyjątkowo, nie zważając, jaką krzywdę wyrządza się mojej córce – mówi Bosak.
Pani Katarzyna ledwo wiąże koniec z końcem. Od niedawna ma pracę, w sklepie, mieszka z matką. Na starszego syna otrzymuje 170 zł. Młodsza Dagmara urodziła się w czerwcu 2010 r. w Lublinie, po powrocie matki z Wielkiej Brytanii. Trzy lata temu, w lipcu, Bosak w sądzie w Lublinie złożyła w imieniu córki pozew przeciwko Melvynowi G., obywatelowi Wielkiej Brytanii, o ustalenie ojcostwa i roszczenia – alimenty i koszty wyprawki. Wniosła także o nieprzyznawanie władzy rodzicielskiej G. Dlaczego? – Niejednokrotnie straszył mnie, że zabierze mi córkę i nigdy już jej nie zobaczę – mówi Bosak.
Pierwsza rozprawa miała się odbyć w listopadzie, ale dwa dni przed tym terminem Melvyn G. e-mailem napisał sądowi, że nie może być obecny i że wnosi o przeprowadzenie badań DNA potwierdzających jego ojcostwo. – Od tego momentu zaczęły się schody w prostej sprawie – wzdycha Bosak.
Mimo poinformowania pozwanego przez sąd o możliwościach przeprowadzenia testu na ojcostwo (m.in. w Wielkiej Brytanii) G. nie odpowiedział. W tym samym czasie Bosak rozszerzyła pozew o zasądzenie od pozwanego kosztów utrzymania matki w gdy rodzia dziecko – 4,5 tys. zł. Ale pozwu już G. nie udało się doręczyć – sądowi kilka kolejnych miesięcy zajęło ustalanie dlaczego („przesyłka pocztowa do pozwanego zaginęła na terytorium Wielkiej Brytanii" – twierdziła poczta, w końcu ustalono, że G. wyprowadził się do Irlandii).
Melvyn G. cały czas zapewniał, że nie jest ojcem Dagmary i że domaga się badań DNA – do dziś nie pojawił się w żadnej ze wskazanych klinik, nie wyraził też zgody, by badania odbyły się w Polsce, nie udzielił informacji o aktualnych dochodach i stanie majątkowym. W listach do sądu tłumaczył, że jest chory, bezrobotny, że samotnie wychowuje 13-letniego syna z innego związku, a zasiłek, jaki otrzymuje, nie wystarcza na życie.
Na korzyść Bosak zeznawały m.in. sąsiadka Bosak i G., kiedy razem mieszkali w Shetland, i była żona G.
Latem 2011 r. sąd w Lublinie wydał postanowienie o zabezpieczeniu alimentów i orzeczenie wysłał do sądu w  Wielkiej Brytanii. Choć w lipcu 2012 r. urzędnik rodzinny w sądzie w Leicester powiadomił Bosak o zarejestrowaniu nakazu alimentacyjnego, zamiast alimentów na córkę Katarzyna Bosak dostała kolejny list z Anglii, w którym poinformowano ją, że egzekucja została wstrzymana. G. na rozprawie przed sądem w Leicester kwestionował, że jest ojcem dziecka. Sąd nakazał mu zrobić testy DNA i wysłać wyniki do Polski, a także przedstawić swoją sytuację materialną.
Jednocześnie w lubelskim sądzie G. złożył zażalenie na postanowienie o zabezpieczeniu, ale z brakami formalnymi. G. został wezwany do ich usunięcia, ale tego nie zrobił i 15 marca 2012 r. zapadł wyrok, który w całości uwzględnił żądania matki – alimentom nadano rygor natychmiastowej wykonalności.
Ale Bosak pieniędzy na córkę nie zobaczyła do dziś (dopiero w maju 2012 r. fundusz alimentacyjny córce Bosak zaczął wypłacać zaliczkę w wysokości 500 zł), bo Melvyn G. – mimo że przepadł mu termin wniesienia apelacji – złożył wniosek o wstrzymanie wyroku. Tłumaczył, że nie miał wiedzy o wyroku ani o terminie rozprawy.
Pod koniec listopada 2012 r. sąd w Lublinie w całości odrzucił jego wniosek – uznał, że wezwanie o terminie rozprawy było doręczone prawidłowo, a pozwany znał treść pozwu od dwóch lat.

Do punktu wyjścia

Gehenna matki się jednak nie zakończyła. G. wynajął w Lublinie adwokata, a ten wniósł zażalenie od tego postanowienia sądu. Sąd Okręgowy w Lublinie, analizując sprawę, uznał, że choć pozwany został skutecznie poinformowany o toczącym się procesie, jednak „nie zajął merytorycznego stanowiska w sprawie, pozostawał bierny". I orzekł, że wyrok z marca 2012 r. o uznaniu ojcostwa i alimenty powinien być... wyrokiem zaocznym.
Sprawa wróciła do punktu wyjścia. W wyroku zaocznym można złożyć skargę (a nie apelację), a wyrok musi być dostarczany z urzędu. – Pozwanemu nie doręczono wyroku, a skoro po dniu doręczenia odpisu pozwu i wszystkich materiałów pozwany nie wdał się w spór, wyrok winien być traktowany jako wyrok zaoczny – tłumaczy „Rz" sędzia Artur Ozimek, rzecznik sądu. W marcu sprzeciw G. został przyjęty.
Bosak powoli traci nadzieję, że uda się jej kiedykolwiek alimenty uzyskać. Przegrała też bój o przewlekłość prowadzonej sprawy. – Sąd nie ma sobie nic do zarzucenia – mówi matka Dagmary. – Pozwany korzysta z przysługujących mu praw, a ja pytam: gdzie jest dobro dziecka?
Wioleta Puch, radca prawny Melvyna G., nie zgadza się z zarzutami wobec swojego klienta. – Przyczyną przedłużającego się postępowania jest kwestia wadliwości przepisów prawa, m.in. sąd nie zastosował rozporządzenia Parlamentu Europejskiego dotyczącego doręczania w państwach członkowskich dokumentów sądowych. Mój klient nie był odpowiednio zawiadomiony, jakie prawa i obowiązki mu przysługują, a nie zna języka polskiego ani polskiego prawa – tłumaczy „Rz". Zapewnia, że G. podda się badaniom, bo „to leży w jego interesie".
Sędzia Artur Ozimek, rzecznik sądu w Lublinie, zapewnia, że „Sąd Rejonowy podejmował czynności niezwłocznie". Tłumaczy, że postępowanie było utrudnione „z powodu konieczności dużej ilości tłumaczeń e-maili pozwanego oraz wszelkich pism przesyłanych pozwanemu, jak również postępowań międzyinstancyjnych". – Obecnie pozwany ustanowił profesjonalnego pełnomocnika, co przyśpieszy postępowanie – zapewnia rzecznik.
Miesiąc temu w sądzie sprawa alimentów dla córki pani Katarzyny rozpoczęła się na nowo. Sąd poprosił o listę świadków do przesłuchania i zobowiązał G. do wskazania kliniki, w której chce wykonać badanie DNA.
Jeśli zapadnie kolejny wyrok przed sądem w sprawie ustalenia ojcostwa i alimentów, nie będzie to wyrok prawomocny. Przysługuje od niego odwołanie.
Bosak przez ostatnie lata pisała prośby o pomoc m.in. do rzecznika praw dziecka, ale rzecznik odmówił zajęcia się jej problemem. Wszczął jednak kontrolę (nakazał sprawdzenie sytuacji opiekuńczo-wychowawczej dzieci Bosak), po tym, jak do rzecznika napisał e-mail Melvyn G., w którym alarmował, że pani Kasia źle opiekowała się synem. – Dano wiarę człowiekowi, który robi wszystko, aby uniknąć odpowiedzialności za swoje własne dziecko – mówi z żalem Bosak.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA