fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Ojczyk: Zamiast strzelać z armaty, lepiej zastawić sidła

Jolanta Ojczyk
Fotorzepa, dp Dominik Pisarek
Mówią jaskółki, że niedobre są spółki.
Co prawda nie chodzi o korzonki, jak u Brzechwy, ale o przekręty. Aby im zapobiec, urzędnicy biorą w obroty spółki, zanim te zaczną działać. Jak? Przesłuchując właścicieli przed nadaniem NIP – niezbędnego do wystawienia czy otrzymania pierwszej faktury.
Wydawałoby się, że rejestracja spółki w KRS, uzyskanie REGON i NIP –  to zwykła formalność. Procedura, zgodnie z zasadą jednego okienka, powinna być maksymalnie prosta i szybka. Po złożeniu wniosku, wypełnionego według wzoru, zainteresowany niezwłocznie otrzymuje numer będący paszportem do podjęcia działalności.
Niestety, to tylko teoria. Urzędnicy (mimo że nie wymagają tego żadne przepisy) pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań każą tym, którzy chcą zdobyć NIP, oświadczyć, czy posiadają zaplecze techniczne lub magazyny, a także pod jakim adresem będą odbywać się posiedzenia zarządu. Skarbówka nie bierze pod uwagę, że te mogą być zwoływane  w różnych miejscach, a kodeks spółek handlowych nie wchodzi w takie szczegóły.
Po co więc skarbówce takie oświadczenie? Odpowiedź kryje się w zadawanym przez urzędników pytaniu o miejsce, w którym odbywają się czynności podlegające VAT. Zapewne chcą oni upolować firmy tworzone do wyłudzenia tego podatku.
Tajemnicą poliszynela jest, że takie spółki powstają w konkretnych branżach, np. stalowej czy paliwowej. Czy, aby je namierzyć, trzeba przesłuchiwać wszystkich, którzy zamierzają rozpocząć działalność gospodarczą? Czy nie wystarczy zmiana ustawy o VAT, nad którą pracują już senatorowie? Dzięki niej VAT rozliczy nabywca, a nie sprzedawca, co utrudni zadanie złodziejom. Czy trzeba jeszcze wymyślać inne metody, marnujące czas urzędników i kruszące zapał potencjalnych przedsiębiorców?
Chińczycy dobrze wiedzą, że do wróbla nie strzela się z armaty. Co najwyżej można go ogłuszyć. Być może dlatego rządzone przez komunistów Chiny są gospodarczym tygrysem. W Polsce jednak władza uważa, że nie zaszkodzi zniechęcić ludzi na starcie. Wychodząc z założenia, że każdy jest potencjalnym złodziejem.
Minister Jacek Rostowski, zamiast strzelać do zwierzyny z armaty, już dawno powinien był zastawić sidła.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA