fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Bez tego nazwiska nie ma partii

Marina Berlusconi, ewentualna następczyni ojca (fot. z 2006 r.)
AFP
Piotr Kowalczuk
Centroprawica chce za wszelką cenę zachować jedyne, co ją łączy – markę „Berlusconi”. Jeśli byłego premiera Włoch czeka polityczna śmierć, w roli przywódcy ma go zastąpić córka Marina.
Korespondencja z Rzymu
Berlusconi podczas niedzielnego wiecu swoich zwolenników w Rzymie zapowiedział, że nadal będzie wspierał koalicyjny rząd Enrico Letty. Zapewnił, że jest niewinną ofiarą zideologizowanego wymiaru sprawiedliwości, a przemówienie zakończył: „Muszę was już pożegnać. Odwagi! Pomóżcie mi” i uronił kilka łez.
Jego sytuacja jest dramatyczna, bo czwartkowy wyrok sądu apelacyjnego skazuje go na polityczną śmierć. Pomijając rok w areszcie domowym i zakaz sprawowania funkcji publicznych, być może przez trzy lata, wszystko wskazuje na to, że jako człowiek skazany nie będzie mógł już nigdy kandydować w żadnych wyborach.
Dlatego wczoraj szefowie klubów parlamentarnych jego partii Lud Wolności (PdL) w Izbie Deputowanych i Senacie udali się do prezydenta Giorgia Napolitano na Kwirynał z misją wyjednania dla Berlusconiego jakiejś formy uczestnictwa w życiu politycznym i dowodzenia partią, choćby z aresztu domowego. Karkołomny pomysł, by skłonić prezydenta do wydania aktu łaski zarzucono. O rezultatach spotkania na razie nic nie wiadomo.
Włoska centroprawica zdaje sobie doskonale sprawę, że jak głosi obowiązujący teraz w PdL slogan, następcą Berlusconiego może być tylko Berlusconi. Kontrowersyjny, choć charyzmatyczny przywódca, jak wynika z sondaży, nie stracił nic ze swego magnetyzmu, a wyrok przysporzył mu współczujących zwolenników. Podział włoskiego społeczeństwa na wielbicieli i wrogów Berlusconiego jest tak głęboki, że żaden wyrok, skandal obyczajowy czy afera finansowa nie są w stanie tego zmienić.
Poza tym w ciągu 20 niemal lat politycznej działalności Berlusconi nie wychował sobie naturalnego następcy i tylko on jest w stanie jednoczyć elektorat i polityków centroprawicy. W ten sposób nazwisko Berlusconi stało się jej jedynym politycznym brandingiem. Dlatego jako wyjście awaryjne i polityczny plan B wielu polityków centroprawicy proponuje, by ojca w ostateczności zastąpiła pierworodna córka Marina.
Ma 47 lat. Z wielkim sukcesem kieruje medialnym imperium rodziny Mediaset, gdzie nazywają ją „sierżantem ze stali”. Kilka razy stawała w obronie ojca i firmy. Gdyby nie nazwisko, byłaby ikoną włoskiego feminizmu. Uroda i figura już dawno zjednały jej sympatię panów. Jej mężem jest solista baletu La Scali Maurizio Vanadia. Mają dwoje dzieci. Magazyn „Forbes” uznał ją za 48. z najbardziej wpływowych kobiet na świecie (jedyna Włoszka na liście) i czwartą najbogatszą spadkobierczynię (czeka na nią 9,4 mld euro spadku). Przeszkodą na drodze politycznej kariery Mariny jest właśnie bogactwo, wpływy i rodzinny biznes, bo narażałyby ją na zarzuty o konflikt interesów, który stał się przyczyną wszystkich niemal problemów ojca z prawem.
Na razie ojciec próbuje odbudować atmosferę entuzjazmu i zapowiada powrót swojej partii do nazwy Forza Italia, którą zawojował Włochy. Krytycy nie bez racji wskazują, że nie udało mu się spełnić obietnic i oczekiwań Włochów. Ale losy kraju zależą od losów Berlusconiego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA