fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Z kamerą wśród zwierząt

Filip Memches
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Czy przemysł pogardy da się usprawiedliwić? Zanim rozstrzygniemy tę kwestię, warto poczynić pewne uwagi. Są państwa, w których ów przemysł staje się narzędziem opozycyjnej opinii publicznej.
A skoro tak, to bynajmniej nie służy – jak w przypadku Polski Donalda Tuska – hegemonii partii władzy.
Jakiś czas temu w Internecie pojawiło się oświadczenie znanego rosyjskiego dziennikarza telewizyjnego, Władimira Poznera. W oświadczeniu tym można było przeczytać, że jego autor  zamierza opuścić swój kraj, ponieważ nie chce się nim dzielić... z małpami, czyli politykami z establishmentu, którzy odwołują się do bogoojczyźnianych wartości w klerykalno-szowinistycznej interpretacji. Na temat tych polityków padają takie oto słowa: „przed nimi długa ścieżka ewolucji. Możliwe, że i z nich będą ludzie".
Oświadczenie Poznera okazało się fejkiem zamieszczonym w satyrycznym serwisie zmyślonych wiadomości –  Fognews. Cała akcja obliczona była tylko i wyłącznie na klikalność. Plotka poszła jednak w obieg. Sam bohater zamieszania specjalnie się nim nie przejął. Niemniej w każdej plotce jest jakieś ziarnko prawdy. I rzeczywiście, Pozner to typowy liberalny intelektualista, który chłoszcze używany przez reżim putinowski konserwatywny brand. Warto zresztą przybliżyć tą postać.
Urodził się w roku 1934 w Paryżu. Jego ojciec, dziennikarz żydowskiego pochodzenia, emigrant z Rosji, w latach 40. został współpracownikiem sowieckiego wywiadu. W latach 50. cała rodzina przeprowadziła się do ZSRR, gdzie Pozner skończył studia przyrodnicze i zrobił karierę dziennikarską. A jednak okres jego pobytu na Zachodzie zrobił swoje – mentalnie pozostał kimś stamtąd, o czym świadczy chociażby – nie przystająca do postsowieckiej siermięgi – elegancja, z jaką uwodzi swoich rozmówców w prowadzonym przez siebie cotygodniowym programie na Pierwym Kanale. Do dziś – jak sam przyznaje – czuje się w Rosji obco, i trzyma go w tym kraju jedynie praca. Ma zresztą dokąd jechać – posiada trzy paszporty: rosyjski, amerykański i francuski. Jeśli chodzi o poglądy deklaruje się jako ateista (chociaż w dzieciństwie  został ochrzczony w Kościele katolickim) oraz zwolennik instytucjonalizacji związków jednopłciowych, dopuszczalności sprzedaży narkotyków (jako metody walki z narkobiznesem) i prawa do eutanazji.
Przy okazji trzeba napomknąć też o tym, iż kiedy ponad miesiąc temu w Dumie znalazł się projekt ustawy, która zakazuje pod karą pięciu lat więzienia krytyki działań koalicji antyhitlerowskiej (zwłaszcza Armii Czerwonej), Pozner uznał to za hucpę, ponieważ dostrzegł w tej inicjatywie próbę uniemożliwienia jakiejkolwiek debaty historycznej dotyczącej sowieckich zbrodni podczas drugiej wojny światowej. Z kolei w roku 2011, kiedy jako winowajcę zbrodni katyńskiej wskazał Stalina, został pozwany przed sąd przez wnuka dyktatora, Jewgienija Dżugaszwilego.
Wróćmy jednak do dętego oświadczenia z Fognews. Kojarzy się ono z pewnym dowcipem, który krążył wśród rosyjskich Żydów w latach 80. ubiegłego wieku. Imperium zła prowadziło wtedy politykę tak zwanego państwowego antysemityzmu, polegającą na nieformalnym uprzykrzaniu życia przez władze państwowe obywatelom sowieckim pochodzenia żydowskiego, szczególnie że z tej grupy narodowościowej rekrutowała się znacząca część antykomunistycznych dysydentów. Dużą rolę odgrywała też konsekwencja zimnowojennego podziału – Izrael był sojusznikiem Zachodu. W dowcipie padało więc pytanie: jak będzie zatytułowany główny program informacyjny w telewizji sowieckiej, dotyczący spraw krajowych, kiedy z ZSRR wyjedzie ostatni Żyd? Odpowiedź brzmiała: „W mirie żywotnych" (taki tytuł nosił odpowiednik polskiego programu „Z kamerą wśród zwierząt").
Ta inteligencka dystynkcja wobec motłochu, który dorwał się do sterów rządzenia w rezultacie rewolucji proletariackiej, wydaje się dość znajoma. Być może to ona sprawia, że dzisiejsza krytyka pod adresem putinowskiego autorytaryzmu ze strony rosyjskich liberalnych intelektualistów nie trafia na podatny grunt. W takich warunkach zatem zastanawianie się nad słusznością usprawiedliwiania przemysłu pogardy nie ma sensu, bo ów przemysł nie przynosi pożądanych efektów.
Oczywiście ludzie pokroju Poznera są i pozostaną dla widzów Pierwego Kanału gwiazdami telewizyjnymi. Ale polityczna przyszłość należy chyba do kogoś innego. Do kogo? Być może do Aleksieja Nawalnego.
Niedawno został on skazany na pięć lat więzienia za – jak to ujął w werdykcie sąd  – spowodowanie strat w kontrolowanej przez państwo spółce Kirowles (chociaż tajemnicą poliszynela jest polityczny charakter wyroku). A jednak po odbyciu tej kary Nawalny może wrócić do polityki. W przeciwieństwie do liberalnych intelektualistów, ma on z rosyjskim społeczeństwem chemię. Nie boi się flirtować na przykład z pomysłem zahamowania napływu do Moskwy i Petersburga ludności z północnego Kaukazu, która odbiera pracę rdzennym Rosjanom. Bo tak naprawdę jedynym realnym zagrożeniem dla putinowskiego reżimu jest dziś antysystemowy populizm.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA