fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Studencka ruletka z antyplagiatem

Z plagą plagiatów uczelnie próbują walczyć, wykorzystując najnowsze technologie. – System Plagiat.pl jest użyteczny, ale nie-wystarczający – zastrzega rzecznik UW Anna Korzekwa
Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Popularnego na uczelniach systemu Plagiat.pl obawiają się także uczciwi studenci.
Katarzyna byłaby już od wielu tygodni szczęśliwą magister administracji Uniwersytetu Łódzkiego. Przez Plagiat.pl nie tylko nią nie jest, ale także straciła mnóstwo nerwów.
Pracę dyplomową napisała o polityce prorodzinnej w Polsce. Konieczne było cytowanie konstytucji, ustaw, dokumentów rządowych, przepisywanie nazw programów, partii politycznych. Wszystkie te elementy system Plagiat.pl zaznaczył jako przepisane.
– Nie pomogły ani przypisy, ani cudzysłowy. System oznajmił nie tylko mnie, ale także mojemu promotorowi, że praca jest w 52 proc. plagiatem – mówi Katarzyna. – Promotor wpadł w szał i zapowiedział, że jej nie zaakceptuje.
Katarzyna magisterkę teraz poprawia, własnymi słowami zapisując to, co we wcześniejszej wersji cytowała in extenso.

Zlepki słów nie do uniknięcia

Z systemu Plagiat.pl korzysta już 171 uczelni państwowych i prywatnych obawiających się łamania praw autorskich.
Portal na ich zlecenie zobowiązuje się prześwietlać treść prac dyplomowych. Jak boleśnie, przekonała się nie tylko Katarzyna, ale i wielu innych studentów – system nie jest doskonały. A o tym, czy praca jest plagiatem, ostatecznie i tak nadal decyduje promotor.
Szkoła Główna Handlowa, Gdański Uniwersytet Medyczny czy Uniwersytet Łódzki to tylko kilka z 71 uczelni, które pod kątem tego, czy nie zostały przepisane od innych, sprawdzają wszystkie prace swoich studentów. Należą więc do zaszczytnej kategorii złotej, a zarząd Plagiat.pl oferuje im certyfikat uczelni walczącej z plagiatem. Bo, jak mówi Sebastian Kawczyński, prezes Plagiat.pl, system stworzono po to, by walczyć z nieuczciwością studentów i pracowników naukowych.
Cena za usługi abonamentowe dla każdej szkoły wyższej jest ustalana indywidualnie, ale raport dla jednej pracy o objętości do 20 tys. znaków kosztuje od 6 do 10 zł. Stustronicowa praca dyplomowa zawiera ok. 200 tys. znaków, a za jej sprawdzenie trzeba zapłacić analogicznie od 60 do 100 zł. Szkoła Główna Handlowa rocznie płaci firmie nawet 25 tys. zł, przy czym system sprawdza tylko trzy losowo wybrane strony z każdej pracy dyplomowej.
Za plagiat, czyli opublikowanie pod swoim nazwiskiem dzieła autorstwa innej osoby, grozi w Polsce kara grzywny, ograniczenia wolności lub jej pozbawienia do lat trzech. Łatwość dostępu do danych w Internecie sprawił, że pokusa popełnienia takiego intelektualnego oszustwa jest ogromna. Nieuczciwi studenci nadal znajdują sposoby na oszukanie systemu, ale niedoskonałe narzędzie sprawiło, że to uczciwi żacy muszą obawiać się systemu antyplagiatowego.
Takie sytuacje na porządku dziennym są m.in. na Uniwersytecie Warszawskim. Z systemu Plagiat.pl nie korzysta co prawda cała uczelnia, ale znaczna część jej wydziałów. To m.in. instytut historyczny, wydziały Zarządzania, Matematyki, Informatyki i Mechaniki, a także Prawa i Administracji. Rzecznik UW Anna Korzekwa przyznaje, że system nie jest nieomylny. – Zaznacza jako plagiat hasła, a nawet zlepki słów, których powtórzenia uniknąć nie sposób – mówi. – System jest użyteczny, ale niewystarczający.
Prezes Plagiat.pl: – Nieporozumienia są częste, ale ocena pracy należy do promotora
Z tego, że system ma wady, zdają sobie sprawę także jego twórcy. Zaznaczają, że prace, w których współczynnik prawdopodobieństwa plagiatu wynosi 50 proc., mogą być nawet w całości napisane samodzielnie. – Nieporozumienia są częste, ale zawsze wyjaśniamy, że raport to nie werdykt, a ocena pracy zawsze należy do promotora – mówi Sebastian Kawczyński. – System zwyczajnie nie wyłapuje znaku cudzysłowu ani przypisów. Zaznacza wszystkie ciągi słów, które odnajdzie w publikacjach z naszej bazy. Gdybyśmy zdecydowali się na pomijanie zdań wziętych w cudzysłów, studenci mogliby z łatwością wykorzystać tę lukę w systemie. Już się zdarza, że próbują oszukiwać przez podmianę liter na wyglądające tak samo, ale pochodzące z innego alfabetu. Przestrzegamy jednak, że system nauczył się już je odróżniać.
Kawczyński zaznacza także, że obfite cytowanie może świadczyć nie tylko o popełnieniu przestępstwa, ale przeciwnie, o erudycji studenta. Dlatego tak niezbędna jest ostateczna interpretacja wyników raportu przez promotora. Czyli powrót do metod, które na uczelniach stosuje się od lat.

Jagielloński stawia na mistrzów

Z żadnych elektronicznych sposobów na sprawdzanie swoich studentów nie korzysta Uniwersytet Jagielloński, najlepsza polska uczelnia w tegorocznym rankingu „Rz" i „Perspektyw". Jej władze są zdania, że nie powstał jeszcze doskonały system wykrywania plagiatów, i zauważają, że Plagiat.pl nie zawiera bazy największych uczelni w Polsce. – Nie porówna prac naszych studentów np. z dziełami jej absolwentów, bo nie ma zdigitalizowanej bazy Uniwersytetu Jagiellońskiego – mówi Katarzyna Pilitowska, rzecznik UJ.
Zaznacza także, że wykupienie usług systemu dla całego UJ byłoby za drogie. Zamiast stresowania studentów niedoskonałym narzędziem, przy pisaniu prac dyplomowych uczelnia woli zaserwować im pomoc promotora. – Kontakt ucznia z mistrzem i wszystko, co można dzięki temu osiągnąć, są o wiele cenniejsze – mówi Pilitowska.

To tylko narzędzie

Na świecie nie istnieją dotąd inne sposoby na walkę z plagiatem. Są za to inne narzędzia. Od 1996 r. w Stanach Zjednoczonych działa program antyplagiatowy Turnitin, który jest obecnie wykorzystywany w ponad 20 krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii. Porównuje prace studenckie z bazą ponad 5000 największych międzynarodowych czasopism naukowych oraz ponad 220 mln prac akademickich. – Taki system ma szeroko rozbudowane funkcje weryfikowania prac – mówi dr Sybilla Stanisławska-Kloc z instytutu prawa własności intelektualnej UJ. – Bada m.in. składnię pracy, wychwytuje styl pisania autora, zaznacza odmienne stylistycznie fragmenty pracy. Sprawdza także powtarzalność słów i zwrotów w całej pracy. Ale i tak pozostaje tylko narzędziem.
Stanisławska-Kloc zaznacza, że od systemów internetowych dużo ważniejsze jest uświadamianie studentów, jak prawidłowo cytować prace. – W wielu krajach po prostu praktykuje się pisanie pracy partiami pod czujnym okiem profesorów, zaangażowanie w postępy studentów, referowanie prac. Bardzo ważne są także zajęcia z ochrony własności intelektualnej, które przeprowadza się już na uczelniach także w Polsce. Takie połączenie sprawia, że ryzyko popełnienia plagiatu drastycznie spada.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA