fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Spór o Krzysztofa Skowrońskiego. Opinia Piotra Legutki

Piotr Legutko
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Przedstawianie Krzysztofa Skowrońskiego jako człowieka na usługach PiS kłóci się z elementarnym oglądem rzeczywistości – pisze wiceprezes SDP.
Uważam, że kopanie rowów między nami w środowisku dziennikarskim i klasyfikowanie swojej pracy dziennikarskiej poprzez nazywanie się nawzajem pisowcem, peowcem, lewakiem czy prawakiem uwłacza naszej inteligencji i naszym życiorysom, naszej pracy, nam wszystkim i jest skrajnie szkodliwe dla wymiany intelektualnej w Polsce” – powiedział „Rzeczpospolitej” Grzegorz Cydejko. Pełna zgoda. Tyle że cały wywiad prezesa warszawskiego oddziału SDP jest zaprzeczeniem tych słów.

Przenieść energię

Już samo stwierdzenie, że „układ partyjny wypromował Krzysztofa Skowrońskiego na prezesa SDP”, to standardowy przykład owego szkodliwego etykietowania. Uwłacza on nie tylko naszej inteligencji, ale przede wszystkim delegatom na zjazd SDP, którzy podejmowali decyzje o wyborze prezesa. Warto przypomnieć, że nie była to decyzja prosta. Pierwsza tura zjazdu zakończyła się patem, a kandydatura Skowrońskiego pojawiła się w ostatniej chwili jako kompromisowa i na pewno nie partyjna.
Przedstawianie prezesa SDP jako człowieka na usługach PiS kłóci się z elementarnym oglądem rzeczywistości. Stworzone przez niego spółdzielcze Radio Wnet to przecież przykład próby robienia mediów pod prąd zwyczajom obowiązującym w skrajnie upartyjnionym świecie. Zarówno pod względem spółdzielczej formuły, jak i programowej agendy to ewenement na naszym rynku.
Podczas gdy sędziowie Skowrońskiego na warszawskich salonach spalają się w politycznych kampaniach, dziennikarze Wnet szaleją z mikrofonem po Polsce. Ze swoim szefem na szpicy, który sam rozmawia z sołtysami, rolnikom pomaga sprzedawać ziemniaki, promuje powiatowych entuzjastów i wiejskie siłaczki.
Jest tam, gdzie właśnie zamknęli ostatnią pocztę, i tam, skąd kolej już więcej nie odjedzie. Robi swoje radio o ludziach i dla ludzi, właśnie na przekór receptom, co ponoć dziennikarze muszą robić, by przetrwać. On trwa i pociąga za sobą innych, głównie w małych ośrodkach, promując zakładanie spółdzielni.
I to był główny powód, dla którego w demokratycznej (do bólu) procedurze dziennikarze z całej Polski postawili na Skowrońskiego. Chcieli, by swą energię przeniósł na grunt stowarzyszenia. „Maj na Foksal”, zakończony właśnie cykl imprez, debat, koncertów i wystaw, autorski projekt prezesa SDP, jest dowodem, że ludzie dostają to, na co głosowali.

W partyjne buty

Grzegorz Cydejko mówi w wywiadzie: „mainstream jest tam, gdzie jest Krzysztof Skowroński ze swoimi kolegami. Tam jest większa sprzedaż gazet, tam są większe nakłady”. Niżej podpisany jest redaktorem „Gościa Niedzielnego”, największego pod względem sprzedaży tygodnika w Polsce. Ale czy mainstreamowego? Bądźmy poważni!
Nie ma też takiego kryterium, według którego to, co robi Wnet, można zaklasyfikować do głównego nurtu. Wyznacznikiem mainstreamu jest bowiem poprawność polityczna i zależność wszelkiego rodzaju mediów od establishmentu, a nie popularność wśród czytelników i słuchaczy. Inny wektor, inny punkt odniesienia.
SDP jest dziś bardzo daleko od establishmentu. I tak powinno być zawsze. Ale Grzegorz Cydejko koniecznie chce to, co robi zarząd stowarzyszenia, opisywać językiem polityki. Być może dlatego, że sam się jak polityk zachowuje. To on prowadził przed zjazdem profesjonalną kampanię wyborczą, a po przegraniu walki o prezesurę odmówił kandydowania do zarządu głównego.
Od kilkunastu miesięcy w ramach walki o wiarygodność SDP konsekwentnie próbuje tę wiarygodność na wszelkie sposoby podważać. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zapowiada nawet skargę do zagranicznych stowarzyszeń dziennikarskich. Służę telefonem do członka zarządu EFJ (Europejskiej Federacji Dziennikarzy). W maju, po raz pierwszy w historii, została nim dziennikarka z Polski Agnieszka Romaszewska-Guzy (którą wcześniej na członka ZG SDP, zdaniem Cydejki, „wypromował układ partyjny”).
O tym, do jak kuriozalnych wniosków można dojść, wciskając SDP w partyjne buty, świadczy to, co dzieje się wokół realizowanego właśnie przez stowarzyszenie projektu „Pogotowie dziennikarskie”. Za pieniądze ze szwajcarskiego grantu chcemy dać wsparcie: prawne, logistyczne, organizacyjne koleżankom i kolegom, którym w małych miejscowościach z różnych względów trudno uprawiać dziennikarstwo śledcze.
Czy można sobie wyobrazić działalność bardziej zgodną z misją stowarzyszenia? Okazuje się, że w politycznym amoku można… napisać: „Skowroński wymyślił sobie, że z pomocą dziennikarzy z terenu będzie strzelał do lokalnych polityków, szykując grunt i przestrzeń dla tych związanych z PiS” (Renata Lipińska-Kondratowicz).
Można też wydać oświadczenie, w którym czytamy: „Inicjatywa SDP ma nieskrywane konotacje polityczne i wyraźnie wskazuje na rozgrywkę zwolenników IV RP w stosunku do obecnej władzy państwowej, zwłaszcza w obliczu zbliżających się kampanii wyborczych” (Stowarzyszenie Prasy Lokalnej w Poznaniu).

Po co nas wybrano

Grzegorzu, też uważam, że tego typu kopanie rowów między nami w środowisku dziennikarskim uwłacza naszej inteligencji i naszym życiorysom, naszej pracy, nam wszystkim i jest skrajnie szkodliwe dla Polski. Ścigajmy się raczej w pracy organicznej. Po to nas wybrano.
Autor jest wiceprezesem SDP, publicystą „Gościa Niedzielnego”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA