fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Dyżurny Maziarski i kasjerki

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Nie ma obowiązku bycia sprzedawczynią - pisze Wojciech Maziarski w kontekście zakazu handlu w niedzielę
Zakaz handlu w niedzielę to w obecnej sytuacji gospodarczej niestety zły pomysł. Istnieje wiele sensownych argumentów, których można by użyć przeciwko temu pomysłowi. Ale redaktor Wojciech Maziarski, człowiek wielce utalentowany, potrafił użyć do tego argumentu chyba najgorszego z możliwych.
W swoim felietonie w "Gazecie Wyborczej", Maziarski najpierw że zakaz handlu w niedziele to zamach na jego "model życia"
Czy jako wolny obywatel żyjący w ideologicznie neutralnym państwie prawa mogę wybrać taki model życia i spędzania wolnego czasu, który nie podoba się ideologom lewicy, teologom katolicyzmu i działaczom związkowym? (...) pytam: wolno mi czy mi nie wolno? Czy redaktorzy Sawicki i Żakowski pozwolą mojej rodzinie spędzać czas tak, jak lubimy i jak sami sobie wybraliśmy, czy będą nas uszczęśliwiać na siłę, wyłączając w niedzielę "świątynie konsumpcji"?
Na co bardzo celnie odpowiedział nasz były redakcyjny kolega Marek Magierowski z "Do Rzeczy":
Ależ oczywiście, drogi redaktorze Maziarski. Wybór modelu życia i spędzania wolnego czasu należy wyłącznie do nas. Niestety, czasami napotykamy na niespodziewane trudności.
Ja na przykład z przyjemnością spędzałbym popołudnia na czytaniu popołudniowych gazet. Taki mam model spędzania wolnego czasu. Że co? Że nie ma już w Polsce popołudniówek? Że nikt ich nie drukuje? Ale jakie to ma znaczenie? Taki mam model życia i domagam się, by pozwolono mi go realizować. By redaktor Maziarski mógł sobie w niedzielę pójść do supermarketu, ktoś musi go obsłużyć, nieprawdaż? A dlaczego nikt nie obsługuje mnie i innych ludzi (spodziewam się, że może ich być z kilkaset tysięcy), którzy chcieliby sobie codziennie o 17 usiąść w fotelu i poczytać świeżutkie newsy, na prawdziwym, pachnącym papierze? Uważam, że powinniśmy zmusić dziennikarzy w Polsce, by jednak wstawali codziennie o 4 rano i wzięli się do roboty.
Jako wytrawny felietonista, najlepsze jednak Maziarski zostawił na koniec.
Do tego zjednoczonego frontu antykonsumpcyjnej lewicy i religijnej prawicy dołączają związkowcy, argumentując, że bronią interesów i praw ludzi pracy, bo wredni kapitaliści wykorzystują biedne sprzedawczynie, każąc im pracować w niedziele do 20. Powiem szczerze i otwarcie: nie ma obowiązku bycia sprzedawczynią, a po doświadczeniach pracy w prasie niedziele sprzedawczyń nie wydają mi się jakąś szczególną torturą. Doskonale pamiętam, jak przez całe lata bez szemrania dyżurowałem w niedziele w redakcji do pierwszej albo drugiej w nocy, żeby w poniedziałek o świcie "Gazeta" była w kiosku.
Niestety, Maziarski wydaje się nie dostrzegać pewnej prawidłowości, że jednak nie wszyscy ludzie zostali obdarzeni przez Boga tak wybitnymi talentami jak nasz pan redaktor  i nie wszyscy mają takie błyskotliwe perspektywy, by przebierać w ofertach pracy. Nie każdy też pracujący w niedzielę zarabia takie jak Maziarski pieniądze. A jako dużo mniej doświadczony, lecz również mający na swoim koncie późne niedzielne dyżury pracownik mediów, śmiem twierdzić, że wolałbym jednak dyżurować, niż obsługiwać kasę w niedzielę (co zresztą też mam na swoim koncie).
Źródło: W Sieci Opinii
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA