fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Litwa obejmuje przewodnictwo w UE. Co z Ukrainą

Andrzej Talaga
Fotorzepa, pn Piotr Nowak
Za półtora miesiąca Litwa obejmie przewodnictwo Unii Europejskiej. Jest duża szansa, iż za jej kadencji UE podpisze umowę stowarzyszeniową z Ukrainą.
W Komisji Europejskiej, w Niemczech, a i w innych krajach słychać tymczasem krytykę, że Wilno prze do niej, nie patrząc na łamanie przez Kijów praw człowieka. To niepokojące głosy, nie można bowiem chwilowych słabości ustroju ukraińskiego kłaść na szali w kontrze do geostrategicznego usytuowania Ukrainy. To sprawy z dwóch różnych kategorii wagowych.
Polska powinna w tym wypadku stanąć murem za Litwą, odnowić tym samym, choćby na chwilę, nieformalny sojusz Międzymorza, jak górnolotnie by to nie brzmiało; jeśli mamy gdzieś żywotny interes, to właśnie w trwałym wyrwaniu Ukrainy Rosji, niezależnie, czy przestrzega ona standardów unijnych czy nie. Umowa stowarzyszeniowa będzie znaczącym krokiem w tym kierunku.

1

Trzeba przyznać, krytyka Wilna ma silne podstawy: jeśli nie będziemy wywierać presji na Kijów, jaką miałby motywację do zmian, skoro umowa i tak zostanie podpisana?
Chodzi między innymi o odpolitycznienie urzędu prokuratora generalnego, zrezygnowanie z uchwalania odrębnych ordynacji przed każdymi wyborami, co pozwala manipulować ich wynikami, a nieformalnie także o uwolnienie Julii Tymoszenko z więzienia.
A co będzie, jeśli Ukraina nie spełni tych warunków? Można by powiedzieć, sama sobie winna, nie chce zachowywać się w sposób cywilizowany, niechaj pozostaje we wschodniej strefie przejściowej pomiędzy Unią a Rosją.
Takie rozwiązanie będzie jednak tylko czasowe, Ukraina nie jest w stanie utrzymać długo niezależnej pozycji. Rosja wywiera na nią ogromną presję, by przystąpiła do organizowanej przez Moskwę unii celnej, a w przyszłości unii eurazjatyckiej. Bez wsparcia UE Kijów prędzej czy później ulegnie. Strefa przejściowa w ciągu dekady przestanie istnieć.
Warto przypomnieć, że w czasach Stalina najsilniej kolektywizacja i w konsekwencji głód uderzyły właśnie w Ukrainę, Związek Sowiecki nie mógł bez niej przetrwać, trzeba więc było ją spacyfikować, tak by ewentualną secesję uczynić niemożliwą.
Podobnie myślał Hitler, który nie wyobrażał sobie swojego kontynentalnego imperium bez Ukrainy, a bez Rosji owszem. Dlatego Niemcy włożyli większy wysiłek militarny w jej zdobycie i potem utrzymanie oraz zabezpieczenie niż w marsz na Moskwę.

2

Ukraiński ustrój polityczny trudno uznać za spełniający standardy demokratyczne.
Odbywają się wprawdzie wybory, działają partie polityczne z konkurencyjnymi programami, ale istoty władzy trzeba szukać nie w mandacie społecznym, ale w tym, co Rosjanie trafnie określają jako „dienieżnyje potoki”. Jeśli chcemy ustalić, kto rządzi, śledźmy przepływ kapitału w gospodarce i polityce. On decyduje, a nie jakieś wybory. Dysponentami kapitału uruchamiającymi owe potoki są zaś oligarchowie. W Rosji system oligarchiczny ukształtowany na Jelcyna został złamany przez Putina i to właśnie, a nie centralizacja władzy oraz gwałcenie praw człowieka, było tam najważniejszą zmianą ustrojową. Nad Dnieprem oligarchie kwitną w najlepsze i nie widać na horyzoncie żadnej wewnętrznej siły, która mogłaby je obalić.
Paweł Kowal w artykule opublikowanym w „Nowej Europie Wschodniej” zgłosił kontrowersyjny, ale wielce uzasadniony postulat, by uprawiać politykę nie tyle z siłami politycznymi na Ukrainie, ile z ich rzeczywistymi mocodawcami, czyli oligarchami. To klasa swingująca, raz patrząca w kierunku wschodnim, raz zachodnim, w zależności od doraźnych interesów, czego najlepszym przykładem najsilniejszy współczesny magnat Ukrainy Rinat Achmetow, mocno usadowiony w „ordynacji” donbaskiej. Można ją jednak skaptować, gdyż jedyne realne zagrożenie dla jej wpływów to kapitał rosyjski. Unia z Rosją otworzy mu szeroko bramy, umowa stowarzyszeniowa z UE przymknie je, choć pozostanie jeszcze całkiem spora szczelina. Długofalowym gospodarczym oraz politycznym interesem czołowych sił oligarchicznych jest utrzymanie niezależności Ukrainy i najlepiej jej neutralności cywilizacyjnej pomiędzy Wschodem oraz Zachodem, ale jeśli okaże się to niemożliwe – marsz na Zachód.

3

Oligarchowie na ogół nie są dżentelmenami dbającymi o prawa człowieka, uczciwe zasady wyborcze, przejrzystość państwa, niezależne sądownictwo i żadna moc, a już na pewno Unia Europejska, nie sprawi, że z dnia na dzień się odmienią. Stowarzyszenie Ukrainy z UE to nie misja cywilizacyjna, ale ofensywa geopolityczna. Litwini mają rację, trzeba mieć Kijów po swojej stronie, nawet oligarchiczny i niedemokratyczny, nie ma czasu na subtelności. Byle lobbować za umową stowarzyszeniową po cichu, bez drażnienia jej oponentów. Liczy się przede wszystkim skuteczność!
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA