fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Irański wyścig wyborczy. Z setek zostaną jednostki

Ali Akbar Haszemi Rafsandżani
AP
Jerzy Haszczyński
Do walki o urząd, który opuszcza po dwóch kadencjach Mahmud Ahmadineżad, staną w czerwcu sami konserwatyści bliscy najwyższemu przywódcy ajatollahowi Alemu Chameneiemu. Takiego wyboru dokonało we wtorek specyficzne dla Iranu ciało – Rada Strażników
Składająca się z 12 teologów i prawników Rada Strażników odrzuciła oprócz setek innych kandydatów także dwóch szczególnie ważnych: nadzieję reformatorów Alego Akbara Haszemiego Rafsandżaniego i faworyta obecnego prezydenta Esfandiara Rahima Maszaia.
– Przywykliśmy do wyboru między złym a jeszcze gorszym. Teraz, jak się wydaje, będzie podobnie – dzieli się uwagami z „Rz" Mariam Mirza, irańska feministka i dziennikarka, od poprzednich wyborów, zakończonych zamieszkami, mieszkająca w Niemczech.
Wielkie emocje towarzyszyły oczekiwaniu na ogłoszenie listy kandydatów przez złożoną z 12 teologów i prawników Radę Strażników. Zmieniano datę jej ogłoszenia, najpierw miała być znana we wtorek, potem przesunięto ją na środę. Ale państwowa telewizja podała ją ostatecznie we wtorek wieczorem.
Jasne było od początku, że sito, przez które Rada przepuszcza kandydatów na prezydenta Islamskiej Republiki Iranu, ma małe dziurki. I to się potwierdziło, z prawie siedmiuset osób, które zarejestrowały swoją kandydaturę, zostało ośmiu.
Cztery lata temu z niemal pięciuset Rada dopuściła czterech, w tym walczącego o reelekcję Ahmadineżada i kandydata reformatorskiej opozycji Mira Hosejna Musawiego. Tamte wybory skończyły się największymi od czasów rewolucji islamskiej protestami. Na ulice wyszły miliony Irańczyków oskarżających władze o sfałszowanie wyników na rzecz Ahmadineżada. Protesty zostały zdławione, wielu liderów opozycji trafiło za kraty, a mediom jeszcze przykręcono śrubę.
Tym razem Rada Strażników najwyraźniej nie chciała ryzykować. Nie dopuściła do wyścigu prezydenckiego żadnego kandydata, z którym może się identyfikować opozycja, zwana liberalną, reformatorską, prozachodnią czy też zieloną (od barw protestujących cztery lata temu). W każdym razie ta, z którą Zachód mógłby sobie ułożyć stosunki.
Przy Ahmadineżadzie, rozwijającym program atomowy i wygrażającym Izraelowi, było to niemożliwe. Stał się wrogiem numer 1 Ameryki. Teraz też nie będzie to też raczej możliwe, bo 14 czerwca zmierzą się wyłącznie kandydaci blisko związani z najwyższym przywódcą – ajatollahem Mohammadem Alim Chameneim.
Sugerowała to już poniedziałkowa wypowiedź rzecznika Rady Strażników, że w wyborach nie może startować kandydat, który nie jest w stanie wypełniać obowiązków więcej niż kilka godzin dziennie. Czyli polityk sędziwy. Ta charakterystyka pasuje do 78-latka, największej nadziei reformatorów ajatollaha Alego Akbara Haszemiego Rafsandżaniego, byłego prezydenta i multimilionera. Nadal zresztą zajmującego ważne stanowiska w instytucjach Islamskiej Republiki. Nie zawsze uchodził za reformatora, ale – jak słyszę od irańskiego emigranta – zmienił się. Poparł w zeszłych wyborach Musawiego, opowiedział się za wolnością słowa i społeczeństwem obywatelskim.
O urząd prezydenta będą walczyć między innymi, szef Najwyższej Narodowej Rady Bezpieczeństwa Said Dżalili, burmistrz Teheranu Mohammad Baker Kalibaf, były szef MSZ Ali-Akbar Welajati i sekretarz Rady Arbitrażowej Mohsen Rezai. Co ciekawe przewodniczącym tej Rady, rozstrzygającej spory między Radą Strażników a parlamentem i doradzającej najwyższemu przywódcy, jest Rafsandżani.
Dla reformatorów najgorszy wariant to Said Dżalili, młody jak na warunki irańskie polityk, 47-latek. W świecie znany jako główny negocjator ds. irańskiego programu nuklearnego. U siebie bardziej jako ulubieniec najwyższego przywódcy. – Do zagłosowania na niego szykują się ci, co przesłuchują więźniów politycznych. On nie ma swojej frakcji, jako prezydent byłby całkowicie oddany ajatollahowi Chameneiemu – dodaje irański emigrant.
Mahmud Ahmadineżad, który nie może kandydować na trzecią kolejną kadencję, wspierał znanego z nieoczekiwanych wypowiedzi polityka Esfandiara Rahima Maszaia. Są zresztą spowinowaceni – najstarszy syn obecnego prezydenta poślubił jego córkę.
Rahim Maszai jest, jak pisał „New York Times", uważany przez otoczenie najwyższego przywódcy za masona i agenta obcych sił. Zdarzało mu się mówić, że z Ameryką trzeba się dogadać, albo że nawet Izrael nie jest wrogiem Iranu. Ma też etykietkę zwolennika ograniczenia władzy ajatollahów. I to mogło zadecydować, że nie został dopuszczony do startu w wyborach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA