fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Kara ograniczenia wolności po nowemu

Zapłacą, zamiast iść za kraty.
Fotorzepa, Łukasz Solski
Sąd częściej potrąci skazanemu do 20 proc. pensji, a ten nie będzie mógł zrezygnować z pracy
Kara ograniczenia wolności od lat traci na popularności. W 2012 r. na ponad 420 tys. skazanych przez sądy rejonowe tylko 12 proc. usłyszało wyrok kary ograniczenia wolności (przy ponad 60 proc. kar więzienia). Rok wcześniej było to 16 proc. Teraz skazani mają z pensji płacić na cele społeczne. Do pracy będą też mogli chodzić z elektroniczną bransoletą. Projekt zmian w kodeksie karnym jest już gotowy.

Więzienie to ostateczność

Nowa kara ograniczenia wolności będzie trwała najkrócej miesiąc, najdłużej dwa lata. Polegać ma na orzeczeniu łącznie lub osobno kilku rodzajów kar: pracy społecznej, obowiązku noszenia elektronicznej bransolety, czyli jej wykonywania w systemie dozoru elektronicznego, wyprowadzce z mieszania i powstrzymaniu się od kontaktu z konkretną osobą oraz potrąceniu miesięcznie od 10 do 20 proc. wynagrodzenia na cel społeczny wskazany przez sąd.84 tys. więźniów przebywa obecnie za kratkami – Kiedy skazany pracuje, nie ma powodu, by nie płacił – tłumaczy „Rz" prof. Andrzej Zoll, przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przy ministrze sprawiedliwości, autor propozycji. W trakcie tego rodzaju kary ograniczenia wolności skazany nie będzie mógł porzucić pracy. Ten warunek wyraźnie zastrzeże sąd w wyroku. 12 proc. orzekanych kar przez sądy rejonowe to ograniczenie wolności. Sędziowie wolą wysłać winnych do więzienia
– Jeśli zostanie zwolniony i nie wykaże chęci podjęcia nowej pracy, dostanie karę zastępczą – tłumaczy prof. Zoll. Co mu grozi? Więzienie, grzywna albo prace społeczne. Zamysł jest taki, by kara była tak samo dotkliwa dla każdego ze skazanych. Stawki kwotowe nie zawsze dotykały dobrze zarabiających. Teraz menedżer złapany i ukarany na prowadzeniu auta po pijanemu zapłaci 20 proc. swoich zarobków, proporcjonalnie tyle samo zapłaci ślusarz, który znacznie mniej zarabia. Dla obu kara będzie jednak tak samo dotkliwa. – A zarazem racjonalna – tłumaczy Janusz Węgorzewski z Uniwersytetu Łódzkiego. Dodatkową dolegliwością będzie zawiadomienie o skazaniu pracodawcy. Sąd wyśle do niego wyrok, a ten będzie musiał go wykonać.

Czy się uda

Kryminolog Paweł Moczydłowski nie wierzy, że za sprawą nawet najlepszych przepisów uda się zmienić mentalność sędziów i przekonać ich do tego rodzaju kary. – Próbować jednak trzeba, bo kolejka do zakładów karnych stale rośnie – tłumaczy „Rz". Są jednak tacy, którzy usprawiedliwiają sędziów. – Samorządy nie są zainteresowane pracą społeczną skazanych, mnożą się trudności z wykonaniem kary, a to sprawia, że sędziowie wolą orzekać karę więzienia w zawieszeniu – tłumaczy sędziów Janusz Węgorzewski.
Niską ocenę prac wykonywanych przez skazanych potwierdza raport Najwyższej Izby Kontroli. Wzięła pod lupę liczbę propozycji pracy i jej jakość. – Praca społeczna skazanych nie wychowuje i nie resocjalizuje – niesolidnie wykonują swe obowiązki, grożą nadzorującym, pracodawcy niechętnie zatrudniają ludzi z kryminalną przeszłością, samorządy źle współpracują z kuratorami – wynika z raportu. Same samorządy też nie kryją braku entuzjazmu do zatrudniania skazanych.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.lukaszewicz@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA