fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Norwegian leci do USA

AFP
Piotr Mazurkiewicz
Bj?rn Kjos zanim założył tanie linie lotnicze, był pilotem w norweskiej armii oraz prawnikiem.
Bjørn Kjos, choć należy do elity finansowej Norwegii i dorobił się dużych pieniędzy, to jednak wciąż zachowuje się jak typowy mieszkaniec tego kraju. Prowadzi skromne życie z dala od wystawnych imprez. Ma wciąż tę sama żonę Gerd, z którą wychował trójkę dzieci, obecnie już dorosłych.
Kjos mieszka w ojczystej Norwegii, gdzie mieści się też centrala firmy, której w pogoni za niskimi podatkami nie zamierza nigdzie przenosić. Jedyne dodatkowe wydatki, na jakie sobie pozwolił, to letnie domy na Lofotach oraz w Hardangervidda. Jednak dla jego rodaków to typowe – mimo że mieszkają w jednym z najbogatszych krajów na świecie, to większość nie chce wyjeżdżać na wakacje w tropiki czy gdziekolwiek indziej, tylko wybiera letnie domy na prowincji.

Z prowincji do armii

W tekstach na temat prezesa Kjosa (który jest jednocześnie założycielem oraz głównym udziałowcem Norwegian Air Shuttle) przewijają się zazwyczaj opinie mieszkańców Oslo, którzy mówią o nim, że jest taki sam jak oni i w żaden sposób się nie wywyższa. Choć stworzył drugą co do wielkości linię lotniczą w  Skandynawii, to ma w sobie wiele pokory.
Urodził się niemal 67 lat temu w norweskiej wsi Sokna w prowincji Ringerike w południowej części kraju. Lotniczego bakcyla złapał już w rodzinnym domu – ojciec Ola nie tylko pracował w linii lotniczej, ale również kupił mały samolot, na którym uczył latania. Chciał z tym związać swoją przyszłość – pod koniec lat 60. trafił również do USA, aby kształcić się na pilota wojskowego. Był nim do 1975 r., kiedy to postanowił przejść  do lotnictwa cywilnego, jednak skandynawski SAS odrzucił jego podanie argumentując, że nie potrzebuje nowych pilotów.
Wydawało się, że przygoda Bjørna Kjosa z lotnictwem jest definitywnie zakończona. Skończył studia prawnicze, wiele lat pracował w zawodzie, zostając nawet sędzią w okręgu Moss. W hierarchii doszedł na tyle wysoko, że współpracował również z norweskim Sądem Najwyższym.
Jednak w latach 90. niespodziewanie nadarzyła się okazja, aby do lotnictwa wrócić. W 1993 r. w poważne tarapaty finansowe wpadła niewielka norweska linia lotnicza Busy Bee, istniejąca od lat 60. Kjos wraz z grupą pracowników linii wykupił prawa do jej działalności w zachodniej części kraju i założył firmę Norwegian Air Shuttle. Linia przewoziła też pasażerów dla innych norweskich przewoźników. Dopiero w 2002 r. zapadła decyzja o jej przekształceniu w nowy format, podbijający wtedy lotniczy rynek. Tanie linie zapoczątkowywały prawdziwą rewolucję – choć zaproponowały niższy standard podróży (brak posiłków, mniej miejsca dla pasażera, dodatkowe opłaty za bagaż itd.), to jednocześnie tańsze bilety sprawiły, że szybko zaczęła odbierać klientów tradycyjnym przewoźnikom. Miliony pasażerów kupowało bilety nawet za cenę podróży na bardziej odległe od centrów miast lotniska. Kjos miał podobny pomysł, choć jak wspomina głównym celem przy uruchamianiu nowej linii było jak największe zminimalizowanie kolejek do odpraw.

Cena najważniejsza

Pomysł chwycił – o ile w pierwszym roku działalności firma przewiozła 300 tysięcy osób między czterema lotniskami w Norwegii, to w 2012 r. pasażerów było już 16 mln. Linia ma 66 samolotów i lata do 115 lokalizacji – nie tylko w Europie, ale również do Dubaju. Pierwsze zyski pojawiły się już w 2005 r. i obecnie jest także w dobrej kondycji. W 2012 r. przychody Norwegian Air wzrosły 22 proc. do 12,8 mld koron norweskich (ok. 6,9 mld zł), a zysk netto 274 proc. do 456,6 mln koron.
Choć ostatnie dwa lata przyniosły mocny spadek zysku, to teraz firma wychodzi też znacznie poza standardową dla tanich przewoźników działalność. Kjos zapowiedział, że z Oslo oraz ze Sztokholmu Norwegian chce latać do Nowego Jorku czy Bangkoku.
– Chciałem, aby wszyscy pasażerowie mieli na pokładzie samolotu darmowy dostęp do Internetu za pomocą Wi-Fi – mówił w jednym z wywiadów. Dzisiaj jest to w tej linii standard. Nietypowa jak dla niskokosztowej linii jest obecność klasy premium. W samolocie, który ma już wkrótce zacząć latać do USA, miejsc tego typu ma być 37, a pasażerowie będą mieli m.in. więcej miejsca na nogi, ekran do oglądania filmów oraz prawo do wcześniejszego wyboru rodzaju posiłku. Tego typu miejsca mogą być jednak nawet trzy razy droższe od najtańszych, dostępnych w cenach promocyjnych.

Tani lot za ocean

Firma stale się rozwija. Na początku 2012 r. Kjos zapowiedział zakup 222 nowych samolotów za 21,1 mld dol. Dostawcami mają być zarówno Boeing, jak i Airbus. Zdaniem analityków jasno pokazuje to, że linia chce zostać liderem skandynawskiego rynku, a SAS powinien poważnie obawiać się o swoją pozycję w starciu z tak rozwijającym się rywalem.
Kjos podkreśla, że plany ekspansji oczywiście nie będą okazją do podniesienia cen, ponieważ pod tym względem blisko mu do ekscentrycznego szefa Ryanairu Michaela O'Leary. Dla obydwu priorytetem są jak najniższe ceny biletów lotniczych, a Kjos dodatkowo podkreśla, że nawet jako odnoszący sukcesy prawnik i biznesmen nigdy nie zdecydował się na zakup biletu w klasie business. Samolotem lata średnio trzy razy w tygodniu i jest zafascynowany nowoczesnymi technologiami. Często w trakcie podróży kontaktuje się z partnerami biznesowymi za pomocą internetowego komunikatora. – Trzeba myśleć globalnie, jutro może okazać się, że twój największy konkurent jest z Dalekiego Wschodu – mówi.
Jego kolejnym hobby jest sport, głównie narciarstwo oraz żeglarstwo. W jednym z wywiadów powiedział, że przygodę z lotnictwem w charakterze pilota uznaje za definitywnie zakończoną.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA