fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Zdrowie: Polacy dopłacą miliardy do publicznego leczenia

123RF
Na 2 mld zł rocznie ocenił resort zdrowia koszty płatnych świadczeń w publicznych szpitalach. Według ekspertów chorzy zapłacą o wiele więcej.

Choć rząd wstrzymał konsultacje publiczne projektu nowelizacji ustawy o działalności leczniczej, to nie przekreśla całkowicie wprowadzenia możliwości pobierania przez publiczne placówki opłat za leczenie. Jak tłumaczył wczoraj w Sejmie wiceminister Marek Tombarkiewicz, ministerstwo zamierza tylko uszczegółowić zasady takiego rozwiązania.

– Na razie rozpoczęliśmy bardzo gorącą dyskusję o zagrożeniach z tym związanych – powiedział.

Liczby z fusów

Zgodnie z oceną skutków regulacji (OSR) umożliwienie udzielania komercyjnych świadczeń zdrowotnych podmiotom publicznym niebędącym przedsiębiorcami zwiększy ich przychody o 5 proc. Resort przyjął taki wskaźnik na podstawie danych o przychodach samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SPZOZ), które zostały przekształcone w spółki po wejściu ustawy w życie w 2011 r. Ministerstwo obliczyło, że w 2015 r. przychody SPZOZ wyniosły 39,2 mld zł, a 5 proc. tej sumy to 1,96 mld zł. Jak czytamy w OSR, aby osiągnąć ten poziom, suma przychodów SPZOZ powinna wzrosnąć do 5,26 proc., a 5,26 proc. od 39,2 mld zł to 2,062 mld zł.

Zdaniem ekspertów koszty mogą być jednak wielokrotnie wyższe.

- Przede wszystkim w spółki zostały przekształcone tylko 192 SPZOZ na ponad 800 i dotyczy to głównie małych szpitali powiatowych, a te mają ograniczone możliwości realizowania świadczeń komercyjnych, bo nie oferują ich pełnego zakresu – mówi dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. – Zabiegi wysokospecjalistyczne, do których dostęp jest najtrudniejszy, wykonuje się w renomowanych szpitalach akademickich i instytutach, dysponujących wąsko wyspecjalizowaną kadrą.

Z kolei były wiceminister zdrowia Jakub Szulc, ekonomista i dyrektor w EY, uważa, że prognozowanie przychodów ze świadczeń komercyjnych w SPZOZ jest jak wróżenie z fusów.

– Ciężko szacować te sumy, bo nie wiemy, jak będzie wyglądał system. Nie rozumiem konstrukcji, w której pobiera się opłaty przy ryczałcie przyznawanym szpitalom na zabezpieczenie zdrowotne mieszkańców – tłumaczy Szulc.

Dodaje, że w ustawie zabrakło regulacji dotyczących zasad pobierania opłat w SPZOZ.

Zapłacą za zaćmę

Za jakie świadczenia w szpitalach pacjenci gotowi będą zapłacić? Zdaniem ekspertów na pewno nie za skomplikowane operacje warte kilkadziesiąt tysięcy, bo na te pacjentów po prostu nie stać. Pieniądze wydadzą przede wszystkim na te, do których dziś kolejki są najdłuższe i na które będzie ich stać. Ich ceny wahają się od kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Operacja zaćmy to wydatek ok. 1800 zł, endoprotezoplastyka stawu biodrowego – w zależności od rodzaju protezy – od 15 do 20 tys. zł, gastroskopia ok. 230 zł, tomografia komputerowa głowy z kontrastem – ok. 350 zł, a jamy brzusznej 550–700 zł A badania diagnostyczne i porady specjalistów mogą przyciągnąć do renomowanych ośrodków rzesze pacjentów także spoza regionu.

Zdaniem dr. Marcina Pakulskiego, byłego prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, dopłaty będą nieformalnym oczekiwaniem skrócenia czasu na świadczenia zdrowotne i próbą załatwienia sobie miejsca u konkretnego specjalisty. Część pacjentów może traktować wizyty w poradniach przyszpitalnych jak dziś te w prywatnych gabinetach specjalistów. Tym bardziej że najprawdopodobniej będą one tańsze niż oferowane w gabinetach.

Jakub Szulc ostrzega jednak, że bez dodatkowych pieniędzy lekarze nie będą garnąć się do pracy w poradniach przyszpitalnych.

– Lekarz w szpitalu jest dobrem rzadkim, bo pracuje tam tylko tyle, ile musi, a potem zarabia w gabinecie prywatnym. Za zmianą będą więc musiały iść zachęty finansowe dla lekarzy, a o tych w projekcie nie ma mowy – podkreśla Jakub Szulc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA