fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Zapłata za błąd medyka nie tak szybka

123RF
Brak reakcji szpitala na ugodową propozycję odszkodowania nie kończy sporu, jeśli placówka się odwoła.

Najnowsza uchwała Sądu Najwyższego usuwa niejasność pozasądowej procedury dochodzenia odszkodowania za błędy medyczne i łagodzi jej rygoryzm z korzyścią dla placówek medycznych.

30 dni na decyzję

Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu odesłał pacjenta do innego szpitala, ponoć według miejsca zamieszkania, gdzie ten po kilku dniach zmarł.

Żona i dzieci zmarłego wystąpiły o 250 tys. zł zadośćuczynienia, zarzucając szpitalowi, że nie leczył pacjenta, ale odesłał go do gorszej placówki.

Dolnośląska Wojewódzka Komisja ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych stwierdziła zdarzenie uprawniające do proponowanego zadośćuczynienia, ale szpital milczał. Tymczasem według art. 67e ust. 1 ustawy o prawach pacjenta nieprzedstawienie przez placówkę medyczną w terminie 30 dni stanowiska jest równoznaczne z akceptacją wniosku co do okoliczności w nim wskazanych i proponowanego odszkodowania.

Ostra egzekucja

Komisja wystawiła więc zaświadczenie, że rodzinie należy się 250 tys. zł. Szpital odwołał się i dopiero wtedy zaproponował 500 zł zadośćuczynienia, ale komisja odwołanie odrzuciła jako już nieaktualne, a komornik wyegzekwował 250 tys. zł.

Szpital skierował pozew do sądu. Sąd okręgowy go oddalił, a Sąd Apelacyjny we Wrocławiu nabrał wątpliwości, czy po takim milczeniu szpital może kwestionować zaproponowane zadośćuczynienie, a wojewódzka komisja wystawić zaświadczenie stanowiące dla komornika tytuł wykonawczy.

Pełnomocnik szpitala adwokat Marcin Haśko przekonywał SN, że ciało pozasądowe nie powinno wydawać quasi-orzeczeń bez kontroli sądowej.

– Literalnie patrząc na przepis, brak reakcji placówki medycznej oznacza akceptację wniosku, ale trzeba na tę procedurę patrzeć szerzej, że przewiduje drugą instancję, a jeżeli jest prawo do odwołania, to znaczy, że także do zgłoszenia innej kwoty zadośćuczynienia czy jego kwestionowania – wskazał sędzia SN Grzegorz Misiurek. – Tym bardziej że werdykt komisji nie wymaga sądowej klauzuli wykonalności. Podsumowując, procedurę przed komisją należy stosować ściśle – dodał sędzia.

– To trafna uchwała, trudno bowiem wyciągać negatywne konsekwencje wobec osoby, która nie chce ugodowego rozwiązania sporu – wskazuje mec. Juliusz Janas. – Odradzam jednak korzystanie z pozasądowej procedury. Najwięcej można uzyskać w sądzie, a i tak na każdym etapie sprawy można zawrzeć ugodę.

Sygnatura III CZP 13/16

Opinia dla „Rz"

Krystyna Barbara Kozłowska, rzecznik praw pacjenta

Mam zastrzeżenia do komisji wojewódzkich jako alternatywy dla sądownictwa. Nie wydają orzeczeń w ustawowym czteromiesięcznym terminie. Nie sprawdził się też model ustalania odszkodowań. Komisje stwierdzają, czy zdarzenie stanowiło zdarzenie medyczne, nie rozstrzygają zaś o wysokości odszkodowania, gdyż to leży w gestii firm ubezpieczeniowych, a te nie są zainteresowane wypłatą odszkodowań adekwatnych do poniesionych przez pacjentów szkód. Stąd propozycje skrajnie niskich odszkodowań, np. 1 zł albo 100 zł za śmierć pacjenta. Pokrzywdzeni muszą więc występować na drogę sądową, przed którą komisje miały je uchronić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA