fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Fitoreksja: 5 sygnałów, że dbanie o sylwetkę staje się niezdrową obsesją

Fitoreksja częściej dotyka kobiety, ale problem może też dotyczyć mężczyzn
Adobe Stock
Ciągłe liczenie kalorii, ważenie się, ćwiczenia i rozmyślanie o zdrowym stylu życia mogą świadczyć o fitoreksji, czyli obsesji na punkcie bycia fit – czytamy na łamach Onetu. Specjaliści porównują przypadłość do bulimii, anoreksji czy ortoreksji – bo podobnie jak one świadczy o zaburzeniach w postrzeganiu siebie.

Fitoreksja uznawana jest za zaburzenie psychiczne, które polega na obsesyjnym dążeniu do osiągnięcia idealnej, wysportowanej sylwetki. Co w tym niepokojącego? Jak podkreślają specjaliści, osoby cierpiące na fitoreksję uważają, że ich ciało nie wygląda dobrze bez względu na to, jak jest w rzeczywistości. Cały czas dążą do doskonałości, uzależniając się od ćwiczeń i diety. Niezadowolenie z wyglądu jest u nich przyczyną ciągłego stresu, lęku i problemów z relacjami.

Jak czytamy  w Onecie,  fitoreksja dotyka 0,5 proc. społeczeństwa - przeważnie kobiety mieszkające w dużych miastach, pracownice korporacji ok. 30-tki. Zaburzenie często dopada osoby, które wcześniej miały nadwagę lub ważyły kilka kilogramów za dużo. Są one przekonane, że szczupłe ciało gwarantuje powodzenie w życiu prywatnym i zawodowym. Tymczasem osoby z fitoreksją często są samotne i nieszczęśliwe. 

Jak sprawdzić czy dotyczy nas problem fitoreksji? Jest kilka sygnałów, które powinny zaniepokoić i skłonić do wizyty u psychologa.

1. Obsesyjne myślenie o treningu

Między rekreacyjnym a kompulsywnym uprawianiem ćwiczeń istnieje duża różnica. Kiedy codzienny ruch staje się wewnętrznym przymusem to jest uzależnieniem. Jak podkreśla psycholog Katarzyna Kucewicz pierwszym niepokojącym sygnałem jest obsesyjność, która objawia się permanentnym myśleniem o  diecie i ćwiczeniach.

– Zdrowe nawyki są ważne, ale nie powinny być jedynym tematem, który zajmuje naszą głowę. Niestety, często jest tak, że zaczyna się niewinnie – widzimy osobę z pasją, a nie z problemem – przyznała w rozmowie z Onetem Katarzyna Kucewicz, psycholog. Specjalistka podkreśliła, że pochłonięte dbaniem o własne ciało są zwłaszcza kobiety koło 30-stki, pracujące w korporacjach. Znerwicowane i zestresowane. W poczuciu, że tylko siłownia zapewnia im względne wyciszenie i odreagowanie stresów związanych z projektami na wczoraj. – Dbanie o własne ciało daje im poczucie kontroli nad własnym życiem. Mówią na przykład: spójrz, Madonna ma 60 lat i power jak nastolatka. Przyglądam się, czy nie nosi to znamion uzależnienia. Jeśli mija kolejna sesja, a tematy krążą bez przerwy wokół treningów i pudełek, to zaczynam być czujna – relacjonuje psycholog.

2. Ważenie się kilka razy dziennie

Przed śniadaniem, po treningu, po kolacji… Już w 2012 roku naukowcy z Uniwersytetu Minnesoty zauważyli, że częste ważenie wiąże się z niższą samooceną i większą ilością objawów depresyjnych. Dlatego lepiej, jeśli ograniczymy rytuał wchodzenia na wagę do jednego razu w tygodniu lub w miesiącu.

Licznikowi na wadze nie warto ufać z jeszcze innego powodu – wahania masy ciała w ciągu dnia są normalnym, fizjologicznym zjawiskiem. Po zakrapianym grillu, ostrym treningu czy długim locie samolotem możemy ważyć nawet dwa kilogramy więcej, co wcale nie oznacza, że  przytyliśmy. Na naszą aktualną wagę wpływa poziom hormonów płciowych, nawodnienie organizmu, a nawet stres.

3. Liczenie każdej kalorii

Granica między liczeniem kalorii a myślami i zachowaniami, które towarzyszą zaburzeniom odżywiania, jest bardzo cienka. Może już czas porzucić nudne liczby i zaufać intuicji. Intuicyjne odżywianie zakłada, że nasz organizm wie najlepiej, co i w jakiej ilości jest mu potrzebne. Psychodietetycy radzą, by wsłuchać się w siebie, a talerz stanie się naszym sojusznikiem w walce o jak najdłuższe zachowanie zdrowia. Zamiast liczyć kalorie – najlepiej trzymać się wielkości porcji. Warzywa i owoce to pół talerza, jedna czwarta - chude białko, a reszta należy do węglowodanów złożonych. Co z tłuszczem? Dzienna porcja nie powinna być większa niż szczyt kciuka.

 

4. Wiara w to, że idealna sylwetka rozwiąże problemy

Tak się oczywiście nie stanie. – Fitoreksja często dotyka tych, którzy wcześniej mieli nadwagę lub ważyli kilka kilogramów za dużo. Takim osobom wydaje się, że szczupłe ciało gwarantuje powodzenie w życiu prywatnym i zawodowym. Instagram fitnessowych guru wysyła jasny przekaz – jak schudniesz, to będziesz wreszcie szczęśliwa i spełniona. Prawda jest jednak taka, że chociaż szczupła osoba faktycznie może wzbudzać większe zainteresowanie, to finalnie wcale nie jest bardziej szczęśliwa – komentuje Katarzyna Kucewicz.

Zdaniem psycholog, by czuć się dobrze i osiągać sukcesy, potrzeba pewności siebie, a to nie przychodzi ze spadkiem wagi, tylko z poszanowaniem własnego ciała. – Obserwuję w pacjentach pewną zależność. Kiedy chudną, są przez chwilę na haju „nowej sylwetki”, a potem nagle wracają do życia i okazuje się, że jest takie samo jak przedtem. U niektórych pojawia się myśl, że może jak jeszcze bardziej docisną, to poczują obiecywaną błogość na dłużej – dodaje Katarzyna Kucewicz.

5. Unikanie znajomych

Osoby z fitoreksją, tak samo jak z każdym innym zaburzeniem odżywiania, mają trudności w relacjach z innymi i chętniej się alienują. Zdaniem Katarzyny Kucewicz dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze ludzie obsesyjnie dbający o ciało  przeważnie wolą spędzać czas samotnie na siłowni niż ze znajomymi na tuczącym piwie czy kawie i ciastkach. Po drugie mają dość zwracania im uwagi, że są za szczupłe. Wolą unikać krytyki, konfrontacji, ciągłego tłumaczenia się.

Fitorektycy  najchętniej rozmawiają na temat zdrowego stylu życia. Nierzadko namawiają do ćwiczeń i diety innych. Jeśli taki mentoring nie spotyka się ze zrozumieniem, pojawia się frustracja. W efekcie osoby z fitoreksją często są samotne i nieszczęśliwe. Zostaje im tylko nałóg zdrowego stylu życia i grupy wspierające w social mediach.  – Dobrze, jeśli na drodze fitorektyka stanie człowiek empatyczny, który w sposób delikatny, zrównoważony i wspierający będzie dopingował do zerwania z fitoobsesją. Niestety, ludzie nie są terapeutami i nie każdy bliski potrafi wspomóc. Często nawet jak pomagają, to oceniająco, wyśmiewająco, bez empatii tylko z wyrzutem. Dlatego fitorektyk zamyka się w gronie osób podobnych do siebie, też skupionych na byciu fit – trochę jak w sekcie – wyjaśnia psycholog Katarzyna Kucewicz.

Fitoreksja to rodzaj dysmorfofobii

Fitoreksję zalicza się do dysmorfofobii (ang. Body Dysmorphic Disorder, BDD) – podobnie jak anoreksję, bulimię i  bigoreksję (przesadna dbałość o mięśnie). Fiotoreksja bywa nazywana  "sportową bulimią" - kiedy zjedzenie posiłku, zamiast prowokowaniem wymiotów, kończy się dodatkową serią ćwiczeń lub "sportową anoreksją" (kiedy obsesyjnie myśli się o ćwiczeniach jedynie jako o sposobie na spalanie kalorii i schudnięcie).

 

Źródło: Onet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA