fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

Elektromobilność: firmom wywożącym odpady grozi bankructwo

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Firmy sprzątające miasta mogą stracić kontrakty. Winne auta elektryczne.

Samorządy i przedsiębiorcy biją na alarm: od 2020 r. możemy płacić więcej za wywóz śmieci, a w wielu średnich i dużych miastach może być brudno. Wszystko przez rygorystyczne przepisy ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Wynika z nich, że już za kilkanaście miesięcy firmy zajmujące się utrzymaniem czystości i zbieraniem śmieci będą musiały mieć w swoim taborze 10 proc. pojazdów elektrycznych. Jeśli nie – stracą kontrakty.

Elektryczne będą musiały być śmieciarki, odśnieżarki, zamiatarki itp. Wszystko po to, by chronić środowisko i czyste powietrze.

Cel szczytny, ale sposób jego realizacji budzi poważne zastrzeżenia. Marek Wójcik, pełnomocnik zarządu Związku Miast Polskich do spraw legislacji, mówi wprost: To nieuzasadnione i nieracjonalne wymagania.

– Takich elektrycznych pojazdów nie ma. Firmy, które je produkują, dopiero testują prototypy. Pierwsze mają szansę pojawić się w 2020 r. – wyjaśnia Wójcik. I dodaje, że Ministerstwo Energii, wprowadzając taki wymóg, chciało, byśmy stali się liderami. – Nic z tego jednak nie będzie – uważa. Ma również nadzieję, że resort odstąpi od tego wymogu. – Jeśli nie, ucierpią wszyscy – twierdzi.

Brak pojazdów to tylko jeden powód alarmu, który wywołali przedsiębiorcy. Kolejny to ich cena. Z danych udostępnionych przez branżę odpadową wynika, że średni koszt śmieciarki z silnikiem Diesla zaczyna się od 600 tys. zł. Jej elektryczna wersja to wydatek nawet do 3 mln zł. W przypadku mniejszych pojazdów wydatki na elektryczne w zestawieniu z wersją dieslowską trzeba pomnożyć przez dwa. A to nie koniec. Koszt pojazdu to jedno, ale trzeba się jeszcze liczyć z wydatkami na infrastrukturę, eksploatację, regenerację czy sprawdzanie baterii.

– Nie stać nas na to – twierdzą przedsiębiorcy.

W ich obronie stanęli posłowie. Napisali do ministra energii interpelację. Podobnie jak samorządy obowiązki nałożone na firmy oceniają jako trudne do spełnienia, wręcz niemożliwe. Podpowiadają jednak rozwiązanie, które może być i ekologiczne, i tanie. Wystarczy, by resort zdecydował się na pojazdy napędzane gazem ziemnym. Są już dostępne na rynku i nie szkodzą środowisku. Alternatywą mogą być też pojazdy napędzane wodorem. One również są niskoemisyjne.

Jest jeszcze jeden aspekt, na który zwracają uwagę prawnicy. Unijna dyrektywa w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych zaleca, aby tak formułować przepisy, by nie uprzywilejowały określonego rodzaju technologii. Nie powinny więc ograniczać rozwoju alternatywnych paliw.

Tomasz Dąbrowski, wiceminister energii, uspokaja: resort bierze pod uwagę postulaty zgłaszane przez samorządy i przedsiębiorców.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA