fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Najpierw konieczne jest wyjaśnienie stanu prawnego

materiały prasowe
Problem frankowy wykracza poza kredyty. Uchwały Sądu Najwyższego i TSUE mogą mieć znaczenie dla przyszłego prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Banki od stycznia pracują nad ugodami z frankowiczami według pomysłu zaproponowanego przez KNF. To dobre rozwiązanie frankowego problemu?

Każda ugoda, roztropna i wyważona, jest lepsza niż trwanie w sporach i chodzenie po sądach, które pochłania czas i pieniądze. Problem w tym, że ugoda musi mieć odpowiednie stabilne ramy prawne.

W zakresie kredytów frankowych politycy wiele obiecywali, doszło do przekłamań i zaciemnienia obrazu przez wiele grup interesu, takich jak np. kancelarie prawne. W takich warunkach dodatkowo przy niejasnościach prawnych trudno o szybkie wypracowanie finalnego projektu.

Żaden z banków nie uruchomił jeszcze programu powszechnych ugód i tylko nieliczne są przekonane, że to zrobią. Dlaczego?

Decyduje o tym głównie niepewność prawna. Zarządy banków odpowiadają za bezpieczeństwo depozytów, efektywną alokację zasobów, stabilność instytucji finansowych i całego systemu oraz utrzymanie zdolności do finansowania gospodarki. Zarządy muszą dawać rękojmię odpowiedzialnego i bezpiecznego prowadzenia banków. Jeśli mają więc przystąpić do ugód, które będą kosztowne dla banków, muszą mieć pewność, że nie wprowadzają akcjonariuszy i klientów w błąd. Banki są też zobowiązane do spełniania wymogów regulacyjnych. Wyjaśnienie orzecznictwa jest niezbędne, bo zarządy banków są odpowiedzialne wobec akcjonariuszy, w tym OFE i TFI, oraz innych klientów. Muszą mieć pewność, że postępują w ich interesie i zgodnie z prawem. Gdyby zadziałały zbyt pochopnie, mogłyby się narazić na zarzuty o niedochowanie należytej staranności. Dlatego konieczne jest precyzyjne oszacowanie konsekwencji ewentualnych ugód czy ich braku.

Ugody mogą kosztować sektor 35 mld zł, ale alternatywa to dalszy napływ pozwów i porażki w sądach, co w zależności od ukształtowania orzecznictwa może kosztować branżę realnie 70–120 mld zł, a w skrajnym scenariuszu ponad 230 mld zł. Może więc lepiej już teraz zaoferować klientom porozumienia?

Muszę jeszcze raz podkreślić: najpierw konieczne jest wyjaśnienie stanu prawnego. Banki będą mogły zająć stanowisko po uchwałach Sądu Najwyższego i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. One odpowiedzą na kluczowe pytania dotyczące podstawy unieważnień umów, tego czy bankom należy się opłata za udostępnienie przez lata kapitału, istnienia przepisów dyspozytywnych, możliwości istnienia kredytu złotowego ze stawką LIBOR, przedawnienia roszczeń itp. Także klienci muszą wiedzieć, jaki skutek dla nich miałoby unieważnienie umów i oni również wyczekują na wspomniane uchwały, które powinny ułatwić orzekanie. Nadzorcy rozumieją ten problem. Banki przygotowują się do różnych scenariuszy. Poza tym muszą mieć pewność, że ugody nie będą podważane przez klienta i ich zawarcie zamyka sprawę frankowych kredytów. Nie można sobie pozwolić na tworzenie nowych przestrzeni niepewności. Być może w tym zakresie będzie niezbędna punktowa regulacja ustawowa.

Oczekiwanie na uchwały Sądu Najwyższego i TSUE oznacza zatem, że klienci muszą jeszcze poczekać na ugody?

Obie strony powinny uzbroić się w cierpliwość. Muszą też mieć gotowość do tego, aby skonstruować ugodę satysfakcjonującą obie strony procesu. Nie chcę nikogo denerwować, ale jestem przekonany, że w sprawie hipotek frankowych trzeba wreszcie zmienić narrację. Do przestrzeni publicznej przebiła się błędna ocena, że mieliśmy w przypadku tych kredytów do czynienia z oszustwem, że banki wiedziały o przyszłym wzroście kursu franka i zastawiły na klientów pułapkę – trzeba wyraźnie powiedzieć, że to nieprawda. Taka sytuacja wystąpiła w wielu krajach, także należących do strefy euro. Kredyty walutowe w Polsce były udzielane od pewnego momentu tylko osobom o podwyższonej zdolności kredytowej i przy zastosowaniu specjalnych oświadczeń i procedur, które odbiegały od tych udzielanych w kredytach złotowych. Tak wysokie standardy nie były zachowane w innych krajach, gdzie udostępniane były produkty walutowe.

To jednak, co wydarzyło się w świecie po 2008 r., to katastrofy, których nie wywołali klienci polskich banków, polskie banki ani polskie państwo.

Jest trzecia droga, inna niż ugody i procesy sądowe?

Sprawa frankowa jest złożona, ale można nią odpowiednio zarządzić. Banki, klienci i państwo blisko 15 lat temu wykazali się nadmiernym optymizmem w momencie upowszechniania tych kredytów. Były one tańsze i na początku bardziej dostępne, a frank był jedną z najstabilniejszych walut świata, dla klientów były więc wtedy korzystne. Z kolei państwo chciało realizować programy wspierające budownictwo mieszkaniowe, ponadto otrzymało wielkie wpływy z VAT, CIT i innych opłat dzięki tej akcji kredytowej i budowie mieszkań w ten sposób sfinansowanych. Wszyscy zachowali się zbyt optymistycznie, a do umocnienia franka doszło

z powodu takich czynników zewnętrznych, jak kryzys finansowy, wojna na Ukrainie, pandemia czy brak wejścia do strefy euro. Trzeba podejść do rozwiązania tego problemu wręcz tak, jak w warunkach katastrofy. Szukać rozwiązania, wiedząc, że konsekwencje powinny być poniesione przez wszystkich uczestników – banki, klientów i państwo.

Państwo też?

Być może jestem idealistą. Jednak jeśli mielibyśmy znaleźć sprawiedliwe rozwiązanie, to – uwzględniając korzyści, jakie państwo odniosło dzięki tym kredytom – uważam, że tak. Obecnie mogłoby na przykład wesprzeć instytucje finansowe poprzez odpowiednie potraktowanie rezerw i odpisów na hipoteki frankowe, tzn. aby były uznane za koszt podatkowy oraz aby przysporzenie klientom dzięki ewentualnym ugodom nie było opodatkowane. Można też pomyśleć o innych formach wsparcia niektórych klientów w ramach programów mieszkaniowych. To nie są wielkie oczekiwania, a ich realizacja istotnie by pomogła zbudować porozumienie, a nie eskalować spór.

Franki to problem systemowy?

To ważny problem, sygnalizowany od wielu lat przez KSF, KNF czy same banki. Jednak wykracza on poza same franki, bowiem uchwały Sądu Najwyższego i TSUE mogą mieć znaczenie także dla przyszłego prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, nie tylko przez banki. Jeśli się okaże, że stosowanie w umowach tabel kursowych jest podstawą do unieważnień umowy, powstanie problem z różnego rodzaju umowami finansowymi wielu klientów. Jeśli uznano by, że w razie unieważnienia umowy bankom nie należy się opłata za korzystanie z udzielonego kapitału, to mało który bank będzie skłonny do zawierania nowych umów, które mogłyby być w przyszłości podważane. Zatem rozstrzygnięcia prawne dotyczyć będą także przyszłości. Wspominał o tym także NBP.

Niektóre banki szykują się do wprowadzenia ujemnych stóp procentowych dla depozytów klientów indywidualnych, lecz UOKiK stanowczo się temu sprzeciwia. Czemu banki chcą obciążyć oszczędności klientów indywidualnych?

Banki analizują aspekty prawne wystąpienia takiej sytuacji i to, jak wygląda to w innych krajach. Trzeba się liczyć z taką ewentualnością, bo mamy do czynienia z bardzo niskimi stopami procentowymi, ale jednocześnie z dużymi obciążeniami banków. Poza tym pozyskując pieniądze od klientów, banki muszą odprowadzić rezerwę obowiązkową od części depozytów i opłatę na BFG.

Z drugiej strony popyt na kredyt mocno spadł. Ale nawet jeśli bankom już uda się udzielić kredytu, to jest on obciążony podatkiem od aktywów, który pobierany jest bez względu na to, czy bank osiąga zysk. Branża próbuje bronić rentowności, która jest obecnie rekordowo niska, dlatego stara się podnosić opłaty i prowizje. Jednym z tego przejawów są też systematyczne i bolesne redukcje zatrudnienia i oddziałów, lecz walka banków o rentowność nie może odbywać się kosztem bezpieczeństwa i jakości usług bankowych. Stąd próba rozłożenia kosztów na wszystkich interesariuszy: akcjonariuszy, deponentów, kredytobiorców i pracowników.

Postulaty modyfikacji podatku bankowego podnoszone są od paru lat, ale nie przynoszą skutku. Jest szansa na zmianę?

W Polsce 75 proc. finansowania gospodarki zapewnia sektor bankowy. Nie będzie możliwe odbudowanie gospodarki bez silnych banków. Branża była silna i stabilna, lecz teraz staje przed walką o zachowanie tych cech, bo jest przeregulowana. Stąd nasze wnioski, aby zwolnić z podatku bankowego kredyty udzielane po 16 marca 2020 r., czyli od momentu ogłoszenia pandemii, oraz projekty finansowane w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Nowego Ładu, a także listów zastawnych. Proponujemy też, aby odpisy kredytowe banków z powodu pandemii były uznawane za koszt uzyskania przychodu. Jedna

z propozycji zakłada też, aby 50 proc. podatku bankowego trafiało na BFG. W Polsce – w odróżnieniu od innych krajów – całość kwoty podatku od aktywów trafia na cele fiskalne, mimo że banki w naszym kraju po kryzysie nie wymagały wsparcia z pieniędzy publicznych.

Poza tym konieczne jest też wsparcie banków spółdzielczych, które zaczynają notować straty na kredytach preferencyjnych udzielanych dla rolnictwa w poprzednich latach, bo są one powiązane ze stopami procentowymi.

Potrzebne jest w Polsce uruchomienie tzw. AMC odciążającej banki z niespłacanych kredytów?

Asset Management Company pozwoliły w Europie po kryzysie sprzed dekady „odsączyć" niespłacane kredyty od dobrych. Spodziewając się wzrostu nieobsługiwanych kredytów w Polsce, szczególnie wśród mikro-, małych i średnich firm, postulujemy powołanie AMC. Ta instytucja w sposób kontrolowany, rynkowy i transparentny zajęłaby się przejęciem i upłynnianiem kredytów nieregularnych na rynku. Założycielem mogłyby być banki i BFG, udział w kapitale początkowym, który powinien być wart około 1 mld zł, mógłby wynosić odpowiednio 51 proc. i 49 proc. W Krajowym Planie Odbudowy mógłby być zapisany punkt zakładający wydanie kilkuset mln złotych na pokrycie tego kapitału. Jednak po powstaniu AMC kapitał powinien być już pozyskiwany z rynku. Przykłady takich instytucji z innych krajów pokazują,że to dobry pomysł.

Krzysztof Pietraszkiewicz prezesem ZBP jest od 2003 r., wcześniej był dyrektorem biura i dyrektorem generalnym ZBP (z instytucją tą związany jest od 1991 r.). W latach 1998–2006 był przedstawicielem ZBP w Komisji Nadzoru Bankowego. Od 2003 do 2016 r. był członkiem Rady Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Wrocławskiego i podyplomowych studiów w SGH w zakresie finansów i bankowości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA