fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Firmy gorączkowo łowią pracowników na wakacje

Adobe Stock
Z końcem roku szkolnego zaczął się szczyt rekrutacji do sezonowych zajęć. Pracodawcy podnoszą stawki, kuszą perspektywą stałej pracy i sięgają po Ukraińców, bo Polacy wolą saksy za granicą.

160 zł dziennie, czyli ok. 4,5 tys. miesięcznie, może zarobić tego lata pomoc kuchenna w barze w jednej z nadbałtyckich miejscowości, który dodatkowo zapewnia też wyżywienie i noclegi. I wciąż szuka kandydatek, a w ofercie jest też zachęta do składania aplikacji po ukraińsku. Czerwcowa fala upałów przyspieszyła szczyt wakacyjnego sezonu na pracę, więc przedsiębiorcy, którzy wiosną nie zapewnili sobie załogi do barów, restauracji, sklepów czy hoteli na letni sezon, mają teraz problem. I gorączkowo szukają chętnych do pracy, o których jest teraz jeszcze trudniej niż przed rokiem.

Czytaj także: Polacy częściej zmieniają pracę. To duże koszty dla firm

Wolimy odpoczywać

Zarówno z danych agencji zatrudnienia, jak również ze statystyk serwisu ogłoszeniowego OLX wynika, że – podobnie jak w poprzednich latach – także w tym roku najwięcej ofert sezonowych zajęć jest w gastronomii, handlu i budownictwie, nie wspominając o zbiorach owoców i warzyw. – W sezonie każdego miesiąca mamy około 1500 aktualnych ofert pracy w gastronomii i po 600 w handlu oraz budowlance. Niewiele mniej (średnio 580) ofert jest w kategorii kurier/kierowca – twierdzi Paulina Rezmer, rzeczniczka OLX.

Zaznacza jednocześnie, że zainteresowanie wakacyjną pracą tymczasową spada. O ile jeszcze przed dwoma laty na jedną ofertę sezonowych zajęć zgłaszało się średnio 180 chętnych, o tyle od zeszłego roku liczba aplikacji zmniejszyła się do średnio 80. Tę średnią i tak podwyższają oferty kilkukrotnie lepiej płatnej pracy za granicą, które przyciągają średnio po 150 aplikacji. 

Czytaj także: Te kraje UE mają większy problem z pracownikami niż my 

Trend malejącej popularności pracy tymczasowej potwierdzają dane Polskiego Forum HR i Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. Według PFHR liczba pracowników tymczasowych maleje od początku 2018 r. i w I kwartale br. spadła do 320 tys. (prawie o 30 tys. w porównaniu z początkiem zeszłego roku). To efekt kurczącej się liczby kandydatów, których firmy starają się związać ze sobą na dłużej, oferując stałe zatrudnienie. Taką opcją kusi np. firma BSH w Łodzi, która szuka teraz 400 pracowników sezonowych na różne stanowiska do zmodernizowanej fabryki suszarek do ubrań. W lipcu zaczyna się tam tzw. wysoki sezon, który potrwa do końca lutego. Firma, która do rekrutacji w tym projekcie zatrudniła aż trzy duże agencje pracy tymczasowej, kusi kandydatów m.in. ofertą szkoleń i stałymi umowami o pracę dla najlepszych.

Saksy na urlopie

Jak jednak twierdzą przedstawiciele agencji zatrudnienia, ofert wakacyjnej pracy w przemyśle jest znacznie mniej niż propozycji dorobienia w typowych sezonowych branżach – ogrodnictwie, gastronomii, handlu czy eventach. W tych ostatnich popyt na pracowników zwiększa letni wysyp festiwali, kabaretonów i koncertów. Potrzebne są więc hostessy, a także pracownicy do obsługi i współorganizacji imprez, w tym osoby zajmujące się skanowaniem biletów.

Jak twierdzi Karina Knyż-Grzywa, dyrektor biura SAZ, chociaż wybór ofert sezonowej pracy jest teraz większy niż przed rokiem, a stawki w porównaniu z minionymi wakacjami także wzrosły (średnio o 10–15 proc.), to chętnych ubyło. Wielu amatorów letniego dorabiania wybiera saksy na Zachodzie. Zdaniem Anety Janik-Barciś, prezes częstochowskiej agencji Macro Work, często zdarza się, że nawet osoby ze stałą pracą w kraju biorą miesiąc, dwa urlopu i wyjeżdżają do sezonowych zajęć w Holandii, we Francji czy w Niemczech. Jeśli w Polsce zarabiają ok. 3 tys. zł, tam mogą zarobić cztery razy więcej. Jak przypomina Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progres, o ile w Polsce przy zbiorach owoców i warzyw można zarobić około 15 zł netto za godzinę, o tyle za granicą równowartość 40 zł (a niekiedy więcej). – Wybór jest prosty, tym bardziej że to praca na wakacje – dodaje Maciołek. Jak jednak zaznacza Agnieszka Zadrożna, dyrektor regionu w Work Service, o ile w mniejszych miejscowościach pracownik sezonowy zgodzi się na wynagrodzenie rzędu 15 zł brutto za godzinę, o tyle w dużych miastach czy nad morzem oczekiwania płacowe zaczynają się od 20 zł brutto.

Wejściówka lub premia

Jak twierdzi Karina Knyż- Grzywa, według agencji zrzeszonych w stowarzyszeniu zdecydowaną większość prac sezonowych w Polsce wykonują obcokrajowcy, najczęściej Ukraińcy, choć część z nich wybiera teraz pracę na czarno w Niemczech (ułatwienia w ich zatrudnieniu wejdą w życie w 2020 r.).

W rezultacie nie jest łatwo o sezonowych pracowników, szczególnie w ogrodnictwie, gdzie odzew jest najmniejszy. Nieco łatwiej jest w gastronomii i handlu, gdzie również wybór ofert jest największy. Zdaniem Agnieszki Nalepy, eksperta rynku pracy z agencji rekrutacyjnej Manpower, sporym zainteresowaniem cieszą się oferty pracy w branży eventowej, które dają pracownikom możliwość udziału w imprezie. Np. na festiwalu Open'er w Gdyni oferowano 35 zł na godzinę i wejście na festiwal.

Firmy, które nie mogą zapewnić takich atrakcji, kuszą niekiedy darmowym zakwaterowaniem i wyżywieniem, a także premiami. Tak robi Jeronimo Martins Polska, właściciel Biedronki. Latem sieć powiększa załogę sklepów nad Bałtykiem, zapełniając wakaty pracownikami z innych części kraju. Według biura prasowego JMP w tym roku z ofert pracy w nadbałtyckich miejscowościach promowanych jako „wakacje z Biedronką" skorzysta ok. 240 ochotników. JMP finansuje im zakwaterowanie i dojazd, a dodatkowo w lipcu i sierpniu oferuje do 350 zł brutto miesięcznej premii dla sprzedawcy/kasjera. – W tym roku daliśmy pracownikom sklepów w kurortach możliwość otrzymania 175 zł brutto nagrody letniej także w czerwcu – dodają w biurze prasowym JMP.

Do kuzyna za granicą

Chęć do wakacyjnych saksów zwiększają mieszkający tam znajomi i rodzina. Ponad dziewięciu na dziesięciu młodych Polaków, którzy planują wyjazd zarobkowy za granicę, ma tam (71 proc.) albo miało (22 proc.) bliskich i znajomych – wynika z sondażu firmy TransferGo (operatora platformy do przelewów międzynarodowych), który w maju br. objął ponad 500 osób w wieku 18–35 lat. Ponad dwie trzecie z nich planuje pracować za granicą góra rok, z czego połowa myśli o sezonowym wyjeździe na okres od dwóch miesięcy do pół roku. Najpopularniejszym kierunkiem są Niemcy, które wskazał prawie co czwarty z badanych. Kolejne najczęściej wybierane kraje to Holandia i Wielka Brytania (odpowiednio: 12,5 proc. i 11,7 proc. wskazań).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA