fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2019

Michał Szułdrzyński: PiS robi z Kościoła politycznego zakładnika

Fotorzepa, Michał Kolanko
Sojusz tronu i ołtarza w każdej demokracji jest problemem. Ale w Polsce grozi bardzo poważnymi skutkami. Dla Prawa i Sprawiedliwości – bo przeniesienie politycznego sporu na grunt religijny może mieć bardzo konfrontacyjny efekt. Dla Kościoła – bo może przyspieszyć proces laicyzacji Polaków.

Każdy dobry Polak musi wiedzieć, jaka jest rola Kościoła, musi wiedzieć, że poza nim jest – jeszcze raz to powtarzam – nihilizm. I ten nihilizm my odrzucamy, bo nihilizm niczego nie buduje, nihilizm wszystko niszczy – mówił w sobotę Jarosław Kaczyński podczas konwencji programowej PiS. Nikt po tych słowach nie może mieć wątpliwości, że prezes partii rządzącej usiłuje wziąć Kościół jako zakładnika w kampanii wyborczej.

Pomijając wszystko inne, ta wypowiedź jest nieprawdziwa. W samym PiS znaleźć można zdeklarowanych ateistów – czy są wobec tego nihilistami? Jeśli tak – to co robią w partii rządzącej, która z nihilizmem chce walczyć? Jeśli nie – to znaczy, że twierdzenie, iż poza Kościołem jest tylko nihilizm, jest po prostu nieprawdziwe. Ale przywdziewanie przez Jarosława Kaczyńskiego szat głównego obrońcy Kościoła oznacza wciągnięcie tego ostatniego do ostrego sporu politycznego.

Utożsamienie Kościoła i PiS ma bowiem daleko idące konsekwencje. Przytulanie się rządzących do Kościoła prowadzić ma bowiem do sytuacji, w której krytyka PiS będzie utożsamiana z krytyką Kościoła, a atak na PiS staje się atakiem na religię. PiS na tym sporo zyskuje, otrzymuje bowiem wyższą, nadprzyrodzoną sankcję swoich rządów.

Kościół może jednak wyłącznie stracić. Jest on bowiem katolicki, czyli powszechny. Niesie dobrą nowinę wszystkim, bez względu na narodowość czy kolor skóry, bez względu na to, czy głosują na Konfederację, PiS, PSL, PO czy SLD. Kościół – co podkreślał Jan Paweł II – nie głosi żadnych politycznych tez. Sferą jego działalności jest i powinna być metapolityka – troska o poszanowanie ludzkiej godności i podstawowych praw człowieka. Kościół prowadzący bieżącą politykę porzuca głoszenie ewangelii na rzecz głoszenia ideologii – jedynej słusznej prawdy, z odpowiedziami na każde pytanie i brakiem tolerancji dla jakichkolwiek wątpliwości. Kościół upolityczniony to nie Kościół Boga Miłosiernego, ale surowego sędziego. Ale przede wszystkim to nie Kościół powszechny.

Zbytnie upolitycznienie Kościoła w każdym demokratycznym kraju jest problemem, ale w Polsce może mieć szczególnie opłakane konsekwencje. PiS nie będzie rządzić wiecznie, a polityczni przeciwnicy mogą chcieć wziąć na Kościele zemstę. A jeśli PiS będzie rządzić kolejne cztery lata, następne wybory zmienią się w totalne starcie ideologiczne, gdzie religijna prawica ścierać się będzie z postępową i liberalną lewicą. Kto wygra, nie będzie brał jeńców. Paradoksalnie więc zbytnie zbliżenie Kościoła i PiS może w przyszłości przyspieszyć proces laicyzacji i doprowadzić do polskiej wersji turbozapateryzmu.

Ale najważniejsze jest chyba to, że sojusz z PiS daje dziś Kościołowi poczucie błogości. W efekcie słabnie presja na uporanie się z jego problemami. Nie widać więc w Kościele szczególnego zapału do zwalczania zbrodni pedofilii. Biskupi chętnie wojują z „tęczową zarazą", z ideologią dżender, ale znacznie mniej ochoczo z pedofilią w Kościele. Film Sekielskich wywołał tylko krótkotrwały wstrząs, a Kościół postanowił owo chwilowe wzmożenie przeczekać. I na krótką metę to zadziałało. W dłuższej perspektywie ukrywanie tych problemów obróci się przeciwko Kościołowi. Nierozwiązane problemy i ukryte grzechy powrócą ze zdwojoną siłą. Tak się stało w Niemczech, USA, Australii czy Irlandii. Nie ma chyba powodu, by w Polsce miało być inaczej

Nie brak w Polsce hierarchów, którzy zdają sobie sprawę z tego ryzyka. Jednak większość woli żyć w złudzeniu, że PiS troszczy się o Kościół z powodu realnego przywiązania do wartości, a nie z politycznego wyrachowania. Paradoksalnie może skończyć się to spełnieniem obietnicy złożonej w 2007 roku przez Donalda Tuska, że Polska będzie drugą Irlandią. Tuskowi chodziło o bogactwo tego kraju, tymczasem może się ziścić scenariusz upadku tamtejszego Kościoła.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA