fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2015

Nie będzie drugiego Biedronia w Sejmie

W tych wyborach kandydowała rekordowa liczba osób LGBT. Mandatu nie zdobyła jednak żadna.

– Zdecydował splot okoliczności – mówi Adam Ostolski, jawny gej, współprzewodniczący Partii Zieloni i kandydat Zjednoczonej Lewicy do parlamentu. W ten sposób tłumaczy, dlaczego do Sejmu nie dostał się żaden kandydat LGBT, czyli lesbijka, gej, bi- lub transsseksualista nie ukrywający swojej orientacji.

Takich osób było wyjątkowo dużo. Spisy kandydatów LGBT publikowały w internecie portale i profile na Facebooku poświęcone mniejszościom seksualnym. Zestawiając nazwiska z list można obliczyć, że w sumie kandydatów nie kryjących, że są nieheteroseksualni, było aż 27.

Na czym polega wspomniany splot okoliczności? Większość, bo 12 kandydowało z Partii Razem i praktycznie nie miało szans na wybór, bo zgodnie z przewidywaniami, nie przekroczyła ona progu wyborczego. Jednak kolejni mieli już szanse na wejście do Sejmu.

10 homoseksualistów startowało z list Zjednoczonej Lewicy, a niektórzy mieli wysokie miejsca na listach. Przykładowo Adam Ostolski dostał „jedynkę" w Szczecinie, a Krystian Legierski – „trójkę" w Warszawie. Ostatecznie Zjednoczona Lewica znalazła się tuż pod ośmioprocentowym progiem wyborczym dla koalicji i nie wprowadziła do Sejmu żadnego posła.

Sztuka wejścia do Sejmu nie udała się Radomirowi Szumełdzie, jedynemu jawnego gejowi na listach PO. Jednak o największym pechu może mówić Agnieszka Łuczak.

W ubiegłym roku Łuczak przeszła do drugiej tury wyborów na prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego. Do Sejmu startowała z „jedynki" na liście Nowoczesnej Ryszarda Petru w okręgu z siedzibą w Piotrkowie Trybunalskim. Przegrała o włos, bo to okręg trudny dla wszystkich kandydatów spoza listy PiS.

– Mamy w okręgu „spadochroniarza" Antoniego Macierewicza, który wyciąga trzy, cztery mandaty dla PiS – mówi Agnieszka Łuczak. – Szkoda, że mniejszości seksualne nie będą miały swojej reprezentacji w Sejmie. Szczególnie w momencie, gdy do głosu dochodzą środowiska silnie prawicowe – dodaje.

Z punktu widzenia działaczy na rzecz mniejszości seksualnych niedzielne wybory i tak były pewnym sukcesem. Liczba ujawnionych kandydatów LGBT była bowiem rekordowa. Jeszcze cztery lata temu do Sejmu startowało tylko dziewięć osób jawnie deklarujących się jako osoby homo-, bi- lub transseksualne. Mandaty udało się zdobyć dwójce z nich: Annie Grodzkiej i Robertowi Biedroniowi.

– Akceptacja dla geja i lesbijki w roli polityka wrosła po tym, gdy Robert Biedroń wszedł do Sejmu. Ludzie zobaczyli, że jest normalnym, ciężko pracującym posłem – zauważa Adam Ostolski.

Jego zdaniem to dlatego w ubiegłorocznych wyborach samorządowych kandydowało już 25 osób LGBT, choć mandat zdobył tylko jeden, ponownie Biedroń, kandydujący tym razem na prezydenta Słupska. Większość kandydatów sama informowała o swojej orientacji w portalach internetowych dla LGBT. Podobnie było przed niedzielnymi wyborami do Sejmu.

– Zmienia się nastawienie społeczne – mówi Adam Ostolski, a jego zdaniem świadczy też o tym fakt, że wyborcy nie emocjonują się już orientacją kandydata. – W mojej kampanii ten temat niemal nie istniał. Podczas spotkań wyborcy nie pytali mnie o orientację seksualną, a o poglądy na gospodarkę morską i przemysł stoczniowy – wylicza.

Podobne wspomnienia ma Agnieszka Łuczak. – W kampanii temat mojej orientacji pojawił się tylko raz. W debacie radiowej mało sensowne pytanie w tej sprawie zadał mi kandydat PiS, kierowca Antoniego Macierewicza – relacjonuje.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA