fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wspomnienia

Nie żyje Stanisław Fijałkowski

Stanisław Fijałkowski
Stanisław Fijałkowski (1922-2020)
Fotorzepa/Marian Zubrzycki
W Łodzi nad ranem w dniu swoich 98. urodzin zmarł Stanisław Fijałkowski - jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich malarzy.

Tę informacje podał Mariusz Wilczyński, reżyser, a zarazem uczeń profesora.

Obrazy Stanisława Fijałkowskiego były pokazywane na blisko 700. wystawach krajowych i zagranicznych. Artysta reprezentował Polskę na Biennale w Sao Paulo (1969) i na Biennale w Wenecji (1972). W roku 1977 wyróżniono go Nagrodą Krytyki Artystycznej im. Cypriana Kamila Norwida, a w 1990 uhonorowany został prestiżową Nagrodą im. Jana Cybisa.

W 2017 roku opowiadał mi m.in.:

- Gdybym miał w dzieciństwie w domu instrument, to nie byłbym malarzem, tylko kompozytorem, bo to mnie bardziej ciekawiło. Albo też bym się bardziej zainteresował teatrem. Jestem malarzem i grafikiem jakby z konieczności. Bo nie było już możliwości po wojnie. Gdy się skończyła miałem 23 lata.

Był uczniem Władysława Strzemińskiego, także jego asystentem.

„Na pierwszym plenerze próbował mnie naprowadzić na zasady widzenia impresjonistycznego - i to mu się udało” – zwierzył się w jednym z wywiadów Fijałkowski.

Całe życie twórcze bardzo intensywnie pracował jako grafik i malarz.

Na pytanie, czy ważniejsze jest dla niego malarstwo czy grafika odpowiadał przed laty w jednym z wywiadów: „Nie jest to ważne rozróżnienie. Dobre grafiki robili przeważnie dobrzy malarze. Uważam się za malarza – ale grafika jest mi potrzebna, aby w innej niż malarstwo technice wypróbować tę samą myśl, by pokonać inne trudności”.

Po raz ostatni pokazywał publicznie 18. świeżo namalowanych przez siebie obrazów w przededniu swoich 95. urodzin na wystawie w łódzkiej Galerii Olimpus. Już wtedy bardzo słabo widział.

– Asystuję mu – nazywam się pantografem, który ułatwia profesorowi warsztatową rzeczywistość m.in. mieszam farby – opowiadał wtedy „Rz” Wojciech Leder, jego uczeń i zarazem kurator wystawy. - Prosi mnie na przykład, żebym dobrał jakiś kolor – mieszam więc zgodnie ze wskazaniami, pokazuję efekt profesorowi. Potem na płótnie okazuje się, że wszystko idealnie pasuje. To bardzo wyjątkowy proces twórczy, w czasie którego profesor komponuje jakościami wyobrażeniowymi - kształty, kolory i formę plastyczną. Te prace są bardzo intensywne, żywe i jednocześnie tak „fijałkowskie”, że nie sposób pomylić ich z innym autorem - wciąż są te same kolory, kształty i gest. Profesor podkreśla, że najważniejszy jest „nerw w ręce”.

W 2018 roku w warszawskiej galerii Spectra Art Space odbyła się ostatnia, retrospektywna wystawa prezentująca jego bogatą twórczość.

– Wiele ważnych rzeczy jest tajemnicą – mówił w czasie spotkania prasowego prof. Stanisław Fijałkowski. - Życie jest tajemnicą. Nie wiadomo skąd przybywamy i dokąd odchodzimy.

Odpowiadając na pytanie, dlaczego tworzy cykle mówił:

– Są wygodne, bo jeden obraz powoduje wyłanianie się kolejnego. Pojawia się jakiś mały problem i maluje się kolejny w nadziei, że będzie lepszy od poprzedniego.

Stwierdził też, że jednym z najważniejszych jego obrazów jest „Anioł w postaci dżdżownicy”.

- Czy my wiemy w jakiej postaci ukazują się nam anioły? Mogą przecież ukazać się w postaci dżdżownicy.

Profesor Fijałkowski wspominał też Jerzego Nowosielskiego jako „najważniejszego przyjaciela, z którym łączyło go poczucie duchowości” oraz Teresę Tyszkiewiczową jako ważną postać łódzkiego środowiska artystycznego, z którą lubił wspólnie słuchać muzyki z płyt.

Przypominał także, że uczenie studentów na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych dawało mu niezależność.

Był człowiek renesansu - słuchał muzyki, pisał raptularz. Publikował też teksty będące komentarzem do własnej twórczości. Kręcił filmy swoją kamerą.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA