fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Coraz bliżej do rozwiązania w Syrii

Syryjscy Kurdowie odgrywają kluczową rolę w walce z tzw. Państwem Islamskim. Na zdjęciu bojownicy kurdyjscy po zdobyciu Al-Karamah w pobliżu Rakki.
AFP, Delil Souleiman
Na frontach syryjskiej wojny domowej jest od niedawna dość spokojnie. Co dalej, nie wiadomo.

Po sześciu latach morderczej wojny domowej w Syrii górą jest prezydent Baszar Asad wspierany przez Rosję, Iran i szyicki Hezbollah. Utrzymał władzę, a na obszarach kontrolowanych przez siły rządowe mieszka dwie trzecie pozostałej w Syrii ludności.

Niewielkie skrawki przy granicy z Izraelem znajdują się pod kontrolą zbrojnej opozycji, jak i niewielka enklawa na południe od Homs, a także północno-zachodnia prowincja Idlib. Północ kraju jest pod kontrolą syryjskich Kurdów. Dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego (ISIS) zajmują rejon Rakki oraz wąski pas wzdłuż brzegów Eufratu w kierunku Iraku. ISIS jest w odwrocie i wszystko wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach poniesie ostateczną klęskę.

Kolej na Genewę

W takiej sytuacji rozpoczyna się we wtorek w Genewie kolejna runda negocjacji przedstawicieli stron w wojnie domowej pod auspicjami ONZ. Czas sprzyja, gdyż  od tygodnia funkcjonują w Syrii cztery strefy wstrzymania walk, co przedstawiciele Rosji, Turcji, Iranu oraz wysłannicy Asada uzgodnili z początkiem maja w Astanie. Wygląda na to, że jest to dobry początek zawieszenia broni w krwawej wojnie, która pochłonęła już co najmniej 320 tys. ofiar śmiertelnych, jak szacuje ONZ.

W założeniu w Genewie powinny zapaść decyzje dotyczące udziału sił pokojowych ONZ, które mogłyby w przyszłości kontrolować przestrzeganie rozejmu. Mógłby to być wstęp do politycznych rozwiązań. Przynajmniej na razie na to się nie zanosi, ostrzega Staffan de Mistura, negocjator ONZ. Administracja Donalda Trumpa nie angażuje się w rozmowy genewskie w takim stopniu, jak to czynił John Kerry, z czasów Baracka Obamy.

Donald Trump ma inne priorytety i przygotowuje grunt do ostatecznej rozprawy z dżihadystami z tzw. Państwa Islamskiego na terenie Syrii. Stąd dostawy broni i sprzętu wojskowego dla syryjskich Kurdów z YPG, czyli Powszechnych Jednostek Obrony, armii samozwańczej kurdyjskiej autonomii na północy Syrii.

Co ma Trump dla Erdogana

To bojownicy YPG atakują obecnie pozycje dżihadystów w pobliżu Rakki, stolicy kalifatu, przy czynnej pomocy amerykańskiego lotnictwa. – YPG jest nieodzowne dla zapewnienia zwycięstwa, co najmniej w Rakce – przekonywała kilka dni temu Dana White, rzeczniczka Pentagonu.

– Nie sposób zwalczać jedną grupę terrorystów przy pomocy innej – oznajmił prezydent Recep Tayyip Erdogan. Wyraził też nadzieję, że w czasie wtorkowego spotkania z Donaldem Trumpem w Białym Domu zdoła skłonić go do zmiany decyzji.

– Nie ulega dla nikogo wątpliwości, że YPG jest dla Turcji poważnym zagrożeniem z racji ścisłej współpracy z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK) walczącą od czterech dekad o niezależność południowo-wschodnich regionów Turcji – tłumaczy „Rz" prof. Ilter Turan z uniwersytetu Bilgi w Stambule. Jego zdaniem Erdogan jest zdecydowany na wszystko, aby nie dopuścić do utworzenia przez syryjskich Kurdów quasi-państwa na obszarach wzdłuż granicy z Turcją na wzór irackiego Kurdystanu. Faktem jest jednak, że kurdyjska autonomia w Syrii działa od czterech lat, nosi nazwę Rożawa.

– Trump starać się będzie przekonać Erdogana do zaakceptowania amerykańskiej strategii w walce z ISIS obietnicą pomocy finansowej – analizuje w rozmowie z „Rz" Gunter Mulack, były ambasador Niemiec w Syrii.

Jego zdaniem Erdogan zaoferować może Trumpowi, że to armia turecka rozprawi się z ISIS na terenie Syrii bez angażowania YPG. Prezydent Turcji zgłasza taką gotowość od dawna.

Moskwa wydaje się nie mieć nic przeciwko. Jak oświadczył w poniedziałek prezydent Władimir Putin, Rosja w żadnym wypadku nie zdecyduje się na dozbrajanie YPG, z którą to „formacją utrzymujemy robocze kontakty", jak powiedział.

ISIS pod ścianą

Tak czy owak losy tzw. Państwa Islamskiego wydają się być przesądzone i jedynie kwestią czasu jest upadek Rakki tak jak ostateczne opanowanie przez iracką armię Mosulu, pierwszej stolicy samozwańczego kalifatu. Prócz Kurdów z YPG ofensywę na Rakkę przygotowuje syryjska armia wspomagana przez Rosję.

YPG nie prezentuje wrogości wobec Asada i po zakończeniu wojny domowej w Syrii pragnie utrzymywać dobre relacje z Damaszkiem, licząc na utrzymanie pewnej samodzielności regionalnej. Taki układ jest korzystny dla Rosji, której zaangażowanie w Syrii ma wymiar strategiczny. Turcja nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Także Waszyngton.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA