fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Erdogan i Putin rozmawiają o planie dla Syrii

Amerykańscy żołnierze, którzy opuścili 21 października północną Syrię, są już w irackim Kurdystanie
afp
Prezydent Turcji przybył do Soczi, aby uzyskać aprobatę działań przeciw Kurdom. Do sprawy może się włączyć NATO.

– Odnosimy się ze zrozumieniem do obaw Turcji związanych ze swoim bezpieczeństwem oraz walką z elementami terrorystycznymi. Liczymy na to jednak, że działania Turcji będą proporcjonalne do zagrożenia. Nie powinny też zakłócić procesu pokojowego uregulowania konfliktu w Syrii – to słowa rzecznika Władimira Putina bezpośrednio przed jego wtorkowym spotkaniem z prezydentem Erdoganem w Soczi.

Do zamknięcia tego wydania gazety rozmowy przywódców trwały. Z wcześniejszych doniesień z Moskwy wynika, że Rosja opowiada się za porozumieniem Ankary z Damaszkiem na wzór umowy zawartej w 1998 r. Na jej podstawie armia turecka miała prawo pościgu za terrorystami na kilka kilometrów w głąb Syrii. Chodziło o bojówki kurdyjskie związane z separatystyczną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Nie jest jasne, czy takie rozwiązania zadowalają przywódcę Turcji. Na pewno przychylnie ocenia rosyjską wrażliwość na bezpieczeństwo Turcji.

Czas na Niemcy

Tureckie władze nie są więc w stanie zrozumieć, dlaczego Zachód nie podziela ich zdania na temat bezpieczeństwa państwa. Niemiecki szef dyplomacji Heiko Maas wyjaśnił to niedawno, argumentując, że ofensywa turecka w Syrii jest po prostu niezgodna z prawem międzynarodowym.

Wcześniej Erdogan nazwał Maasa „politycznym dyletantem”. Fakt, że w Niemczech mieszkają ponad trzy miliony imigrantów i ich potomków z Turcji, w tym milion Kurdów, zmusił jednak Berlin do politycznej aktywności w sprawie Syrii.

Annegret Kramp-Karrenbauer, szefowa resortu obrony oraz przewodnicząca CDU, zaproponowała więc ustanowienie strefy bezpieczeństwa w północnej Syrii z udziałem państw NATO w tym Turcji, ale także i Rosji. Ma zamiar przedstawić ten plan na rozpoczynającym się w czwartek posiedzeniu państw sojuszu.

– Po raz pierwszy mamy na stole konkretną propozycję, a nie wyłącznie apele pod adresem Turcji. W dodatku niemiecki plan zakłada istnienie strefy bezpieczeństwa w Syrii wzdłuż granicy z Turcją. A to jest główny postulat Erdogana – mówi „Rzeczpospolitej” Gunter Mulack, były ambasador RFN w Damaszku. W jego opinii trzeba mieć nieco zrozumienia dla tureckich obaw. Zdaniem Berlina nie może być mowy o finansowaniu osadnictwa syryjskich uchodźców w nowej strefie bezpieczeństwa. Prezydent Erdogan liczy na 26 mld dol. z zagranicy na ten cel, o czym mówił we wrześniu w ONZ. Ankara przypomina, że w znajdujących się pod kontrolą Turcji i jej syryjskich sojuszników obszarach Syrii na zachód od Eufratu osiedliło się ponad 260 tys. uchodźców.

Amerykanie poza grą

W chwili, gdy Erdogan i Putin rozpoczynali rozmowy w Soczi, na froncie w Syrii sytuacja rozwijała się nie całkiem po myśli prezydenta Turcji. Przed wylotem do Soczi przyznał, że kurdyjscy bojownicy z YPG wycofują się z zajmowanych pozycji w 120 km pasie pomiędzy miastami Ras al-Ain oraz Tel Abiad.

Jednak tysiące nadal pozostają na stanowiskach wzdłuż granicy. Erdogan grozi więc ofensywą, jeżeli YPG się nie wycofa. Termin wynegocjowanego w ubiegłym tygodniu przez USA zawieszenia broni upływał w wtorek o 22 lokalnego czasu.

Pomiędzy siłami YPG a armią turecką nie ma już żołnierzy USA , którzy w poniedziałek przekroczyli granicę z Irakiem. Jest wprawdzie mały oddział na wschód od Eufratu, którego zadaniem jest zabezpieczenie instalacji naftowych. Tych samych, które usiłowali niemal dwa lata temu opanować rosyjscy najemnicy, do czego nie dopuścili Amerykanie, masakrując Rosjan. Tymczasem rosyjskie siły oraz reżimowa armia syryjska opanowały dwa ważne miasta graniczne: Kobane oraz Manbidż.

Było to możliwe po zawarciu z inicjatywy Rosji porozumienia pomiędzy reżimem w Damaszku a Kurdami z YPG, którzy zdecydowali się na ten krok po wejściu tureckiej armii do Syrii dwa tygodnie temu. Zrezygnowali z marzeń o niepodległości czy nawet autonomii w Syrii, unikając unicestwienia przez armię turecką. Ankara udowadnia, że YPG to przedłużenie tureckiej separatystycznej PKK i obie te terrorystyczne organizacje zagrażają bezpieczeństwu Turcji, jedna wewnątrz kraju, druga na granicy.

Teraz Rosja

Według obecnych planów Ankary utworzona już częściowo strefa bezpieczeństwa w Syrii powinna zostać rozszerzona na pozostały odcinek granicy od Eufratu do Iraku, o długości 440 km.

Zdaniem tureckich mediów armia pozostanie tam na dłużej. Warunkiem jest jednak współpraca z Rosją, która rozdaje obecnie karty w Syrii. – Tam jest dużo piasku. Jest się gdzie bawić – twierdzi Donald Trump.

Rosyjskie media widzą to inaczej. „Putin wygrywa na loterii. Nieoczekiwany sukces na Bliskim Wschodzie” – głosił „Moskowskij Komsomolec”. Zdaniem renomowanego „Kommiersanta” można odnieść wrażenie, że Trump jest rosyjskim agentem, bo działa na rzecz Rosji.

– Częścią rosyjskiej strategii w Syrii jest pogłębienie podziału pomiędzy Zachodem a Turcją poprzez wykazanie większego zrozumienia dla potrzeb bezpieczeństwa Turcji – pisze dziennik „Hürriyet”. Z kolei zaangażowanie Rosji w Syrii i regionie „Wall Street Journal”  tłumaczy spodziewanymi przez Moskwę korzyściami ekonomicznymi w postaci wpływów na politykę eksporterów ropy OPEC oraz nadziejami na otwarcie rynku na rosyjską broń.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA