fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Nie ma akt – nie ma sprawy Roberta Biedronia

Robert Biedroń
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Zgubione w sprawie o znęcanie się dokumenty nie zostaną odtworzone. Powód? Niemożliwe jest wszczęcie takiego postępowania z urzędu.

Akta sprawy Roberta Biedronia o znęcanie się i spowodowanie uszczerbku na zdrowiu własnej matki zginęły z Sądu Rejonowego w Krośnie. Kiedy? W jakich okolicznościach? Zapytaliśmy o to Krzysztofa Szmidta, prezesa Sądu Rejonowego w Krośnie.

– Fakt zaginięcia ujawniony został na początku czerwca 2013 r. – informuje prezes. Wyszło to na jaw, gdy dziennikarz zwrócił się o wyrażenie zgody na dostęp do nich. Okazało się wówczas, że akt nie ma w archiwum. Przeprowadzona kontrola i sprawdzenie archiwum nie doprowadziły do ich odnalezienia. Kontrola prezesa sądu także nic nie zmieniła.

– W związku z tym, że zaginęły akta, rozważałem ich odtworzenie – informuje „Rz" .

Dyspozycja art. 161 kodeksu postępowania karnego stanowi, iż jeżeli zaginęły akta sprawy prawomocnie zakończonej, odtworzenie nastąpi w częściach niezbędnych do wykonania orzeczenia, wznowienia postępowania, przeprowadzenia postępowania w trybie kasacji albo urzeczywistnienia innych uzasadnionych interesów stron.

W opinii prezesa żadna z tych przesłanek nie zachodzi. W konsekwencji niemożliwe jest wszczęcie z urzędu postępowania o odtworzenie akt.

Co to za sprawa?

Prawie 20 lat temu krośnieńska prokuratura postawiła Biedroniowi zarzuty spowodowania uszczerbku na zdrowiu i znęcania się (art. 157 i art. 207 kodeksu karnego).

Sąd wówczas warunkowo umorzył postępowanie. Przy okazji tej sprawy na jaw wyszło, że jej akta nie są jedynymi, które giną w sądach. Są ich setki. Ile konkretnie, nie wiadomo, bo Ministerstwo Sprawiedliwości, jak samo przyznaje, nie prowadzi takich statystyk. Do zaginięcia najczęściej dochodzi poprzez włożenie jednych akt w drugie. Znajdują się często po wielu miesiącach, przy okazji, często w trakcie odtwarzania. W związku ze sprawą Biedronia znów wróciło pytanie, co robić, by do znikania akt nie dochodziło. Pomysłów jest kilka. Sędziowie mówią np. o wprowadzeniu elektronicznego obiegu dokumentów, np. z wykorzystaniem już istniejących mechanizmów z dostępem i potwierdzeniem przez profil zaufany, e-dowód.

Wzorem Trybunału Sprawiedliwości UE wszystkie dokumenty powinny być kopiami w formacie A4. Dostępne powinny być akta elektroniczne, oryginalne tylko wyjątkowo, ze szczególnym nadzorem, procedurą kontroli obiegu, za opłatą.

Dzięki temu przyspieszany jest proces – elektroniczny obieg likwiduje czas doręczenia i czekania na „zwrotki".

Poza tym akta nie giną – w obiegu jest forma elektroniczna, oryginały wydaje się tylko wyjątkowo. Likwiduje się też kolejki do czytelni i oszczędza pieniądze na pensjach osób i firm obsługujących.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA