fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Polska w Europie. Jak wyrwaliśmy się ze skansenu

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
15 lat Polski w Unii Europejskiej to wielki sukces państwa i narodu. Świadczą o tym fakty, statystyki, ale również najprostsza obserwacja otoczenia. Dlatego trzeba być w istocie zaczadzonym ideologią fanatykiem, albo człowiekiem działającym w złej wierze, by prezentować odmienny pogląd.

Ale nawet najbardziej obsesyjna ideologia musi ustąpić prostej arytmetyce, łatwo policzalnym miliardom euro, które przyszły do Polski i odmieniły domy i ulice, szkoły i miejsca publiczne. Szczególnie wyraźnie widać to z perspektywy małych miast i miasteczek, czy polskiej wsi, która stała się beneficjentem dopłat.

Oczywiście Unia to nie tylko dopłaty, to wspólny rynek, cztery wolności, których trzeba bronić jak źrenicy oka, ale również, a może przede wszystkim cywilizacyjna scheda, która dała nowożytnej Europie tak szczególne miejsce w dziejach. To jednak, co należy podkreślić wyjątkowo wyraźnie, nie tylko chrześcijaństwo. Ani nawet ta słynna triada politycznego dziedzictwa Hellenów, prawnego Rzymian, czy duchowego Kościoła.

Europejska scheda to również dziedzictwo Pokoju Augsburskiego, fundamentu i symbolu tolerancji religijnej, brytyjskiej rewolucji przemysłowej, Oświecenia, odpowiedzialnego za nowoczesny konstytucjonalizm, wolnego rynku opisanego po raz pierwszy przez Adama Smitha, na równi kapitalizmu i refleksji socjalnej, która dodała do prostych kategorii zysku i pracy wrażliwość na ludzką godność i poziom życia. W tym sensie spadek po Europie to na równi dzieło świętych Augustyna i Tomasza z Akwinu, jak i Monteskiusza, Spinozy, Kartezjusza, Kanta, Locke’a i Marksa.

Nikt, nigdy nie powinien o tym zapominać. To Europa, której byliśmy zawsze częścią, nasz dom, za którym tęskniliśmy pod butem cara, czy totalitaryzmów i do którego dane nam było na równych prawach powrócić.

Jednak myli się ten, kto postrzega Unię wyłącznie jako spadkobiercę i nośnika idei. Unia to polityczny organizm uwikłany w dynamikę dziejów. Ciągły proces tworzenia się realiów polityki nasycanych przez kolejne generacje jej aktorów nowymi treściami. To również na nieprzerwana próba sprostania wyzwaniom, przed którymi nas stawia rzeczywistość. To ekonomiczne, czy migracyjne kryzysy, zmienna geopolityka, czy kolejne fazy globalizacji. Tylko od tego jak sobie z nimi poradzimy zależy nasza przyszłość. A radzić możemy i powinniśmy sobie wspólnie.

W tym jest bodaj najważniejszy sens Unii; nie stajemy – jako Polacy, Czesi, czy Estończycy - wobec problemów współczesnego świata sami. Mamy twardych, traktatowych partnerów, sojuszników, z którymi wiąże nas więcej niż słowa. W dzisiejszym świecie globalnych mocarstw i korporacji tylko wspólnota daje siłę. Trudno tego nie rozumieć.

Kiedy przyglądam się debacie o miejscu Polski w Unii mam wielką satysfakcję, że negacjoniści (tak określę przeciwników udziału Polski we wspólnocie) tworzą może czasem głośny, ale bardzo wąski margines. Większość zarówno klasy politycznej, jak i zwykłych Polaków popiera nasze członkostwo w Unii. Mam świadomość, że to postawy niekiedy interesowne, kiedy indziej motywowane bardzo powierzchowną wiedzą lub wręcz intuicyjne. Ale, czyż to nie lepsze od ulegania mitom albo motywowanej politycznie propagandzie? Bez wątpienia, choć odwrotną stroną tej monety jest wielki obowiązek rzetelnego informowania o Unii jaki dźwiga na sobie klasa polityczna. Na równi opozycja, jak i rządzący, choć po stronie tych ostatnich obowiązek jest zawsze większy.

Piętnastolecie Polski w Unii to również narodowa droga od pierwotnego entuzjazmu, zachwytu ideą do pragmatyzmu i pełnego uświadomienia swojego miejsca i roli w Unii. Dlatego jestem wielkim sympatykiem debaty o przyszłości Unii. Bez konfrontowania poglądów na temat tempa i kierunków integracji będziemy jak głusi i niemi. W tej debacie absolutnie nie należy lekceważyć postulatów rządzącej prawicy, by było w Unii więcej równości państw, by legitymacja demokratyczna elit była pełniejsza, byśmy skuteczniej szukali instrumentów rozwiązywania takich problemów jak migracja, bezpieczeństwo publiczne, czy obronność.

Nie mniej i prawica winna się z równą uwagą wsłuchiwać w deklaracje opozycji o nieuchronnym procesie integracji, europejskich wartościach i pilnowaniu wspólnych standardów, takich choćby jak wolności obywatelskie, czy praworządność. To wszystko jeden wielki temat, jeden kompleks spraw z którymi tak jak my dziś, w przyszłości mierzyć się będą kolejne pokolenia.

Czego się boję? Nie negacjonistów. Ci, choć potrafią być głośni, są i pozostaną marginesem. Boję się polityków, którzy łudzą Polaków wizją autarkii. Polskiej osobności, z której mają rzekomo płynąć jakieś polityczne, gospodarcze, czy społeczne przewagi. Polska osobna, odcięta od świata, izolująca się w poszukiwaniu własnego modelu jest skazana na klęskę. Na skansenizację. Z tą wizją i takimi poglądami trzeba walczyć. Może to i najważniejsze wyzwanie na kolejnych 15 lat.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA