- Historyczna byłaby wizyta Donalda Trumpa wtedy, gdyby wiązała się z jakiegoś rodzaju przełomem, ale niewątpliwie niezwykle istotne są słowa, które tu padły. Myślę, że nawet ci, którzy mieli duże oczekiwania, są pozytywnie zaskoczeni wizytą Donalda Trumpa w Polsce - mówił Jerzy Haszczyński. Podkreślił, że wyczekiwane słowa o art. 5 traktatu NATO padły, mimo że prezydent Trump nieco się "ubezpieczał".
- Mamy dziś w "Rzeczpospolitej" rozmowę z szefem niemieckiej agencji rządowej Kaiem-Olafem Langem, który też podkreślił, że dobrze, iż te słowa padły 300 km od granicy polsko-rosyjskiej. Ma to inny wymiar, niż podobne słowa na konferencji prasowej w Waszyngtonie - mówił Haszczyński. Uznał, że niewątpliwie było to także szykowanie gruntu pod rozmowę z Putinem na szczycie G20, ale "nie oznacza to, że to samo powie Putinowi".
Haszczyński docenił brak konfrontacyjnego tonu w przemówieniu amerykańskiego prezydenta. Zauważył też, że Trump "pogroził" jednak Rosji palcem - za Ukrainę i współpracę z Asadem.
Pytany o ideę Trójmorza i jej odżycie jako projektu politycznego, Haszczyński stwierdził, że jej realizacja jest niemożliwa w oderwaniu od Unii Europejskiej.
- Kiedy do Warszawy przyjeżdżają przedstawiciele najwyższych władz mniejszych państw europejskich, od Estonii po Bułgarię, to pierwsze, co mówią w rozmowach polskim politykom, że nie dadzą się "wpuścić" w żadną poważną inicjatywę skierowaną przeciwko Niemcom. Wszyscy dmuchają i chuchają na tę inicjatywę, żeby nikt nie pomyślał, że to jest polityka. Powinniśmy mówić: gaz to nie polityka, to biznes - mówił Haszczyński.