fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Bruksela o obowiązkowej relokacji uchodźców

Te Syryjki dostały wizy humanitarne i polecą z Libanu do Włoch, gdzie złożą wnioski azylowe.
AFP
Bruksela czeka na wyrok w sprawie obowiązkowej relokacji uchodźców. Potem zastanowi się, czy karać Polskę.

Anna Słojewska z Brukseli

10 maja odbędzie się rozprawa przed unijnym sądem dotycząca decyzji o obowiązkowej relokacji uchodźców.

Chodzi o rozporządzenie z 2015 roku, które określiło zasady dystrybucji imigrantów przebywających przejściowo we Włoszech i w Grecji. Do sądu zaskarżyła je najpierw Słowacja, a potem z nieco innym uzasadnieniem Węgry.

Oboma wnioskami unijny Trybunał Sprawiedliwości zajmie się za miesiąc.

Decyzja z wadami czy bubel prawny?

– To niezwykle skomplikowana sprawa, oba skarżące państwa podniosły w swoich wnioskach wiele elementów. Nie da się dziś powiedzieć, w jakim kierunku pójdzie sąd – mówi „Rzeczpospolitej" Yves Pascouau, ekspert European Policy Centre w Brukseli.

Dyplomaci, z którymi nieoficjalnie rozmawiała „Rzeczpospolita", przyznają, że na gruncie prawnym decyzja z września 2015 roku ma wady.

– Słyszmy, że wątpliwości budzi brak konsultacji z Parlamentem Europejskim, co jest wymagane na pewnym etapie. Decyzji by to nie zmieniło, bo PE na pewno poparłby obowiązkową relokację, ale proceduralnie był to błąd – mówi nam dyplomata kraju, który bardzo aktywnie tę decyzję popierał.

Z kolei nasz rozmówca z państwa sprzeciwiającego się relokacji jest jeszcze bardziej krytyczny: – To był bubel prawny, pisany na kolanie. Gdyby takiej jakości legislacja powstała w jakiejkolwiek innej sprawie, sąd natychmiast by ją podważył. Ale tutaj ryzyko polityczne jest zbyt duże, bo ta sprawa jest zbyt ważna dla kilku państw Unii – mówi dyplomata.

Sędziowie mają swoje poglądy i margines do dokonywania interpretacji. Mogą na przykład wskazać jakieś małe błędy, ale nie podważyć legalność decyzji.

Waży się przyszłość prawa azylowego

Wyrok sądu jest niezwykle ważny. Jeśli decyzja zostanie podważona, to KE nie będzie już mogła naciskać na kraje członkowskie, żeby ją wykonały.

Gdyby wyrok sądu dotyczył nie tylko kwestii proceduralnych, ale samej substancji rozporządzenia, i uznał, że nie można takich decyzji podejmować w głosowaniu większościowym, to postawiłby też pod znakiem zapytania nowe prawo azylowe, nad którym obecnie pracuje Unia. I które zawiera stały obowiązkowy mechanizm relokacji.

W decyzji z września 2015 roku określono konkretne liczby imigrantów, które ma przyjąć każde państwo Unii Europejskiej do września 2017 roku. Chodziło o osłabienie presji migracyjnej na dwa kraje południa Europy: Grecję i Włochy.

Tak naprawdę znakomita większość imigrantów przedarła się dalej na północ, przede wszystkim do Niemiec, ale decyzja dotyczy tylko wspomnianych wcześniej dwóch krajów.

Chodziło o 98 tys. 255 osób, z czego na Polskę przypadało 6 tys. 182 osoby. Jesteśmy jednym z trzech krajów, obok Węgier i Austrii, które nie przyjęły żadnego imigranta. Nawet Słowacja, która głosowała przeciwko temu rozporządzeniu i jako pierwsza zaskarżyła go do unijnego sądu, przyjęła 16 uchodźców z Grecji. Węgry, podobnie jak Polska, konsekwentnie odmawiają.

A Austria wysłała list do Komisji Europejskiej z prośbą o wyłączenie jej z mechanizmu, bo w czasie kryzysu migracyjnego przyjęła 90 tys. osób. Uważa więc, że nie powinna przyjmować kolejnych 2 tys. przydzielonych jej decyzją z września 2015 roku.

Jednak kilka dni temu przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker odpowiedział, że ich również ta decyzja obowiązuje.

Kto może zostać ukarany

W sytuacji gdy państwo członkowskie nie przestrzega unijnego prawa, Komisja powinna wszcząć procedurę o naruszenie, której finałem może być wyrok unijnego sądu i nakaz wykonania decyzji lub zapłacenia kar finansowych. Do września państwa mają jeszcze czas.

Dimitris Awramopulos, unijny komisarz ds. migracji i spraw wewnętrznych, już zapowiedział, że Komisja jesienią może skorzystać ze swoich uprawnień. Jeśli Trybunał uzna, że decyzja z września 2015 roku jest legalna, to Komisja dostanie zielone światło do prowadzenia takich postępowań.

Eksperci nie mają jednak pewności, czy do tego dojdzie. Bo będziemy mieli trzy kategorie krajów. Jedna, która w pełni wykona decyzję. Druga, która wykona ją częściowo. I trzecia, która nie wykona jej w ogóle. Ta pierwsza będzie bardzo nieliczna, bo gdy spojrzeć na aktualne statystyki, to bliskie osiągnięcia swoich celów może być kilka mniejszych państw UE, jak Finlandia, Irlandia, Estonia, Łotwa czy Malta.

W sumie z 92 tys. 255 osób do rozlokowania pozostało jeszcze 82 tys. 589.

– Komisja stanie przed wyzwaniem, które państwa karać: czy te, które w ogóle nie wykonały decyzji, czy te, które nie wykonały jej w całości? To sprawa bardzo delikatna, trudno to będzie wytłumaczyć – mówi Yves Pascouau. I przewiduje raczej naciski polityczne ze strony Komisji niż uruchomienie formalnych postępowań.

Tym bardziej że teoretycznie musiałby ono też dotyczyć Niemiec, które decyzji raczej w całości nie zdążą wykonać. A trudno karać kraj, który w szczycie kryzysu przyjął milion uchodźców. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: a.slojewska@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA