fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport drogowy

Protekcjonizm starych krajów UE

Rzeczpospolita/Robert Przybylski
Francja i Niemcy wznoszą biurokratyczne bariery.

Komisja Europejska wszczęła 16 czerwca postępowanie przeciw Francji w związku z zastosowaniem przepisów o płacy minimalnej do sektora transportu międzynarodowego. KE wysłała też uzupełnione upomnienie w tej samej sprawie do Niemiec. Przepisy francuskie wejdą w życie 1 lipca, a niemieckie obowiązują od 1 stycznia 2015 roku.

Komisja uważa, że przepisy w nieproporcjonalnym stopniu ograniczają wolność świadczenia usług i przepływu dóbr w UE. Chodzi o przewozy dwustronne i tranzytowe. KE uważa za dozwolone, aby przepisom o płacy minimalnej podlegał jedynie kabotaż.

Władze francuskie i niemieckie mają dwa miesiące na udzielenie odpowiedzi. Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego IRU chwali postawę KE i domaga się jednocześnie zawieszenia francuskiego prawa do zakończenia postępowania wyjaśniającego KE. Jednak polscy przedsiębiorcy, którzy uważają francuskie i niemieckie przepisy za przejaw protekcjonizmu, jeszcze nie mogą świętować zwycięstwa. Postępowanie KE będzie ciągnęło się latami, a jego wynik nie jest przesądzony. Tymczasem dla polskich przewoźników rynki zagraniczne są ważnym źródłem zarobku, a fatalny bilans płatniczy Polski jest w poważnym stopniu reperowany eksportem usług. Przewozy drogowe dają każdego roku ponad 3 mld euro nadwyżki.

250 euro dziennie

Przez Europę przetoczyła się na przełomie maja i czerwca fala protestów przewoźników. Demonstracje przed francuskimi ambasadami odbyły się w 11 krajach, a rządy 14 państw sprzeciwiły się francuskim próbom narzucenia jednostronnych regulacji. - Francja ignoruje międzynarodowe konwencje i traktatowe uzgodnienia; z jednej strony w pełni korzysta z tego, co daje UE, z drugiej zaś za wszelką cenę stara się ograniczyć udział zagranicznych usługodawców na swoim obszarze - podkreśla prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych Jan Buczek.

Nowe francuskie regulacje oznaczają faktyczne zamknięcie francuskiego rynku dla zagranicznych przewoźników. - Jest tyle niedomówień co do wymogów stawianych przez Francję, że nie jest możliwe, abyśmy spełnili te warunki z dniem 1 lipca. Wprowadzenie Loi Macron dla przewoźników (o ile nic się nie zmieni) wiąże się nie dość, że z ogromnymi podwyżkami płac, to również z wielką papierologią - wyjaśnia członek zarządu firmy Magtrans Piotr Magdziak. - Francuzi nie wgryźli się w temat, nie uwzględniają różnych składników płacy, oprócz np. polskich należy jeszcze doliczyć 6 (!) dodatków, które sprawią, że kierowca może zarabiać dziennie nawet 250 euro - wylicza Magdziak.

Francuska biurokracja

Szczegółowe wiadomości o Loi Macron są bardzo skąpe, mimo że Francuzi przygotowują przepisy od ponad roku. Bardzo jasno opisane są jedynie kary, których wysokość może sięgać pół mln euro. Są zatem nieproporcjonalnie duże i mają na celu wyeliminowanie przewoźnika z obrotu gospodarczego, a nie naprawę ewentualnych „krzywd socjalnych".

Niezależnie od typu przewozów, czyli zarówno w przypadku kabotażu, jak i przewozów dwustronnych, przedsiębiorstwo musi mieć swojego przedstawiciela na terenie Francji. Przepisy Loi Macron można znaleźć w kilkudziesięciu ustawach i łącznie jest to 3 tys. stron dokumentów.

Kierowca będzie musiał okazać wypełnione przez przedsiębiorstwo transportowe zaświadczenie o delegowaniu. Wiadomo, że jego ważność wynosi do sześciu miesięcy, że ma być w języku francuskim oraz że może ono obejmować kilka przypadków oddelegowania.

Kierowca w razie kontroli musi także okazać umowę o pracę - w tym wypadku nie wiadomo, czy musi być ona tłumaczona na język francuski. W przypadku kierowcy zatrudnionego w agencji pracy tymczasowej umowa musi być tłumaczona na język francuski, podobnie jak umowa agencji z przewoźnikiem o udostępnienie pracownika.

Na zleceniodawcy spoczywa obowiązek kontroli, czy zostało sporządzone zaświadczenie o oddelegowaniu. Jeżeli nie zostało ono sporządzone, to w ciągu 48 godzin od rozpoczęcia delegowania zleceniodawca ma obowiązek wysłać zgłoszenie do inspekcji pracy w miejscu, gdzie rozpoczęła się realizacja usługi.

Jeżeli tylko odbiorca usługi znajduje się na terytorium Francji, to na nim spoczywa obowiązek kontroli.Jeżeli organy kontrolne zawiadomią go o złamaniu przepisów dotyczących płacy minimalnej, odbiorca ładunku musi wezwać wykonawcę na piśmie do niezwłocznego zaprzestania takiej sytuacji.

We Francji płaca minimalna uzależniona jest od grupy zaszeregowania pracownika, dodatków stażowych, wynikających z pracy w nocy oraz w niedziele i święta. Do tego dochodzi należność z tytułu podróży służbowych w wysokości 55,92 euro za każdą dobę obejmująca zakwaterowanie i dwa posiłki.

Natomiast czas pracy reguluje prawo krajowe, które definiuje je jako czas, „w którym kierowca pozostaje do dyspozycji pracodawcy i musi stosować się do jego poleceń bez możliwości swobodnego zajmowania się sprawami osobistymi". Z powyższego wynika, że do czasu pracy wlicza się nie tylko czas prowadzenia pojazdu, ale także czas oczekiwania, wykonywania różnych prac (tankowanie, załadunek, mycie pojazdu) i czas jazdy w załodze.

Polska też deleguje

Loi Macron oraz niemiecka ustawa MiLoG są wynikiem wdrożenia unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych. Zachodnioeuropejskie związki zawodowe uważają, że dyrektywa obejmuje także kierowców w ruchu międzynarodowym. Podkreślają, że ustawa w wyraźny sposób wyłącza jedynie marynarzy spod tych przepisów. Polski rząd także przygotowuje się do wprowadzenia dyrektywy o pracownikach delegowanych, ale zakłada, że nie dotyczy ona kierowców międzynarodowych. —rp

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA