fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport drogowy

Zaskakująca koalicja w obronie TIR-ów. Polska wygra tę batalię?

Adobe Stock
Eurodeputowani sprzeciwiają się traktowaniu kierowców ciężarówek jak pracowników delegowanych. Rosną szanse Polski na wygraną w tej batalii.

Komisja Transportu Parlamentu Europejskiego wypowiedziała się przeciwko forsowanej przez Francję propozycji uznania kierowców w transporcie międzynarodowym za pracowników delegowanych. Nie pomogło kontrowersyjne zachowanie francuskiej europosłanki Zielonych Karimy Delli, przewodniczącej Komisji Transportu, która wprowadzała zamieszanie w czasie głosowania, co mogło prowadzić do pomyłek. – Była naprawdę wściekła. Ale eurodeputowani przeciwni zasadzie delegowania kierowców, i ich asystenci, bardzo pilnowali, żeby głosować zgodnie z planem – mówi nam osoba obserwująca posiedzenie Komisji. Przewodnicząca Komisji chce zrobić wszystko, żeby głosowanie odwrócić.

Lewica może podważać

– To głosowanie będzie miało katastrofalne skutki dla warunków pracy kierowców. Musimy się zmobilizować, żeby bronić naszych praw na sesji plenarnej – zapowiedziała Delli na Twitterze. Teoretycznie głosowanie w Komisji Transportu może już stanowić mandat do negocjacji nowych aktów prawnych z unijną Radą (rządami państw UE). Ale zachowanie Delli wskazuje, że europejska lewica może to jeszcze chcieć podważyć. – Byłoby to dziwne, bo z reguły stanowisko komisji parlamentarnej właściwej dla danego aktu prawnego jest podtrzymywane przez cały PE – mówi „Rzeczpospolitej" Elżbieta Łukacijewska, eurodeputowana PO. Obok niej inny aktywni Polacy w Komisji Transportu to Kosma Złotowski z PiS i Jerzy Zemke z SLD.

Bitwa w Brukseli

Komisja parlamentarna głosowała w sprawie trzech aktów prawnych. Pierwszy dotyczył traktowania kierowców jak pracowników delegowanych, co zaproponowała Komisja Europejska wspierana bardzo przez takie kraje, jak Francja, Niemcy, Belgia, Luksemburg, Austria, Dania, Szwecja, Włochy i Grecja. Według tego projektu po trzech dniach jeżdżenia na europejskich drogach kierowca stawałby się pracownikiem delegowanym, co oznaczałoby konieczność wypłacania mu wynagrodzenia na poziomie przynajmniej płacy minimalnej w danym kraju. Dla firm transportowych mogłoby to oznaczać wyższe koszty, ale przede wszystkim mnóstwo biurokracji, bo kierowca jeździ w różnych krajach.

Eurodeputowani odrzucili ten pomysł, co było zaskoczeniem. – Do ostatniej chwili nie było to pewne. Ale miesiące przekonywania przeniosły efekty – powiedziała Łukacijewska. PO należy w Parlamencie do Europejskiej Partii Ludowej, największej grupy politycznej. Ostatecznie jej szef, niemiecki chadek Manfred Weber, zaapelował o poparcie polskiego postulatu. Zdaniem Łukacijewskiej Polacy przekonywali, że w dyskusji o transporcie nie chodzi o prosty podział na Wschód i Zachód i że na nowej regulacji stracą wszystkie firmy transportowe. A ostateczny koszt i tak poniosą konsumenci. Polakom było nieco łatwiej o sukces tutaj niż w dyrektywie o pracownikach delegowanych. Bo tam chodziło o firmy z Europy Wschodniej. Tutaj dodatkowo z propozycją Komisji Europejskiej nie zgadzały się państwa bałtyckie, a także te położone na peryferiach Europy, jak Hiszpania, Portugalia, Finlandia czy Irlandia. Sojusz tych państw powinien przetrwać również w pracach na poziomie unijnej Rady.

Ograniczenia w kabotażu

Kolejnym aktem prawnym są regulacje dla kabotażu, czyli świadczenia usług transportowych w jednym kraju przez firmę z innego kraju. Tutaj kierowca będzie traktowany jak pracownik delegowany, a jedyne, co udało się osiągnąć, to wydłużenie prawa do kabotażu z pięciu do siedmiu dni. – Będziemy mieli paradoks, że Ryanair może latać między polskimi miastami, a polski kierowca ma ograniczenia w świadczeniu usług między Sztokholmem a Malmoe – zauważa Kosma Złotowski, europoseł PiS. W transporcie wodnym, lotniczym i kolejowym prawo UE dopuszcza konkurencję ze strony przewoźników innych państw UE, a tylko w transporcie drogowym ją ogranicza. Wreszcie trzeci akt prawny dotyczy warunków pracy kierowców, takich jak czas i warunki pracy i odpoczynku. Ma być lepiej dla kierowcy, ale negocjacje na temat szczegółów jeszcze trwają.

Opinie

Adam Byglewski, prezes spółki Adampol

To był bardzo ważny dzień dla polskich przewoźników. Czekamy na głosowanie plenarne, ale z rosnącą nadzieją, bo rozkład głosów w komisji wyniósł 27:21, zatem był mocnym wsparciem naszych argumentów. Dziękujemy posłom z wielu krajów, którzy przekonali się do naszych argumentów i zapobiegli atakowi na podstawowe idee UE. Objęcie drogowych przewozów międzynarodowych przepisami o delegowaniu przyniosłoby niewyobrażalne konsekwencje dla gospodarki całej Unii, bo utrudniłoby transport międzynarodowy, zaś polskich przedsiębiorców cofnęłoby w rozwoju o całe dekady. Dziękujemy też Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, którego praca przyniosła efekty.

Jan Buczek, prezes ZMPD

Mieliśmy chwile zwątpienia, jednak do ostatniego momentu walczyliśmy przeciwko protekcjonizmowi. Próba eliminacji nas z rynku jest nie do zaakceptowania. Jesteśmy za porządkowaniem przepisów i takimi samymi warunkami dla wszystkich krajów. Proponujemy uregulowanie kwestii pośredników, którzy są plagą na zachodnich rynkach. Nie wzbogacają oni usługi, natomiast przechwytują marżę przewoźnika. W rezultacie firma transportowa nie ma funduszy na rozwój i inwestycje w nowy, coraz bardziej ekologiczny tabor, choć to ona ponosi ryzyko operacyjne i wszystkie koszty związane z przewozem. Należy wprowadzić zakaz wielokrotnego podzlecania przewozu – ładunek powinien tylko raz trafić do pośrednika.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA