fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Anna Gornostaj o dziesięcioleciu Teatru Capitol: Marzenie zrealizowane z mężem

Anna Gornostaj, Olaf Lubaszenko i Kacper Kuszewski w „Wykrywaczu kłamstw”
Cezary Piwowarski/Teatr Capitol
Założycielka Teatru Capitol Anna Gornostaj o dziesięcioleciu tej prywatnej sceny i jubileuszowej premierze.

Dlaczego na jubileusz wybrała pani właśnie utwór Sigariewa „Wykrywacz kłamstw"?

Anna Gornostaj: Wasilij Sigariew robi w ostatnich latach światową karierę. Jest nie tylko najwybitniejszym oprócz Nikołaja Kolady dramaturgiem rosyjskim, ale też artystą o niezwykle barwnym życiorysie. Pracował w zajezdni tramwajowej, był ochroniarzem w fabryce. W czasie studiów dorabiał jako stróż, a mając prawo jazdy, woził do pracy prostytutki. Kilka razy trafił do aresztu. Zna więc wszystkie blaski i cienie życia. A sztuka „Wykrywacz kłamstw" jest doskonałą komedią małżeńską, w której wielu widzów bez trudu będzie się mogło odnaleźć.

Reżyseruje Robert Talarczyk.

Robert ma w dorobku wiele wybitnych spektakli dramatycznych, ale też muzycznych i komediowych, jak mało kto czuje literaturę rosyjską. W „Wykrywaczu kłamstw" gramy z Olafem Lubaszenką małżeństwo, w którym mąż lubiący zaglądać do kieliszka nie pamięta, gdzie schował pieniądze. Żona postanawia wezwać do pomocy hipnotyzera. W tej roli Kacper Kuszewski. Nie przewidziała jednak, czym może zakończyć się prowadzony przez niego seans prawdy. Przewrotna, pełna zwrotów akcja gwarantuje dobrą zabawę, ale myślę też, że skłania do głębszych refleksji.

Większość aktorów zakładających teatry prywatne w Warszawie przez lata związana była z Ateneum. Myśli pani, że to przypadek?

Krysia Janda, Emilian Kamiński, Michał Żebrowski i ja rzeczywiście przez lata byliśmy w zespole Ateneum, To, że potem zapragnęliśmy otworzyć własne sceny, wynikało z pewnego traktowania teatru, jaki wpajali nam przez lata Aleksandra Śląska i Janusz Warmiński, a w przypadku Michała także Gustaw Holoubek. To byli autentyczni giganci teatru. Bo teatr musi mieć swoich guru, za którymi ciągną aktorzy i reżyserzy. I tak było w Ateneum, gdzie teatr traktowano jako pewną wspólnotę nie tylko aktorską, uczono nas nie tylko zawodu, ale też odpowiedzialności za drugiego człowieka. Dla mnie Janusz Warmiński był wyznacznikiem zarówno spraw artystycznych, jak i moralnych. Ateneum wykształciło zresztą dyrektorów nie tylko scen prywatnych. Z naszego zespołu wyszedł Henryk Talar, który z sukcesem prowadził sceny w Częstochowie i Bielsku-Białej, czy Andrzej Seweryn kierujący Teatrem Polskim w Warszawie.

W pani przypadku miłość do teatru musiała być szczególnie silna, bo na tworzenie Teatru Capitol zdecydowała się pani przeznaczyć cały odziedziczony spadek. Mąż nie protestował?

Nie tylko nie protestował, ale jako inżynier i reżyser chętnie włączył się w powstanie Capitolu. I szybko okazało się, że teatr jest naszym wspólnym dzieckiem. Wchodząc tu, można obejrzeć film dokumentalny, który pokazuje, jak w typową zimną architekturę późnego Gierka próbujemy wraz z gronem specjalistów wpisać zupełnie nową rzeczywistość. Stworzyć miejsce nastrojowe, w którego wystrój wplecione są fragmenty dawnych scenografii operowych. Tu po zakończeniu spektaklu chce się zostać na dłużej.

Stąd powołanie Klubu Capitol?

Był przewidziany od początku jako miejsce wspierające działalność. Stworzyliśmy je z gronem wspólników, którzy nie podzielali jednak naszego entuzjazmu i kierowali się twardymi prawami rynku. Na szczęście z czasem zdołaliśmy ich spłacić i dziś Capitol jest już nasz.

I syn saksofonista uświetnia koncertami premiery spektakli, a córka je zapowiada.

Baliśmy się, czy rozmawiając cały czas o teatrze, nie zniechęcimy do niego naszych dzieci. Na szczęście okazało się, że oboje realizują się w Capitolu. Córka jako menedżer, syn jako muzyk. Capitol stał się naszym przedsięwzięciem rodzinnym i chcemy, by widzowie podobnie je traktowali. Stąd oprócz spektakli dla dorosłych są też familijne czy poranki z bajkami.

Mam jednak wrażenie, że mocno stąpacie po ziemi, nie liczyliście nigdy na wsparcie państwa czy samorządu.

Stałego wsparcia nigdy nie zakładaliśmy, bo to byłoby dość naiwne myślenie. Tworzyliśmy Capitol jako teatr komediowy, bo wiedzieliśmy, że tylko taki jest w stanie się utrzymać. Nastawiliśmy się na spektakle rozrywkowe z udziałem gwiazd i w reżyserii renomowanych twórców, do tego nie musimy dopłacać. Ale były przedsięwzięcia tzw. misyjne, które bez dotacji nie utrzymają się w repertuarze. Mieliśmy cichą nadzieję, że przynajmniej na jedną taką premierę w sezonie możemy liczyć na wsparcie państwa czy miasta.

Andrzej Łapicki mówił mi kiedyś, że miał ochotę wyreżyserować u pani Chandlera.

Propozycji było więcej, ale zimnym prysznicem okazała się „Pornografia" Gombrowicza z wybitnymi kreacjami Grażyny Barszczewskiej i Henryka Talara czy „Bajki robotów" Lema, które bez wsparcia nie były w stanie utrzymać się dłużej na afiszu. I tu przypomina mi się, jak w Izraelu na początku obecnego stulecia przeprowadzono ciekawy eksperyment. Słysząc narzekania, że państwo nie wspiera spektakli ambitnych, postanowiono w ciągu czterech lat dofinansować wszystkie teatralne produkcje prywatne. Okazało się, że mimo to teatry nastawiły się na granie komedii, czyli krótko mówiąc, na zero ryzyka.

W Capitolu jest miejsce na ryzyko?

Oczywiście, ale bardzo starannie przyglądamy się publiczności. Jeździmy ze spektaklami po całej Polsce. Angażujemy aktorów, którzy nie kojarzą się z komedią, ale też twórców kabaretowych. Gwiazdy programu „Twoja twarz brzmi znajomo" występują śpiewająco w komedii „Dajcie mi tenora". Włączyliśmy do repertuaru jeden z fenomenów socjologicznych teatru: spektakl „Klimakterium".

Chyba nie ma miejsca w Polsce, gdzie by nie pokazano tej produkcji.

Jej pomysłodawczyni Ela Jodłowska nazwała go manifestem ośmiu milionów Polek. Pewnie coś w tym jest. Wiem, że dla niektórych widzów „Klimakterium" było pierwszym kontaktem z teatrem. Więc udało nam się pozyskać dla teatru także taką publiczność, mając nadzieję, że nie będzie to jej ostatni kontakt ze sceną. Dla mnie teatr bez widza nie istnieje. Zawsze zależało mi na dobrej wymianie energii między nami a widzami i by Capitol stał się teatrem wielopokoleniowym. Jesteśmy dumni, że udaje nam się iść w tym kierunku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA