fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Abakany maszerują po parku

„Oracz”, 1996/1997, tkanina jutowa, żywica, stal, drewno kolekcja Galerii Starmach w Krakowie
materiały prasowe
Centrum Polskiej Rzeźby w Orońsku zdominowały ciągle intrygujące, wieloznaczne prace Magdaleny Abakanowicz.

Otwarta w minioną sobotę w Orońsku wystawa „W przestrzeni Magdaleny Abakanowicz" to trzecia prezentacja artystki w tym miejscu. Pierwsza odbyła się w 1995 roku. Jej kuratorką była ówczesna kierowniczka muzeum Tamara Książek. Druga, retrospektywna, została zorganizowana w 2013 roku przez Mariusza Knorowskiego, ówczesnego szefa artystycznego Centrum.

– Abakanowicz nieustannie eksperymentowała, sięgała po nowe techniki, tworząc nowe jakości i przekraczając granice sztuki – przypomniała w czasie wernisażu wystawy Eulalia Domanowska, kuratorka wystawy i szefowa Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku.

Kilkadziesiąt dzieł artystki prezentowanych jest tu na całym terenie Centrum, także w pałacyku Józefa Brandta i w parku. W głównym gmachu efektownie prezentują się abakany z barwionego sizalu – potężne, abstrakcyjne formy przestrzenne między tkaniną a rzeźbą. W 1965 roku artystka dostała za nie Grand Prix na Biennale w Sao Paolo. Abakanom z lat 60. i 70. towarzyszy film pokazujący proces ich powstawania.

Wieloznaczne „Plecy"

W Galerii Oranżeria oprócz „Gier wojennych" zobaczyć można m.in. zestaw rysunków wykonany w Bolonii na kawiarnianych serwetkach, a prezentowany po raz pierwszy od 1987 roku. To szkice do pierwszej monumentalnej realizacji artystki w przestrzeni publicznej – „Katharsis" (1985) w parku rzeźby w Fattoria di Celle we Włoszech.

Szczególnie kontemplacyjnie prezentują się „Plecy" (1976), które wypełniły Galerię Kaplica. To jedne z wielu postaci Abakanowicz ustawionych przez nią w rzędy w różnych pozach – metalowych lub tworzonych z kawałków zgrzebnego jutowego płótna spajanego żywicą syntetyczną. Artystka pisała o nich: „Na biennale w Wenecji i ROSC w Dublinie, w Paryżu i gdzie indziej, ludzie oglądający »Plecy« pytali: czy to Oświęcim? Czy religijna ceremonia w Peru? Czy taniec Ramayany? I właściwie na wszystkie te pytania można odpowiedzieć twierdząco, ponieważ jest to o kondycji ludzkiej w ogóle".

Właśnie w Orońsku na początku lat 90. Magdalena Abakanowicz zrealizowała prace z cyklu drewniano-metalowych „Gier wojennych": „Runę" i „Ukon". Tę ostatnią można oglądać na stałej ekspozycji w Galerii Wozownia. W orońskim parku jest też grupa stalowych „Mutantów".

Przygotowania do pierwszej wystawy Magdaleny Abakanowicz w 1995 roku dobrze pamięta Jarosław Pajek, członek ekipy technicznej z nią współpracującej.

– Nie była typem artystki kumplującej się – opowiada. – Wiedziała, czego chce, a gdy z czegoś była niezadowolona, mówiła prostu z mostu. Czuliśmy przed nią duży respekt. Sama podejmowała wszelkie decyzje. Po nastu latach nieeksponowania „Abakanów" jako pierwsi wyjmowaliśmy je ze skrzyń i wieszaliśmy. Pamiętam, jak wchodziła na drabinkę i spryskiwała, by nadać im właściwy kształt. Zawsze robiła to osobiście.

Tę samą wystawę wspomina Tamara Książek, jej kuratorka: – Chciałam zbudować ekspozycję wokół abakanów. Całość uzupełniałyby figury stojące i siedzące. Umówiłyśmy się, że zrobi specjalnie kilkanaście siedzących figur, które ustawimy przy głównej drodze, by wszyscy zatrzymywali się i przyjeżdżali do nas. Niestety, na realizację zabrakło pieniędzy. Kiedy już wszystkie prace były na miejscu, Magdalena Abakanowicz weszła do sali i powiedziała: „Jak robię wystawę w świecie, pracownicy techniczni mają nowe kombinezony i nowe rękawiczki. I pracują nie dłużej niż tydzień". Popatrzyłam na chłopaków z naszej ekipy, wiedząc, że świetnie znają swoją robotę i odpowiedziałam: „Mają kombinezony stare, ale uprane i tak samo jest z rękawiczkami. Mogę się założyć, że zrobią wystawę w trzy dni". I tak było. Kiedy później ekspozycja pojechała do CSW, artystka poprosiła, żeby nasza ekipa wieszała tam abakany.

Zjedzone sznurówki

W czasie wielotygodniowych przygotowań do wystawy Tamara Książek poznała artystkę bardziej prywatnie:

– Piłyśmy u mnie w domu kawę nieraz. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się u mnie z mężem, mój jamnik, wtedy szczeniak, zjadł mu sznurówki. Kiedy potem pytałam ją, czemu nie odwiedza mnie z mężem, mówiła: „Bo straci sznurówki". Była sympatyczna, otwarta, ale zachowywała dystans. Gdy skończyła drugą „Grę wojenną", chciałam się z nią przy tym obiekcie sfotografować. Odmówiła mówiąc: „Ludzie, którzy gromadzą moje fotografie, płacą za nie duże pieniądze".

Obecna prezentacja twórczości Magdaleny Abakanowicz (1930–2017) w Orońsku jest poszerzoną wersją ekspozycji pokazywanej na początku tego roku w Rydze.

Eksponaty przyjechały zaś z Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Sztuki w Łodzi, Galerii Starmach oraz z Fundacji Magdaleny Abakanowicz. Można też zobaczyć filmy dokumentalne Róży Fabjanowskiej i Sławomira Malcharka o ostatnich 20 latach twórczości i życia Abakanowicz i jej wystawach. Całość zaaranżował Henryk Gac, wielokrotnie współpracujący z artystką.

Na świecie odbyło się dotąd ponad 300 wystaw Magdaleny Abakanowicz w ważnych galeriach i muzeach. Nadal można zobaczyć jej prace m.in. w parku Granta w Chicago, parku Olimpijskim w Seulu, Muzeum Miejskim w Hiroszimie w Japonii, Storm King Art Center pod Nowym Jorkiem, Ogrodzie Rzeźby Muzeum Izrael w Jerozolimie, a także w poznańskiej Cytadeli.

Wystawa w Orońsku potrwa do 6 października

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA