fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Retrospektywa Romana Cieślewicza w Paryżu

Moda Polska, 1959, Museum für Gestaltung
Musée
Wielką retrospektywę Romana Cieślewicza, współtwórcy polskiej szkoły plakatu, otwarto 3 maja w Paryżu.

Małgorzata Piwowar z Paryża

Tak wielkiej prezentacji – składającej się z 700 prac tego twórcy - jeszcze nie było, choć na brak zainteresowania jego dokonaniami, tak w kraju jak i za granicą - nie można narzekać. Widać to było także po liczbie gości, którzy tłumnie przybyli na wernisaż. Tylko w nowojorskim Museum of Modern Art w ciągu minionej dekady prace artysty prezentowane były na pięciu zbiorowych wystawach. Jako że dokładnie połowę ze swego 66–letniego życia Cieślewicz spędził tworząc i odnosząc sukcesy we Francji – jest tam wciąż pamiętany i przypominany kolejnymi wystawami. W Musée des Arts Décoratifs, gdzie otwarta została obecnie jego retrospektywa, pokazywany był już wcześniej w 1972 roku. (Nieprzypadkowo, bo ta właśnie instytucja posiada jeden z najbogatszych i najstarszych zbiorów graficznych we Francji.)

W 1993 roku w paryskim Centrum Pompidou (współpracował z nim w latach 70.), a w 2001 roku w Musée de Grenoble – odbyły się kolejne ważne retrospektywne wystawy Cieślewicza. Z tego ostatniego na paryską wystawę przyjechały także dzieła artysty podarowane przez Chantal Petit-Cieślewicz, drugą żonę artysty – obecną także na wernisażu. Atrakcją obecnej odsłony twórczości Cieślewicza jest pierwszy publiczny pokaz jego archiwów przechowywanych w IMEC (Institut Mémoires de l'édition contemporaine) – to ogromne zasoby mieszczące się w 350 tematycznie uporządkowanych pudłach wypełnionych wycinkami prasowymi, fotografiami, dokumentacją tematów z różnych dziedzin – m.in. polityki, historii. To także spojrzenie Cieślewicza na jego epokę. Zapytany, jak pracuje, opowiadał w jednym z wywiadów: „Nigdy żadnego szkicu. Wszystko mam w głowie. Robię bardzo rzadko notatki. A potem zaczynam szukać tego, co wydaje mi się istotne. Wszystko robię na bazie fotografii”.

- Wystawa jest chronologiczną retrospektywą, która jest jednak systematycznie zakłócana przez tematy, których szukaliśmy w archiwach Cieślewicza – wyjaśniała Amélie Gastaut, kuratorka wystawy. - Koncepcja polegała na przedstawieniu całego procesu „fabrykowania” obrazów. Archiwa tego artysty to pewnego rodzaju bank, z którego czerpał, żeby stworzyć własne obrazy w oparciu o obrazy innych. Codziennie czytał prasę, wycinał fragmenty, które uznawał za przydatne.

Wystawa została podzielone na części przypominające najważniejsze etapy w twórczości Cieślewicza: „Polska”, „Pop Art”, „Kolaże”, „Kolaże scentrowane”, „Fotomontaże”, „Kamikaze” (tytuł gazety graficznej zaprojektowanej przez Cieślewicza jako członka artystycznej Grupy Panicznej, do której należał także m.in. Roland Topor). W każdej z sal jest inny świat estetyczny – ściany gęsto zapełnione są pracami, a w uzupełniających prezentację gablotach – m.in. setki wycinków stanowiących inspirację do tworzenia i przetwarzania.

Różnorodna twórczość Cieślewicza obejmowała wiele dziedzin - od plakatu, poprzez fotomontaż, grafikę wydawniczą i ilustracje, aż po reklamę. Interesowała go współczesność i otaczający go świat, który twórczo komentował, w kolażach i fotomontażach wykorzystując m.in. wizerunki znanych postaci i ikon popkultury – takich jak Che Guevara, Superman czy Mona Lisa – ta ostatnia w wersji „Mona Tse Tong” (1977) znajduje się na plakacie obecnej wystawy. On sam twierdził, że na jego wyobraźnię najsilniej wpłynęli: Marcel Duchamp, Francis Picabia i Bruno Schulz.

Niezwykłość skojarzeń i umiejętność operowania skrótem myślowym wyróżniała go spośród innych. Na wystawie są okładki książek, czasopism – ich ogromna liczba sprawia odczucie zanurzania się w świecie estetyki Cieślewicza.

Bardzo ciekawa jest możliwość zobaczenia podparyskiej pracowni znajdującej  się w niewielkim pomieszczeniu będącym dawnym pokojem dozorcy. W pomieszczeniu na półkach ustawione były segregatory pudełka z opisanymi  tematami, które można samemu dziś odczytać dzięki fotograficznemu zapisowi. W tym też miejscu wyświetlany jest film, w którym Cieślewicz opowiada o sobie i swojej pracy.

Roman Cieślewicz (1930–1996) był jednym z wyznaczających tendencje projektowania graficznego drugiej połowy XX wieku, wybitnym przedstawicielem polskiej szkoły plakatu, który po przybyciu do Francji zdobył światowe uznanie. Przyjechał tu zresztą w ślad za żoną - Aliną Szapocznikow, także niezwykłą artystką.

„Moim zdaniem talent to przede wszystkim szczęście, ale zasadniczą rzeczą jest upór. We Francji mówią „uparty jak Bretończyk”, ja mówię „uparty jak Lwowiak” – mówił w rozmowie z Wiesławą Wierzchowską w 1984 roku.

Do tych swoich korzeni przyznawał się zawsze i chętnie dodając, że wychował się w okolicy, gdzie dorastali Witkacy i Bruno Schulz.

Kiedy w 1963 roku wyjeżdżał z Polski, mając 33 lata był już tu uznanym artystą. Absolwent krakowskiej ASP miał na koncie kilka nagród w konkursach na plakat, wiele wystaw i grubo ponad sto zaprojektowanych z sukcesem plakatów, które można było oglądać na ulicach miast. Odniósł sukces jako dyrektor artystyczny miesięcznika „Ty i Ja” wciąż uważanego za świetnie zaprojektowaną gazetę, ukazującą się od maja 1960 roku i zyskującą czytelników atrakcyjną formą graficzną wzorowaną na zachodnich magazynach.

Zatrudniony zaraz po przyjeździe do Paryża w 1963 roku jako projektant szaty graficznej „Elle” Cieślewicz dostarczał swoich kolaży, a trzy lata później został dyrektorem artystycznym tego znanego pisma i był nim do 1969 roku. „Nikt nie wie, kto był przed Cieślewiczem grafikiem w „Elle”, nikt nie wie, kto jest po nim” – skomentował Waldemar Świerzy, przyjaciel artysty i także wybitny plakacista.

„Nigdy nie pracowałem w takich warunkach, żebym musiał robić coś, co by nie było zgodne z tym, co myślę. Jeżeli ktoś coś u mnie zamawiał, to musiałem zawsze zgadzać się we wszystkich punktach” – mówił Cieślewicz, a kuratorka przyznała, że trudno odróżnić, które prace powstały na zamówienie, a które z „potrzeby serca”.

Nie krył też nigdy swoich lewicowych poglądów, mówiąc przed laty w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”: „Gdy przyjechałem do Polski z transportem w 1946 r., cały kraj był pokryty hasłem 3xTAK wykonanym właśnie za pomocą szablonu. Nie głosowałem, bo miałem wówczas 16 lat. Ale gdybym mógł, to oczywiście głosowałbym 3 razy tak. Mam lewicowe poglądy”.

Ekspozycja organizowana we współpracy z Instytutem Adama Mickiewicza jako część międzynarodowego programu kulturalnego POLSKA 100, jest realizowana w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017–2021.

Wystawa potrwa do 23 września.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA