fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Coraz więcej skandali seksualnych w USA

Senator Al Franken to kolejny znany polityk, którego kariera została złamana pod wpływem zarzutów o molestowanie seksualne.
AFP
W ciągu tygodnia trzech amerykańskich polityków straciło stanowiska w rezultacie podejrzeń o karygodne zachowanie.

Aleksandra Słabisz z Nowego Jorku

Oskarżany o molestowanie kobiet senator Al Franken złożył rezygnację ze stanowiska. To koniec kariery politycznej potencjalnego kandydata demokratów na prezydenta. Uchodził za takiego od momentu wejścia do Senatu w 2009 r. Był kluczowym członkiem partii.

Al Franken jako były celebryta telewizyjny miał za sobą młodą część wyborców oraz był znaczącym głosem w wielu głosowaniach, m.in. za reformą systemu ubezpieczeń zdrowotnych Obamacare.

Zrezygnował ze stanowiska przy naciskach kolegów z partii, mimo że utrzymywał swoją niewinność i wyraził przekonanie, iż komisja etyczna oczyści go z zarzutów. Zdaniem komentatorów zrobił to dla Partii Demokratycznej, która chce pokazać, że jest obrońcą kobiet i nie ma problemu z usuwaniem ze swoich szeregów członków o potencjalnie skażonej moralności, w przeciwieństwie do republikanów, którzy nie reagują tak stanowczo na oskarżenia rzucane przeciwko swoim kolegom z Kongresu, a też nie wyciągnęli konsekwencji z oskarżeń wysuwanych w ubiegłym roku wobec Donalda Trumpa.

Al Franken nie jest pierwszym demokratą, który odszedł z Waszyngtonu oskarżany o niestosowne zachowanie. W ubiegłym tygodniu z tego samego powodu i za ponagleniem partii ze stanowiska zrezygnował John Conyers, demokrata z Michigan, który był kongresmanem z najdłuższym stażem.

„W ten sposób republikanie wychodzą na hipokrytów i pojawia się wyraźny kontrast między tymi dwoma partiami. Republikanie mają członków oskarżonych o molestowanie seksualne i jakoś to akceptują. Tak samo jak zaakceptowali to, że prezydent Trump przyznał się do pewnych niestosownych rzeczy" – stwierdziła w wywiadzie dla „USA Today" Maria Cardona, strateg polityczny.

„Demokraci bronią swojego wizerunku jako czempionów w walce o równouprawnienie kobiet" – powiedział Michael Golden, autor książki „Unlock Congress" o nieprawidłowościach w świecie politycznym. „Obie partie mają zupełnie inne podejście do kwestii oskarżeń o molestowania, a obrane przez nich strategie mogą mieć wpływ na to, która z nich będzie miała większość w Kongresie po przyszłorocznych wyborach" – dodał.

Oddziały Partii Demokratycznej w co najmniej dziewięciu stanach już wykorzystują kwestie moralności i oskarżeń o molestowania seksualne i wyciąganych (lub nie) z tego konsekwencji. Tak jest w Arizonie i Newadzie, gdzie w listopadzie przyszłego roku rozegrają się dwie najbardziej zacięte walki o miejsce w Senacie i gdzie kandydaci mają nadzieję na znaczące poparcie kobiet.

„To będzie poważny problem, jeżeli republikanie będą postrzegani jako partia, która akceptuje i chroni mężczyzn oskarżanych o molestowanie" – zauważył badacz nastrojów wyborczych Whit Ayres w wywiadzie dla „USA Today".

Przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan, republikanin z Wisconsin, zmusił co prawda do rezygnacji kongresmana Trenta Franksa, który oskarżany jest o to, że z pracownicami rozmawiał o tym, która chciałaby zostać surogatką dla jego dziecka.

W sumie w ubiegłym tygodniu aż trzech ustawodawców amerykańskich straciło stanowisko z powodu oskarżeń o seksualne molestowanie i niestosowne zachowanie. Problem ten staje się ważną kwestią w politycznych przepychankach.

Jednak w tym samym tygodniu prezydent Donald Trump oficjalnie poparł Roya Moore'a, republikańskiego kandydata do Senatu z Alabamy, który oskarżany jest o niestosowne kontakty z nastolatkami, gdy miał 30 lat. „Idź i pokaż im Roy" – powiedział prezydent Trump.

Republikanie bronią się, twierdząc, iż Moore jest odosobnionym przypadkiem i że wielu członków ich partii, w tym przewodniczący większości w Senacie Mitch McConnell, potępiają zachowania, o które ich koledzy są oskarżani.

Z drugiej strony pojawia się też pytanie, jak daleko demokraci się posuną w wyciąganiu konsekwencji. Czy ustalą ich gradację? Czy będą wyrzucać ze stanowisk za każdym razem, gdy pojawi się oskarżenie? Co, jeżeli oskarżyciele będą nadużywać okazji do postawienia zarzutów na tle molestowania. Co z byłym prezydentem Billem Clintonem, który kłamał na temat swoich stosunków ze stażystką? Czy zostanie wyrzucony z partii? – pytają obserwatorzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA